Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 marca 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Mamo, mamo! - krzyczał Skipper, zbiegając na dół po schodach.
- Co się stało? - spytałam, wyglądając z kuchni. Szczerze mówiąc myślałam, ze może coś się stało, że któryś zrobił sobie krzywdę i tak naprawdę już widziałam Kowalskiego, albo Szeregowego ze złamanym skrzydłem, albo ze skręconą nóżką.
- Możemy iść wieczorem do kina? - spytał Skipper, wpadając do przedpokoju. Odetchnęłam z ulgą, więc tylko o to chodziło.
- Możemy, czemu nie. A na co?
- Dziś wieczór puszczają horror, który chciałbym obejrzeć, a tak dawno nie byliśmy w kinie. - Skipper uśmiechnął się rozkosznie, podbierając mi z półmiska pieczone warzywa.
- Też miałabym ochotę na jakiś mocny seans. - stwierdziłam. - O której to?
- Dwudziesta trzydzieści. - odpowiedział Skipper, machając programem nad głową.
- Nie ma sprawy, zjemy kolację, wybierzemy się i pójdziemy. - Skipper podskoczył z radości, ucałował mnie w policzek i pognał powiedzieć chłopakom, że wieczorem wychodzimy.
- Chłopcy, idziemy! - zawołałam z korytarza, o ósmej. Wszyscy byliśmy już po kolacji i teraz czekał nas dwudziestominutowy spacerek do kina. Uznałam, że lepiej będzie się przejść, niż gnieść się w przeładowanym o tej porze autobusie. Pingwiny przybiegły z pokoju, tylko Kowalski z ociąganiem zapisywał plik tekstowy w laptopie.
- Kowalski, no... - poganiał go Skipper. - Bo się spóźnimy!
- Nie mógłbym zostać? - poprosił pingwinek, zamykając klapkę laptopa. - Wiecie, że nie lubię horrorów. - pokręciłam głową przecząco.
- Wszyscy, albo wcale. - odpowiedziałam. Kowalski westchnął, ale dołączył do nas i chwilę potem wszyscy zgodnie maszerowaliśmy w stronę kina. Przy wejściu zrobiło nam się małe zamieszanie, bo chłopcy koniecznie musieli ustalić jaki popcorn brać, albo czy koniecznie popcorn, czy może raczej nachosy, a jeśli już popcorn, to czy słony, czy karmelowy. W końcu zdecydowali się na popcorn, jeden kubełek taki, jeden taki, a do tego gazowany napój pomarańczowy.
- Kowalski, masz na coś specjalną ochotę? - spytałam. Pingwinek tylko pokręcił głową, wpatrując się w dywan, którym pokryty był hall.
- Hej... - przykucnęłam obok niego. - Uśmiechnij się, będzie fajnie. - spróbowałam spojrzeć mu w oczy, ale Kowalski odwrócił wzrok.
- Nie będzie fajnie. - odpowiedział. - Nie lubię horrorów.
- Wiem skarbie. Niedługo wybierzemy się na coś, co i tobie się spodoba, może być? - pingwinek spojrzał na mnie niepewnie, a potem bez słowa ruszył za chłopakami do sali kinowej. Odprowadziłam go wzrokiem i też poszłam za nimi, zwłaszcza, że przecież przed wejściem do sali czekała bileterka, a bilety miałam ja.
Usiadłam w miękkim fotelu, wykładanym pluszem. Na sali było dużo ludzi, a pingwiny z zapałem rozmawiały o nowym filmie, który miały zaraz zobaczyć. Wreszcie zgasło światło i zaczął się seans. Przez pierwsze pół godziny Kowalski siedział obok przyjaciół, wpatrzony w ekran, co jakiś czas wkładając sobie do dzioba kolejną garść popcornu, ale serduszko biło mu mocno i w końcu nie wytrzymawszy napięcia wdrapał mi się na kolana i mocno do mnie przytulił, kątem oka wciąż popatrując w ekran. Musiałam przyznać, że akcja wgniotła w fotel nawet mnie i za późno się zorientowałam, że Kowalski szarpie mnie gorączkowo za rękaw, szlochając mi w bluzę i jednocześnie zatykając sobie uszy.
- Kowalski... - odezwałam się, gwałtownie siadając prosto. - Kowalski, wszystko w porządku? Chcesz wyjść? - pingwinek nawet nie słuchał co do niego mówię, szlochał coraz bardziej rozpaczliwie. W końcu zerwałam się z fotela, biorąc go na ręce i szybkim krokiem wyszłam z sali na korytarz. Usiadłam z Kowalskim na fotelu w hallu.
- Już, cichutko. - powiedziałam, mocno tuląc do siebie zwierzaka. - Wystraszyłeś się? - spytałam. - Ale już, spokojnie, nic się nie dzieje. Cichutko... Ćśś... - kojąco kołysałam pingwinka w ramionach, usiłując go uspokoić. Kowalski zakrztusił się i dopiero wtedy zaczęło do niego docierać coś z tego, co mówię.
