Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipperowi strasznie chciało się do łazienki. Otworzył oczy. Znajdował się w czystej, sterylnej sali szpitalnej. Wszędzie wokół panowała cisza. Bolała go głowa, ale najbardziej czuł nacisk na pęcherz. Musiał iść do łazienki. Bolało go prawe skrzydło i zorientował się, że ma tam wkłuty wenflon. Zamknął oczy. Odwrócił głowę - cieszył się, ze wykonuje jego polecenia - i znowu je otworzył. Spałam. Siedziałam obok niego i opierałam się o łóżko. Pingwinek wyciągnął skrzydło, po raz kolejny wdzięczny za to, że jego ciało reaguje i przesunął nim po moich włosach. Obudziłam się i uniosłam głowę.
- Hej. - wychrypiał Skipper.
- Och, skarbie. - westchnęłam z ulgą.
- Muszę iść do ubikacji. - wyszeptał pingwinek, próbując wstać. Spojrzałam na niego.
- Skipper, nie ruszaj się. Zawołam pielęgniarkę.
- Proszę. - wyszeptał pingwinek. - Muszę wstać. - Czemu wszystko go bolało? Jezu, czuł się taki słaby. - Naprawdę chce mi się do łazienki. - w gardle i dziobie miał strasznie sucho. Do sali weszła pani Ola.
- Skipper... - pani doktor podeszłą do łóżka. - Wiesz gdzie jesteś?
- Tak. Szpital. Muszę do łazienki.
- Masz cewnik. - zaraz, co?! Skipper zerknął na mnie niespokojnie, po czym przeniósł wzrok na panią Olę.
- Spróbuj zrobić. - poprosiła pani doktor. Odwróciłam wzrok, a Skipper spróbował się rozluźnić, ale nie mógł. Po prostu nie mógł! Nie był przyzwyczajony do załatwiania potrzeb w łóżku. Coraz trudniej było mu ignorować tępy ból w podbrzuszu. I chociaż naprawdę strasznie chciało mu się do ubikacji, nie mógł tak po prostu się rozluźnić. Pingwinek pokręcił głową  rozpłakał się z bezsilności.
- Nie mogę, naprawdę. - zaszlochał. - Proszę. Chcę wstać. Proszę.
- Skipper... - ostrzegłam. Pingwinek jeszcze raz spróbował się podnieść. W końcu ustąpiłam i po pozbyciu się cewnika pochyliłam się i delikatnie wzięłam go na ręce. Skipper jęknął. Bolało go dosłownie wszystko. Zaniosłam go do przylegającej do sali łazienki, a pani Ola szła za nami, popychając stojak z kroplówką. Zaświeciłam światło, a pingwinek osłonił oczy skrzydłem. Oślepiało go migotanie żarówki fluorescencyjnej. Ostrożnie posadziłam go na sedesie.
- Idź. - Skipper spróbował mnie odprawić.
- Nie. Rób swoje Skipper. - to niewiarygodnie krępujące.
- Nie dam rady przy tobie. - pingwinek zaszlochał.
- Możesz upaść. - odpowiedziałam.
- Proszę. - uniosłam ręce w geście poddania.
- Zaczekam na zewnątrz, drzwi otwarte. - cofnęłam się kilka kroków, aż stanęłam tuż za progiem, obok pani doktor.
- Odwróć się, proszę. - powiedział Skipper. Skąd ta niedorzeczna nieśmiałość? Odwróciłam się, a pingwinek wreszcie zrobił swoje i odetchnął  niemałą ulgą. Zrobił bilans swoich obrażeń. Bolała go głowa. Poza tym chciało mu się pić i był głodny.
- Już. - odezwał się pingwinek i chwilę potem znowu znalazł się w moich ramionach. Ułożyłam Skippera w łóżku.
- Jak się czujesz? - spytała pani Ola.
- Wszystko mnie boli i chce mi się pić. Bardzo. - odpowiedział pingwinek.
- Przyniosę ci wodę, ale najpierw parametry życiowe. - pani doktor owinęła mu skrzydło rękawem ciśnieniomierza. Pingwinek zerknął na mnie niespokojnie. - Ciśnienie w normie. Pójdę po doktor Orlicką. - pani Ola zdjęła rękaw i bez słowa wyszła. Wróciła ze szklanką wody.
- Małymi łyczkami. - powiedziała ostrzegawczo. Skipper wziął wytęskniony łyk chodnej wody. co za cudowny smak. Wziął kolejny łyk. Jego pusty żołądek ścisnął się boleśnie, do oczu napłynęły łzy, a jego ciało przebiegł dreszcz.
- Hej. - nachyliłam się nad nim, wyjęłam mu szklankę ze skrzydła i czule przytuliłam. - Ćśś... Już po wszystkim. - do sali weszła doktor Orlicka i zabrała się za gruntowne badanie. Świeciła lampką do oczu pingwinka i sprawdzała jego wszystkie odruchy. Ale głos miała miły, a dotyk delikatny.
- Jestem głodny. - odezwał się Skipper.
- Ola może ci dać zupę, ale tylko część płynną. - lekarka uśmiechnęła się. - Na razie nic stałego. - dodała i obie wyszły.
- Hej... - odezwałam się. - Już się nie martw. Już będzie dobrze.
- Boję się wielu rzeczy. - powiedział pingwinek. - Z reguły udaje mi się je zablokować, ale po czymś takim fala przerywa wszystkie tamy. - uśmiechnął się. Po policzku spłynęła mu łza. - Cieszę się, ze to już koniec.