Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 marca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper pewnym krokiem wyszedł na dziedziniec w idealnie skrojonej kurtce z insygniami kapitana na pagonach.
- Zbiórka w pododdziałach! - zarządził towarzyszący mu Johnson. Przed dowódcą ustawił się poczwórny szereg żołnierzy.
- Baaaczność! - wszyscy wyprężyli się dumnie i wbili wzrok w kapitana. - Żołnierze! - przemówił uroczystym głosem Skipper. - Na przedpolach stolicy stoją już dywizje niemieckie. Zapewne jeszcze dziś wkroczą do miasta. Pamiętajcie, komu składaliście przysięgę. Podlegacie wyłącznie naczelnemu wodzowi i dowództwu Armii Krajowej. Nie może być mowy o brataniu się z wrogiem. Niemców należy traktować z rezerwą jako sojuszników naszych sojuszników. Spocznij. - Skipper zasalutował. Żołnierze odpowiedzieli tym samym. - Zajmijcie stanowiska. Rozkazy wyda kolega Johnson. Kowalski, oczekuję, że przedstawicie mi strategię. - powiedział, kierując się w stronę obozu.
Kowalski rozpostarł na starym, porysowanym stole mapę z naniesionymi na nią kilkoma czerwonymi punktami.
- zabezpieczamy natarcie na magazyny od północy. - powiedział, wskazując jeden z czerwonych punktów na mapie.
- Po co nam magazyny? - spytał Manfredi.
- A po co nam jedzenie? - odparł Skipper. - Manfredi skrzywił się, ale nic nie powiedział. Nie chciał zostać skazany na czyszczenie latryny. Do szczególnie przyjemnych zajęć to nie należało. W sumie dowódca miał rację. Jak zwykle...
- Atak frontalny odpada. - kontynuował Kowalski. - Proponuję zajść wroga od tyłu. - Skipper podniósł skrzydło.
- Będziemy atakować od frontu. - powiedział.
- Przecież to czyste szaleństwo! - wrzasnął Manfredi.
- Szefie, zaatakowanie Niemców od frontu jest niewykonalne. - powiedział Kowalski.
- Nie będę atakował mając do dyspozycji dwie sztuki broni! - zaprotestował Manfredi.
- Wiecie, że to podchodzi pod niesubordynację? - odezwał się Skipper. - Johnson, wyposażenie?
- Ja mam pistolet i trzydzieści naboi.
- No to dla reszty po jednym granacie na dzień dobry. Naradę uważam za zakończoną.

Skipper klęczał na podłodze w "toalecie" zawzięcie szorując posadzkę szczotką.
- Dzień dobry. - odezwał się Kowalski, zaglądając do środka. - Co Szef robi? - spytał ze zdziwieniem.
- Szoruję latrynę, nie widać? - odwarknął Skipper.
- Przecież dziś kolej Manfrediego. - zauważył Kowalski.
- Ale Manfredi się jakoś nie kwapi! - porucznik bez słowa podwinął rękawy kurtki, wybrał szczotkę z pudełka i klęknął obok dowódcy. Skipper nie odezwał się ani słowem.
- Co robicie? - spytał Manfredi, wchodząc do "toalety" pół godziny później. Skrzydła Skippera zacisnęły się w pięści. Szczotka z głośnym pluskiem wylądowała w wiadrze z mydlinami, rozchlapując wodę.
- Odwalamy twoją robotę! - wrzasnął dowódca. - Jak by nie było to wasza kolej na czyszczenie latryny! Macie karę dyscyplinarną! Idziecie zaraz na zwiad. A w nocy trzymacie wartę.
- Pierwszą? - spytał bezczelnie Manfredi.
- Wszystkie. - odparł równie bezczelnie Skipper.
- O nie, nie ma mowy! siedziałem na warcie przez ostatnie dwa tygodnie! - wrzasnął Manfredi. - Jak Szef jest taki mądry to niech Szef sam trzyma wartę i tyle! - szeregowy w biegu zerwał swoją kurtkę z wieszaka i wypadł na zewnątrz.
