Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 6 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Całą następną dobę Skipper przeleżał w łóżku. Był tak osłabiony, że nie miał nawet siły wstać do łazienki, a obecność podwładnych strasznie go męczyła. Wolałby zostać sam, ewentualnie tylko z Kowalskim. Zdążył zauważyć, że przyjaciel przy każdej wizycie przysiada na skraju łóżka, a jego skrzydło błądzi po kołdrze, podczas gdy Kowalski zastanawia się czy wolno mu wziąć za skrzydło przywódcę. Skipper spróbował go dotknąć, ale Kowalski spłonął rumieńcem i odwrócił wzrok.
- Ej... - odezwał się Skipper, wyciągając skrzydło do podwładnego, a Kowalski po chwili wahania uścisnął je. - Czy mi się zdaje, czy kiedyś już tak było? - spytał Skipper.
- Czyli Szef pamięta? - odpowiedział pytaniem Kowalski. - Dwa tysiące siódmy rok...
- ...W Kentucky. - dokończył Skipper. - Tego się tak łatwo nie zapomina. - pingwinek uśmiechnął się.
- Skipper, nie potrzebujesz czegoś? - spytałam troskliwie, na co pingwinek pokręcił głową przecząco. - Na pewno?
- Nic mi nie będzie. - Skipper uśmiechnął się do mnie.
- A mogę się dowiedzieć, co się stało w Kentucky?
- Może kiedyś ci opowiem. - zastanowił się pingwinek. - Służba wojskowa, niewola, katowanie i w końcu rana postrzałowa. - Skipper dotknął lewego boku.
- To myśmy Szefa wyciągnęli z duńskiego obozu. - przypomniał Kowalski. Usiadłam na skraju łóżka.
- Wyście też tam byli? - spytałam z lekkim przestrachem.
- Mhm. Tyle, że bez Szeregowego. - odpowiedział Skipper.
- No i Manfredi i Johnson jeszcze żyli. - dodał Kowalski. Skipper westchnął ciężko. Nawet zwykła rozmowa go męczyła i chciałby się przespać. Ostatnio dużo spał i często płakał. Aż sam siebie nie poznawał.
- Możecie już iść? - poprosił. - Jestem zmęczony.
- Jasne. - przytuliłam pingwinka na pożegnanie. - Chodźmy chłopcy, nie przeszkadzajmy. - kowalski mocno się do Szefa przytulił, szepnął mu na ucho kilka słów i pomachał, oddalając się korytarzem.

- Skipper, uważaj! Nie biegaj! Boi ci szwy trzasną! - krzyczała pani Ola, próbując złapać pingwinka. Za chwilę miałam przyjść do szpitala i Skipper był naprawdę podekscytowany. Pingwinek dopadł schodów i nie zawracając sobie głowy skakaniem po stopniach, zjechał na dół po poręczy.
- Skipper! - zawołała, kiedy ciężar pingwiniego ciałka zwalił mnie z nóg i sprawił, że wylądowałam na podłodze.
- Zgadnij kogo wypisują do domu?! - zawołał Skipper. - Kogo?! No kogo?! - wołał wesoło, podskakując mi na brzuchu.
- Hmm... Niech zgadnę. - zastanowiłam się. - Ciebie.
- Skipper! - po schodach zbiegła pani Ola. - Tu jesteś. Nic ci nie jest? - pani doktor dotknęła policzka pingwinka. - Nie wolno ci teraz biegać, rozumiesz? Dopóki nie zdejmiemy ci szwów nie możesz się obciążać. Bo cię nie puszczę jeszcze do domu, słyszysz? - Skipper kiwnął, głową. - to idź się spakować, muszę porozmawiać z Kasią. Proszę cię, uważaj na niego. - powiedziała pani Ola, kiedy tylko zostałyśmy same. - Ma mnóstwo energii, zwłaszcza teraz, kiedy już odpoczął i doszedł do siebie po operacji. Nie pozwól mu się za bardzo męczyć, przynajmniej przez najbliższy tydzień. I niech nie podnosi nic ciężkiego, bo to się może różnie skończyć. Pamiętaj, pilnuj go. - roześmiałam się.
- Za bardzo się pani denerwuje. - powiedziałam. - To w końcu ja go będę miała na głowie. A obie dobrze go znamy.
- Właśnie, denerwować też mu się nie wolno.
- A gdzie on jest? - spytałam. - Coś długo go nie ma. Przecież miał ze sobą tylko kocyk, wystarczy go złożyć, lub zwinąć i wziąć ze sobą.
- Tu jestem. - odpowiedział Skipper, wychylając się zza rogu. - Wszystko słyszałem. Obiecuję, że będę na siebie uważać.
- A ja mam nadzieję, że tak prędko się nie zobaczymy. - powiedziała pani doktor. - Wiem, że pobyty w szpitalu nie należą do przyjemności. - pingwinek posłał jej krzywy uśmiech i podał mi złożony w kostkę kocyk. Włożyłam go do torby i wzięłam Skippera za skrzydło.
- Dziękuję pani Olu. - powiedziałam. - Za wszystko.
- Po to tutaj jestem. - odparła lekarka.