Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 marca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Rozdział 13

- Mamo! - zawołał Kowalski, usiłując przecisnąć się przez szczebelki łóżeczka.
- Już jestem. - powiedziałam, biorąc go na ręce. - Długo dzisiaj spałeś. - zauważyłam. - Co byś chciał na śniadanko? Jakieś specjalne życzenia?
- Kanapkę! - zawołał Kowalski, kiedy sadzałam go na nocniczku.
- Będzie kanapka. - obiecałam.
Chwilę potem cała czwórka siedziała przy stole w kuchni, zjadając kanapki z dżemem. Może i niezbyt nadawały się na śniadanie, ale wszystkie pingwinki autentycznie za nimi przepadały. Zaczynały się powoli robić za duże, żeby ssać smoczki od butelek i teraz dostawały mleczko w kubeczkach.
- Co chcielibyście robić przed południem? - spytałam. - Dziś sobota, możemy gdzieś wyjść zamiast siedzieć w domu.
- Plac zabaw! - zawołał głośno Rico, a pozostałe maluszki zaraz podchwyciły jego pomysł.
- Niech będzie plac zabaw. - odpowiedziałam z uśmiechem. Wszyscy, nawet ja uwielbialiśmy tam chodzić. One mogły się bawić, a ja miałam odrobinę spokoju. Na placu zabaw nie było wielkich tłumów. Maluszki od razu pobiegły się bawić, a ja usiadłam na ławce. Otworzyłam książkę. Wiedziałam, że są już na tyle duże, że w razie gdyby coś się działo przybiegną prosto do mnie, ewentualnie będą wołać, w ostateczności płakać. Nie dane mi było jednak posiedzieć w spokoju na ławce, bo musiałam pilnować Rico. Jak zawsze podczas pobytu na placu zabaw spróbował sforsować ściankę wspinaczkową, a ja musiałam mu wyperswadować z głowy ten pomysł. Nie wolno mu było na to wchodzić, gdyby spadł miałabym kłopot. Kowalski i Szeregowy raz po raz zjeżdżali ze zjeżdżalni, a Skipper, który jeszcze niedawno bujał się na huśtawce, teraz gdzieś mi przepadł.
- Skippuś? - zawołałam, rozglądając się wokoło. - Gdzie jesteś Skipper? - zajrzałam pod drewniany domek, stojący na kilku grubych palach. Skipper chował się za jednym z nich, szlochając rozpaczliwie.
- Co się stało maluchu? - spytałam, wyciągając go spod domku i biorąc za skrzydło. - Stało się coś? - Skipper przytulił się do mnie mocno, wtulając dziób w moja bluzę.
- Skipper, ja się sama nie domyślę w czym problem. - powiedziałam, kołysząc go delikatnie. - Boli cię coś? - maluszek pokręcił głową przecząco. - A do ubikacji ci się nie chce? - pingwinek momentalnie przestał szlochać i tylko tulił się do mnie, a mi od razu nasunęła się myśl, co mogło się stać.
- Skippuś, miałeś wypadek? - spytałam. - Czemu mnie nie zawołałeś? - pingwinek odwrócił wzrok. Był jeszcze malutki, ale rozumiał, ze powinien mi powiedzieć, kiedy chce mu się do łazienki. Teraz nie powiedział, ale tu było tyle interesujących rzeczy do zabawy i trzeba było wypróbować tyle huśtawek, a on był za bardzo zajęty zabawą i już po fakcie zorientował się, że powinien do mnie z tym przyjść.
- Nie płacz. Tutaj przynajmniej nie trzeba sprzątać. - uśmiechnęłam się. - Ale następnym razem natychmiast masz do mnie przyjść, jak tylko poczujesz, że musisz pójść do łazienki, okej? - maluszek kiwnął głową.
- Mamusiu, głodny. -  powiedział Kowalski, podchodząc do nas.
- No to zbieramy się. - zdecydowałam. - Do obiadu jeszcze dużo czasu, ale kupię ci w cukierni drożdżówkę z serkiem, dobra? No, to idziemy.
Po obiedzie maluchy wy biegły do ogrodu. Mnie miały ochoty siedzieć w domu w taką piękną pogodę. Skipper zabrał ze sobą piłkę i teraz wszystkie biegały po ogródku, pokrzykując i gaworząc. Rozłożyłam sobie koc pod drzewem i wróciłam do lektury, którą przerwałam na placu zabaw, ale nawet tutaj nie mogłam w spokoju poczytać. Podniosłam głowę, czując na sobie czyjś wzrok. Przede mną stał Kowalski, ściskając w skrzydełkach książeczkę z obrazkami.
- Hmm? - odezwałam się. - Poczytać ci? - uszczęśliwiony pingwinek kiwnął głową i usiadł obok mnie na kocu, ale zaraz stwierdził, ze tu mu jednak niewygodni i wlazł mi na kolana. Przeczytaliśmy dwie książeczki, kiedy maluszek zaczął ziewać i przysypiać, aż wreszcie całkiem usnął. Ułożyłam go w hamaku i kołysałam delikatnie. Pingwinek cichutko posapywał przez sen. Uśmiechnęłam się. Szeregowy pisnął i na ten dźwięk odwróciłam głowę. Rico ściskał w skrzydle wygrzebaną z ziemi dżdżownicę. Postanowiłam zareagować i chwilę potem wytrzepałam mu ją ze skrzydła z powrotem na trawę.