- Myśli Szef, że pójdzie na ten zwiad? - spytał Kowalski.
- Pójdzie. Jest młody, buntuje się, ale pójdzie. - porucznik ostatni raz przejechał szczotką po posadzce. - Skończone? - Kowalski w odpowiedzi wrzucił szczotkę do skrzyni i podniósł wiadro z mydlinami. Skipper spojrzał w niebo.
- Szukam pana wszędzie. - odezwał się Johnson, widząc dowódcę. - Szefie... Mamy wezwanie na front. - wiadro uderzyło o ziemię, woda rozlała się szeroko. Kowalski drgnął.
- Przepraszam. - wymamrotał, czerwieniąc się i schylił się, żeby podnieść wiadro. Potem oddalił się szybkim krokiem.
- Powiedziałeś Rico, żeby szykował broń? - spytał Skipper.
- Oczywiście. - odparł Johnson. - Abigail też się szykuje. - Skipper od niechcenia podniósł skrzydło, łapiąc rzucony przez Rico granat.
- Ostrożnie mi z tym! - krzyknął. - Bo nawet nie zdążymy wyjść na front. Karabin dajcie! - Skipper złapał karabin. - Idziemy zapolować na Niemców!
  • awatar Hanti: Śliczna zmiana tła :D. Coś czuje że w następnej części będzie krwawa jazda, bo Johnson nieźle narozrabia...
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Świetne! Czekam na dalszy ciąg :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
(Uwaga! Historia w 99% prawdziwa)
Wczoraj Kasia wzięła mnie ze sobą na dni otwarte do Zespołu Szkół Ekonomicznych i Ogólnokształcących gdzie będzie chodzić po ukończeniu gimnazjum, rzecz jasna, jeśli ją przyjmą. Koniecznie chciałem zobaczyć, do jakiej szkoły się wybiera i przyznam, że denerwowałem się bardziej niż ona. Już w samochodzie mnie telepało, a z nerwów okropnie chciało mi się do łazienki. Powiem szczerze, że szkoła zrobiła na mnie niemałe (pozytywne) wrażenie. Na zespół szkół składa się technikum, zawodówka i liceum. A w liceum jest klasa policyjna, do której wybiera się moja mama. Weszliśmy do budynku i od razu zostaliśmy przygarnięci przez taką miłą panią. Pytała czy nie chcemy czekolady, albo herbaty i poinformowała, że na sali gimnastycznej właśnie zaczyna się pokaz kickboxingu. Z ciekawości poszliśmy zerknąć. Potem oprowadzały nas takie dwie dziewczyny. Teraz naprawdę musiałem już skorzystać z toalety, więc co chwilę ciągnąłem Kasię za kurtkę, ale ona była za bardzo zajęta otoczeniem. Technikum i zawodówkę przelecieliśmy szybko, nas interesowało liceum. I z miejsca zaskoczenie. Uczniowie chodzą w mundurach. Policyjnych. Myślałem, ze tylko w klasach wojskowych tak jest. Szkoła ma własny sklepik i, nie uwierzycie, jednak to fakt, kino. Prawdziwy duży ekran, prawdziwa sala kinowa, aczkolwiek nie można się zerwać z lekcji i tam pójść, bo nauczycielka uprzedziła nas, że tutaj to tylko legalnie. Kasia wypytywała jeszcze o internat i w pobliżu rzeczywiście był. Zaczynałem powoli panikować, bo jeszcze zechce za chwilę wyjść ze szkolnego budynku i szukać tego internatu, a ja już praktycznie nie wytrzymywałem. Szarpnąłem ją za nogawkę i to bardziej gorączkowo niż do tej pory. No, wreszcie na mnie spojrzała. I mieliśmy że tak powiem problem. Ja już ledwie ledwie trzymam, dodatkowo z nerwów cały się telepię i musimy na gwałt szukać ubikacji. Jak już zrobiłem swoje i wyszedłem do Kasi na korytarz to rzuciłem tekstem, że toaleta tez ładna. Wtedy o mało się nie popłakała ze śmiechu, a ja nie bardzo mogłem zrozumieć o co chodzi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›