- Już, w porządku. - szepnęłam. - Wszystko w porządku. Nie bój się już, to tylko film. Chodź, siądziemy sobie przy stoliku. - posadziłam roztrzęsionego pingwinka na krześle i sama usiadłam obok. - Już dobrze. W porządku? - Kowalski wytarł sobie łzy, kiwnął głowa potakująco i mocno się do mnie przytulił. Zaczynał się już powoli uspokajać i nawet oddychał spokojniej.
- Nie chcę wracać na salę. - odezwał się cichutko.
- Poczekamy tutaj. - odpowiedziałam. - Chcesz babeczkę czekoladową? - pingwinek kiwnął głową i chwilę potem siedział obok mnie, zjadając miękkie ciastko czekoladowe. Upiłam łyk herbaty z filiżanki. Może rzeczywiście trzeba było go nie brać na ten film? Nie pomyślałam. Kowalski odłożył papierek o babeczce na talerzyk i spojrzał na mnie nieśmiało.
- Pójdziesz ze mną do toalety? - poprosił. - Boję się sam.
- Pójdę, chodź. - odpowiedziałam, wstając z miejsca i wzięłam pingwinka za skrzydło.
Po wieczorze pełnym wrażeń pingwiny szybko usnęły i tylko Kowalski leżał w łóżku, opatulony kołdrą po sam dziób, bojąc się chociażby ruszyć. Przerażająca muzyka ciągle dźwięczała mu w głowie, a pingwinek bał się odwrócić głowę, żeby czasem nie zobaczyć upiornej lalki. Po policzkach Kowalskiego popłynęły łzy, a pingwinek rozpłakał się. Nie chciał zostawać sam.
- Mamo! - krzyknął, siadając na łóżku. - Mamo!! - powtórzył głośniej.
- Już jestem, już. - powiedziałam, siadając obok niego i przytulając mocno. Kowalski szlochał rozpaczliwie, prawie tak rozpaczliwie jak w kinie.
- Nie chcę zostać sam, weź mnie do siebie. - poprosił. Wzięłam pingwinka na ręce i zaniosłam so siebie do pokoju. Kowalski zwinął się w kłębek przy mnie, a skrzydło zacisnął na rękawie mojej piżamy. Teraz czuł się bezpieczny i mógł spokojnie usnąć, wiedząc, że samego go nie zostawię. ”Nigdy więcej horrorów” przemknęło mi przez głowę.
  • awatar Hanti: Ja też nienawidze horrorów bo mam bujną wyobraźnie. Jak kiedyś "oglądałam" horror to patrzyłam gdzie indziej, ale i tak czasami zerkałam w ekran i wiedziałam o co chodzi. Potem się bałam spać :(. Nie zazdroszcze Kowalskiemu :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Dziś do obiadu pingwiny zażyczyły sobie zieleninkę, więc na rynku nabyłam brokuły i wyszła z tego przepyszna sałatka, którą też znalazłam w sieci. Tylko Kowalski trochę marudził, bo on nie lubi brokułów, ale po pierwszym kęsie też zamknął dzioba i nawet dwa razy brał dokładkę tej sałatki. Poniżej przepis na sałatkę, którą uwielbiam i mogłabym jeść bardzo często. Brokuły z fetą, prażonymi pestkami słonecznika, polane sosem czosnkowym. Można ją podawać jako osobny posiłek na lunch, kolację ale równie dobrze pasuje jako przystawka na różnego rodzaju przyjęcia. Polecam ją każdemu.
brokul.jpg

Składniki: 1 duży brokuł, 100 g sera feta, mały jogurt naturalny lub 4-5 łyżek jogurtu greckiego, 1 łyżka majonezu, 2 ząbki czosnku, garść ziaren słonecznika lub płatków migdałowych, pieprz
Przygotowanie: Brokuła podzielić na różyczki. W garnku zagotować wodę i wrzucić różyczki brokułów. Gotować około 3 minuty, odcedzić i przełożyć na talerz do wystudzenia. Ziarna słoneczka prażmy na suchej patelni. Ser feta kroimy w kostkę i wykładamy na talerz z brokułami. Przyprawiamy pieprzem, polewamy sosem i posypujemy prażonymi ziarnami słonecznika.
Sos czosnkowy: W misce mieszamy łyżkę majonezu, jogurt oraz czosnek przeciśnięty przez praskę, lub też kupujemy w biedronce gotowy sos.
Niedługo ten blog zmieni się w swoistą książkę kucharską, ale to nic. Lubię robić wam smaka.
brokul2.jpg
  • awatar Hanti: Od razu te kanapki skojarzyły mi się z Grecją :)
  • awatar PerfectLook<3: wygląda pysznie :)
  • awatar SugarFirefly: Tez lubię brokuły i fetę. Często są podstawowym składnikiem w tarcie, jaką robimy razem z Bazi. Apetyczne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›