Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 15 marca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kowalski siedział w ławce szkolnej obok mnie, próbując się skupić na tym co mówi pan Frankowski, ale jakoś mu się to nie udawało. Bolał go brzuszek. Coraz bardziej.
- Kowalski. Hej, Kowalski! - pingwinek podniósł głowę, słysząc ulubionego nauczyciela. - Prosiłem żebyś zrobił zadanie na tablicy. - powiedział pan Frankowski. - Dasz radę? - Kowalski pokręcił przecząco głową.
- Przepraszam, źle się czuję. - odpowiedział.
- Co się dzieje? - pan Frankowski przykucnął przy pingwinku. - Boli cię coś?
- Brzuch. - Kowalski pochylił się, czując, że ból narasta. - Mogę wyjść? - poprosił. - Chyba zwymiotuję.
- Proszę, idź. Dasz sobie radę sam? - pingwinek pokiwał głową, zsunął się z krzesła i podreptał w stronę drzwi. Odprowadziłam go wzrokiem. Wolałam nie spuszczać go z oczu, nie chciałam, żeby stała mu się krzywda. Kowalski pchnął drzwi klasy, ale zaraz potem zgiął się wpół i nie zrobił ani kroku więcej. Strasznie go bolało. Więcej niż strasznie.
- Kowalski? - odezwałam się. Pingwinek osunął się po ścianie na podłogę i zwinął w ciasny kłębek. Pan Frankowski odłożył książkę na biurko i podbiegł do Kowalskiego, a ja zaraz za nim.
- Kowalski... - odezwał się nauczyciel.
- Boli... - jęknął pingwinek, kuląc się coraz bardziej. - Bardzo boli.
- Coś się stało? - spytała pani Kremer, wyglądając z klasy obok.
- Teresa, dzwoń po pogotowie. - rzucił w odpowiedzi pan Frankowski. - Nic się nie bój Kowalski. Wszystko będzie dobrze. Może spróbujesz zwymiotować? - Kowalski pokręcił głową przecząco. Zamglonymi oczkami patrzył prosto na nauczyciela.
Pogotowie przyjechało szybko (opłaca się mieć szpital dwie przecznice dalej), a z karetki wysiadło dwóch sanitariuszy z noszami. Jeden z nich kazał się odsunąć, drugi delikatnie wziął Kowalskiego na ręce i ułożył na noszach. Pingwinek ciągle kulił się z bólu.
- Mamo... - odezwał się, kiedy szłam obok.
- Wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałam, kiedy sanitariusze wkładali nosze do karetki. - Nie bój się. Nic się złego nie dzieje. - pomachałam jeszcze kiedy za pingwinkiem zamknęły się drzwi samochodu, a karetka z wyciem syreny ruszyła z miejsca.
Biegłam przez korytarz szpitalny, wyglądając sali, w której położyli Kowalskiego.
- Przepraszam! - zaczepiłam pielęgniarkę. - Godzinę temu tutaj pingwinka przywieźli, nie wie pani może gdzie leży? W której sali?
- Dwieście dwa. - odpowiedziała mi kobieta.
- Dziękuję pięknie. - rzuciłam i pobiegłam dalej wypatrując sali numer dwieście dwa. Znalazłam. Cichutko otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Przy Kowalskim siedziała pani doktor, gładząc go kojąco po piórkach. Odwróciłam się gwałtownie, czując szarpnięcie za nogawkę.
- Co wy tu robicie? - syknęłam, widząc Skippera i resztę, stojących tuż za mną.
- Też chcemy do Kowalskiego. - odpowiedział mi Skipper. - Nie chciałaś nas wziąć ze sobą, więc przetransportowaliśmy się sami. Co to są cztery przecznice? Chcę zobaczyć podwładnego.
- Tylko cichutko. - upomniałam. - I macie się zachowywać.
- Tak jest. - odpowiedział mi pingwinek. - Słyszeliście Szeregowy. - dodał i podreptał za mną do środka. Kowalski leżał bezsilnie w łóżku, z maseczką na dziobie i z igłą kroplówki wkłutą w prawe skrzydło. Spod kołdry ciągnęła się jeszcze jedna rurka. Pani doktor wstała posyłając mi uspokajający uśmiech.
- Przepraszam... - odezwałam się, kiedy lekarka już wychodziła z sali. - Co z nim?
- No, na razie nic. Ostre zatrucie pokarmowe, zrobiliśmy mu płukanie żołądka. Co on jadł ostatnio?
- Nie wiem, nie pamiętam. - westchnęłam, przykładając dłoń do ust.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Jak sobie przypomnisz, dasz mi znać. Aha, muszę go zostawić tutaj na dwa dni. Co najmniej.
- Dobrze. - kiwnęłam głową. - Mogę spytać po co pani u niego była?
- Musiał do ubikacji. A że na leżąco nie dawał rady zrobić i aż się rozpłakał to miałam z nim niemałą przeprawę, bo nie chciał się zgodzić na założenie cewnika. - zesztywniałam. Biedny Kowalski... - Ale to nic złego, spokojnie.
- Wiem, wiem. - odpowiedziałam. - Pójdę do niego już, dziękuję. - powiedziałam, odwracając się i usiadłam przy łóżku Kowalskiego. - Jak się czujesz? - spytałam. Pingwinek pokręcił głowa przecząco. - Boli cię jeszcze brzuszek? Powiedz, boli?
- Trochę. - odpowiedział mi słabo Kowalski. - Chcę wrócić z wami do domu. Nie lubię szpitali.
- Wiem skarbie, że nie lubisz. Ale będziesz musiał zostać jeszcze na trochę, wiesz? - pingwinek zamknął oczy.
- Dasz mi wody? - spytał wyciągając skrzydło w stronę szklanki z wodą. Skipper pomógł przyjacielowi podnieść się do pozycji półleżącej, a ja przytknęłam mu szklankę do dzioba. Kowalski upił kilka łyków i z powrotem opadł na poduszkę.
- Coś do czytania ci przyniosłam. - położyłam książkę na szafce nocnej.
- Raczej nie dam rady teraz czytać. - odpowiedział mi pingwinek. - A kocyk?
- Też. - odpowiedziałam wyjmując z torby błękitny kocyk.
- Zostaniesz ze mną, prawda? - spytał Kowalski.
- Oczywiście, że zostanę. Jak długo będę mogła. - mogłam tylko godzinę, bo do salki zajrzała pani doktor.
- Może na dzisiaj wystarczy? - odezwała się. - Pacjent musi odpocząć, a wieczorem musimy go jeszcze raz przebadać.
- Oczywiście. - odpowiedziałam. - Zbierajcie się chłopaki. Kowalski, przyjdę jutro. Obiecuję. Trzymaj się.

PS Nie do końca wyszło tak jak chciałam, ale to nic, jutro napiszę coś lepszego. Może nawet spojrzenie na tę samą sytuację z punktu widzenia Kowalskiego, kto wie?
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Dzisiaj zdjęcie moich maluchów tylko jedno. Wybaczcie brak weny i czasu. Kowalski pomagał mi robić zadanie z matematyki i tak się do tego zapalił, że mam już zrobione ćwiczenia z trzech lekcji do przodu. Ach ten Kowalski.
IMG_0736.JPG

Nawet teraz siedzi nad podręcznikiem do matematyki i czyta o funkcjach i ułamkach. Co on tak z tą matematyką? Poczytałby sobie coś innego, a nie w kółko nauka i nauka. No ale nie mnie go oceniać, to przecież Kowalski i nie zrobimy z niego na siłę innego pingwinka. Taki już jest ten mój Kowi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›