Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 31 marca 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Wracamy do naszego wojennego opowiadania. Przyznam szczerze, że tęskniłam za tym.

Niemiec wpadł do celi i szarpnął Kowalskiego za skrzydło, podrywając go w górę. Właściwie to wlókł go za sobą, aniżeli prowadził, bo Kowalski nie był w stanie ustać na poranionych łapkach. Tak samo jak poprzedniego dnia, przykuli go do drewnianego stołu i tłukli niemiłosiernie batem.
- Sekret Niewidzialnego Żniwiarza. - słyszał co chwilę Kowalski i zastanawiał się, po co mówią to tyle razy. Dobrze wiedział i rozumiał czego od niego chcą. Milczał uparcie, bo nie miał siły już odpowiadać. Kilka godzin później przestał zupełnie reagować na ból. Niemiec szarpnął go, widząc, że porucznik zaczyna tracić przytomność. Kowalski spojrzał na niego zamglonym wzrokiem. Nic już nie czuł, kompletnie nic, a mimo to zakwilił, kiedy bat spadł na jego łopatki. Serce biło mu nierówno.
- Gadaj. - warknął bezbarwnym głosem Niemiec. Porucznik pokręcił przecząco głową i znowu spadł na niego bat. Znowu zakwilił. Chyba zaczynał tracić przytomność. Nie mógł już znieść nieustającego bólu, ale powiedzieć też nic im nie mógł. A to był dopiero początek katowania.
- Gadaj! - wrzasnął kat i na Kowalskiego spadło kolejne uderzenie.
- Trój... Trójtlenek wodoru. - wyszeptał ostatkiem sił porucznik. Niemiec spojrzał na niego i trzasnął rękawicą po dziobie.
- Co jeszcze? - spytał, znowu unosząc rękawicę.
- Kwas motylkowy... - odpowiedział Kowalski. Dół pleców pali go żywym ogniem, ale bezlitosny kat uderzył jeszcze raz. Kowalski zamknął oczy. Zaczynał tracić kontrolę nad zwieraczami. Nie odezwał się, kiedy dostał jeszcze raz.
- Co jeszcze?! - wrzasnął Niemiec. Porucznik tylko pokręcił głową. Nie miał siły. Nawet mówić. Tak samo jak poprzedniego dnia, zawlekli go do celi. Kowalski uderzył o ścianę, opadł na czworaka i zwymiotował z wyczerpania. Bolało go całe ciało, ale równocześnie nie czuł bólu. To było takie dziwne. Usiadł w kucki pod ścianą. Chciało mu się pić. Bardzo. Włożył na siebie kurtkę, usiłując opanować nerwowe dygotanie, które nie było przecież spowodowane niską temperaturą. Usiłował wstać, ale nie mógł. Każdy, nawet najmniejszy ruch powodował ból. Zasnąć też nie mógł. Czuł teraz tylko palący ból, który powoli ogarniał całe ciało. Porucznik odchylił głowę do tyłu, usiłując złapać oddech. Wzrok miał zamazany i zdawało mu się, że ściany celi są coraz bliżej, że zaraz go zmiażdżą. Uduszą. Zaczynały się nocne majaki. Momentami zdawało się Kowalskiemu, że obok niego siedzi jego przywódca. Porucznik przechylił głowę.
- Szefie... - na wpół szepnął, na wpół jęknął.
- Odwagi Kowalski. Odwagi. - odpowiedział mu wytwór jego umysłu. Umysłu zmęczonego niekończącą się katorgą i nieustającym bólem.
- Nie mam już siły Szefie. Niech mi Szef pomoże, błagam.
- Ja ci nie mogę pomóc. Co im powiedziałeś?
- Znają dwa składniki Niewidzialnego żniwiarza. Przepraszam.
- Nie mogą się już więcej dowiedzieć i ty o tym wiesz. - halucynacja wzięła Kowalskiego za skrzydło. - Musisz to wytrzymać.
- Przyjdziecie po mnie, prawda? - spytał z nadzieją porucznik.
- Przyjdziemy, obiecuję. Śpij Kowalski. Masz gorączkę, śpij. - Kowalski zamknął oczy i osunął się na podłogę. Zapadł w nerwowy, urywany sen.
Porucznik poderwał głowę z ziemi, kiedy w drzwi celi uderzył ciężki, niemiecki but. Chwilę potem do środka weszło trzech żołnierzy. Zabrali kobietę i dwóch mężczyzn. Kowalski przytulił się do odłogi. Czy on też zaraz umrze?
- Po ciebie przyjdziemy rano. - rzucił Niemiec. - ciesz się życiem, póki możesz. - porucznik aż do świtu nie zmrużył już oka. Wcisnął się w najodleglejszy i najciemniejszy kąt celi, owinął kurtką i siedział tak, nie mogąc zasnąć. Miał niejasne przeczucie, że to nie jedyna wizyta Niemców w celi tej nocy. Miał rację. Wpadali do niego jeszcze trzy razy, za każdym razem otwierając drzwi kopniakiem, jak gdyby brzydzili się dotknąć klamki. Za każdym też razem wyrywali Kowalskiego z letargu w którym trwał, nie mogąc zapaść w sen, przynoszący ulgę.
- Szefie... - odezwał się znowu porucznik. - Nie zdążycie. Rano mnie zabiją. Już do was nie wrócę.
- Wszystko będzie dobrze Kowalski. - odpowiedział mu wyimaginowany dowódca. - Możesz mi zaufać. Czy kiedyś nie mogłeś?
- Mogłem zawsze. - przyznał Kowalski. - Ale teraz jest już za późno. Na wszystko Szefie.
- Wcale nie! - krzyknął Skipper. - Póki żyjesz, nigdy nie jest za późno. Dasz sobie radę poruczniku Kowalski. - porucznik odwrócił głowę, kiedy wytwór jego wyobraźni położył mu skrzydło na ramieniu. - Powodzenia. - Skipper rozpłynął się na jego oczach, a Kowalski wreszcie zapadł w mocny, długi sen.