- Rico, nie wolno ci łapać robaczków! - zganiłam malucha. - Teraz trzeba będzie cię myć. Wiesz, że robaczki są brudne, już ci kiedyś to mówiłam. - złapałam Skippera za skrzydło, bo zafascynowany znaleziskiem kolegi maluszek właśnie zaczynał grzebać w ziemi. - idziemy wszyscy pod prysznic. - zarządziłam i skierowałam się... wcale nie do łazienki, ale na tyły ogródka. Tak, żebym mogła obserwować Kowalskiego śpiącego w hamaku. Odkręciłam wodę i wyregulowałam wąż ogrodowy. Chwile potem leciała z niego woda, cienkimi stróżkami, tak jak z prysznica, a pingwinki biegały po trawie i skakały dookoła, radośnie pokrzykując. Spodobała im się taka zabawa. Kowalski obudził się godzinkę później i od razu zorientował się, że nikogo obok niego nie ma. Maluch postanowił sam zejść na ziemię co nie do końca mu się udało. Trzymając się hamaka powoli opuszczał się na trawę, ale i tak w pewnym momencie klapnął na ziemię. Niezrażony tym pingwinek od razu wstał i pobiegł nas szukać. Grałam w piłkę z pozostałymi na mokrej jeszcze po prysznicu trawie.
- Mama! - zawołał ze złością, składając skrzydełka na piersi.
- Kowalski? Jak udało ci się zejść z hamaka? - zdziwiłam się. Pingwinek odwrócił się do mnie plecami. - Co? Masz mi za złe, że zostawiłam cię samego tak? Mały obrażalski. - skomentowałam wesoło. Kowalski momentalnie przestał się gniewać i przytulił się do mnie mocno.
- Chodźcie już do domku, bo zaczyna się robić chłodniej. - powiedziałam. - Jeszcze się poprzeziębiacie. - w domu zabrałam się za robienie kolacji, a pingwinki pobiegły się bawić. Tylko Skipper kręcił się po korytarzu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Obserwowałam go dyskretnie. W końcu maluszek podjął decyzję i zajrzał do kuchni. Odwróciłam wzrok.
- Mamo, na nocniczek. - odezwał się pingwinek. Uśmiechnęłam się i poszłam potworzyć mu drzwi do łazienki, które chyba  przyzwyczajenia znowu zamknęłam, a które powinny być uchylone. Chwaliło mu się to, że przyszedł mi zameldować o potrzebie. Udało się uniknąć wypadku. A nawet jeśli stałoby się nieszczęście, to przecież i tak niedługo z tego wyrośnie.
  • awatar Hanti: Nie zrozum mnie źle, ale jak czytałam fragmęnt o robaku, to się zastanawiałam czy Riko wymiotuje rużnymi przedmiotami, bo jak wiadomo w młodości wszystko połykał i przez to ledwie mówi :D.
  • awatar Kate - Writes: @Hanti: Jeszcze nic nie połyka. Bynajmniej nie przy mnie :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Hehe świetny ten rozdział :D. Tylko w momencie: "Kowalski obudził się godzinkę później i od razu zorientował się, że nikogo obok niego nie ma. Maluch postanowił sam zejść na ziemię co nie do końca mu się udało. Trzymając się hamaka powoli opuszczał się na trawę, ale i tak w pewnym momencie klapnął na ziemię. Niezrażony tym pingwinek od razu wstał i pobiegł nas szukać. Grałam w piłkę z pozostałymi na mokrej jeszcze po prysznicu trawie. - Mama! - zawołał ze złością, składając skrzydełka na piersi. - Kowalski? Jak udało ci się zejść z hamaka? - zdziwiłam się." Trochę narracja mi się nie zgadza :P. Ale ćśśś nikt nic nie musi wiedzieć xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Z ogromną dumą melduję, że opowiadanie o Pingwinach osadzone w realiach drugiej wojny światowej zostało ukończone (prawie). Jutro zapraszam na pierwszy rozdział, a tymczasem parę wyjaśnień. Zamiast akcji dziejącej się tu i teraz będzie retrospekcja. Opowiadanie zacznie się w czasach obecnych, ale potem przeniesiemy się w przeszłość. Co do bohaterów to będą wszyscy prócz Szeregowego. Dla niego jakoś nie mogłam znaleźć miejsca w tym opowiadaniu. Dodatkowo Manfredi i Johnson. Lubię ich ożywiać jak tylko mam okazję, a ponieważ taka się nadarzyła. Fabuły nie zdradzę, bo coś przecież w tajemnicy trzeba utrzymać. Tych, którzy chcą się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi zapraszam jutro na pierwszy rozdział. No, kto wie, może przy okazji dowiecie się dlaczego Skipper ma koszmary nocne. Druga sprawa. Wczoraj kupiłam sobie z wydaniem specjalnym Pingwinów z Madagaskaru saszetki z kartami do kolekcjonowania (dwa wpisy niżej) i postanawiam zacząć je zbierać. Problem w tym, że nie wiem czy można je gdziekolwiek kupić, bo w żadnym saloniku prasowym ich nie widziałam. Gdyby ktoś miał takowe do oddania, odsprzedania, albo wiedział gdzie można je kupić to proszę pisać w komentarzach, albo na PW. Dziękuję z góry.
i_got_your_6__by_notbobby-d8vhm2o.jpg
  • awatar Zakira Luna: Wow, moje gratulacje (prawie) ukończenia! :D
  • awatar Hanti: Nie mogę się doczekać! Podejrzewam że Szef ma koszmary przez to że widział śmierć swoich przyjaciół między innymi Manfrediego i Johnsona. No cóż. wszystko jest możiwe:)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No no, już jestem ciekawa tego opowiadania :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›