Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 lutego 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper leżał na stole operacyjnym. Dookoła krzątali się chirurdzy. Doktor Orlicka zakładała rękawiczki. Pingwinek odwrócił się i wyjrzał przez szybę. Pomachałam. Mogłam zostać aż do podania środków nasennych. W końcu doktor Orlicka przyłożyła mu do dzioba maseczkę i Skipper usnął. Pani Ola delikatnie popchnęła mnie do wyjścia.
Wszystko go bolało. Głowa, klatka piersiowa... Nie czuł nic prócz palącego bólu. Ból, mrok i ściszone głosy. ”Gdzie ja jestem?” Choć naprawdę się starał nie był w stanie otworzyć oczu. Szeptane sowa stawały się wyraźniejsze. To latarnia morska w ciemnościach.
- Dlaczego nadal jest nieprzytomny?
- Mieliśmy małe komplikacje. Doszło do zatrzymania akcji serca. Obudzi się, kiedy będzie gotowy. Daj mu jeszcze trochę czasu. Zobaczysz, wyjdzie z tego.
- Mówiła pani, że to prosty zabieg! - Skipper rozluźnił się i stracił przytomność.
Wszystko było ciężkie i obolałe; skrzydła, łapki, głowa, powieki. Nic się nie ruszało. Oczy i dziób miał zamknięte, nie chciały się otworzyć. Gdy wynurzył się z mgły, dźwięki stały się głosami.
- Nie zostawię go. - Skipper spróbował się obudzić.
- Kasia, powinnaś się przespać. - bardzo chciał się obudzić.
- Nie, wujku. Chcę tu być, kiedy się obudzi.
- Ja z nim posiedzę. Jest trzecia w nocy, Kasia. Naprawdę powinnaś się przespać. - wokół Skippera raz jeszcze zamknęła się mgła. Rozpaczliwie chciał się obudzić.
Przy pingwinku czuwaliśmy na zmianę. Ze spuszczoną głową siedziałam na stołeczku, Rico przytulał się do mnie, Kowalski zajął miejsce na łóżku obok Skippera i mocno ściskał przywódcę za skrzydło. Pan Frankowski stał w kącie salki, wpatrując się w ścianę. Młodego oddelegowaliśmy.
- Kowalski, pójdziesz z nami na obiad? - spytałam. Pingwinek pokręcił głową z westchnieniem. - Skarbie, siedzisz tu cały czas. Tak nie można, musisz jeść.
- A niby gdzie mam być?! Gdzie mogę być?! Szef siedział przy mnie, kiedy byłem na obserwacji po tym nieszczęsnym porwaniu. I teraz ja mogę być tutaj. To jedyna rzecz, którą mogę zrobić dla niego! - w oczach Kowalskiego zalśniły łzy. - A właściwie to dlaczego Szef nie obudził się po operacji?! - pingwinek rozżalił się na dobre. - Przecież to miał być prosty zabieg! - po policzkach Kowalskiego popłynęły łzy. - Chcę, żeby Szef się obudził!
- Wszyscy chcemy kochanie. - powiedziałam. Pingwinek spojrzał na mnie. - Trzeba mu dać trochę czasu. W końcu się obudzi.
- Chodź do mnie Kowalski. - pan Frankowski wziął pingwinka na ręce. - Wszyscy skupiamy się na Skipperze, a o was zapominamy. - Rico wyciągnął do mnie skrzydełka. Chyba pierwszy raz dobrowolnie się do mnie przytulił.
- Przynieść ci coś do jedzenia Kowalski? - spytałam jeszcze raz. Pingwinek kiwnął głową. - Chodź Rico. - wzięłam psychopatę za skrzydło i wyszłam z sali.
Chwilę potem Kowalski siedział na stołeczku, zjadając pizzę z boczkiem, pieczarkami i ulubionym sosem czosnkowym. Dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo jest głodny. Pingwinek oblizał skrzydło z sosu czosnkowego. Potem władował się do pana Frankowskiego na kolana i niedługo potem usnął.
- Wujku, może weź ich do domu. - powiedziałam. - Ja tu zostanę. Naprawdę nie jestem zmęczona.
- Dobrze, trzymaj się. - wujek pocałował mnie w czubek głowy. - Nie mam siły się z tobą kłócić. - szepnął mi na ucho. Uśmiechnęłam się słabo i odprowadziłam go wzrokiem. Westchnęłam. Byłam zmęczona, ale nie chciałam, żeby nauczyciel się martwił.
- Ciągle tu siedzisz? - spytała pani Ola, zaglądając do salki. Sprawdziła stan kroplówki i maseczkę tlenową.
- Myśli pani, że mogę go na chwilę zostawić samego? Jestem głodna. - stwierdziłam, ze też mam ochotę na pizzę.
- Oczywiście, że możesz. Jeśli chcesz to posiedzę z nim, chociaż naprawdę nie ma potrzeby.
Po powrocie czułam się odrobinę lepiej. Byłam najedzona, ale potwornie zmęczona. Oparłam się o łóżko i dosyć szybko usnęłam.
 

abc.atlant
 
Uwaga, uwaga, bo dzisiaj graliśmy w finałach hokejowych. Z pierwszym miejscem na półfinałach dostaliśmy się do wyższej ligi. Finały. Osiem najlepszych drużyn. Pierwszy mecz przegraliśmy z kretesem pięć do dwóch. Drugi zremisowaliśmy, za to wybroniliśmy się przy strzelaniu karnych. Rico broni jak szatan. Przy trzeciej rozgrywce trochę nam się sprawy pokomplikowały. Dostałe krążkiem tuż nad prawym okiem. Nikomu nic nie powiedziałem, przecież tak strasznie zależało nam na tym zwycięstwie. Niestety zaczęło mi iść coraz gorzej, kręciło mi się w głowie, a uderzone miejsce pulsowało tępym bólem. Dopiero kiedy krew zalała mi oczy stwierdziłem, że może rozsądniej byłoby zejść z lodowiska. Było mi słabo, w ogóle nie wiedziałem co się dzieje dookoła mnie, wszystko się kręciło. Wyciągnąłem skrzydło chcąc się przytrzymać bandy, ale trafiłem w próżnię. Silne uderzenie w skrzydło wyszarpnęło mi kij, który ze stukotem poleciał kawałek po lodzie. Kucnąłem pod bandą i rozpłakałem się z bólu. "Panie sędzio, czas!" usłyszałem Szefa. "Kowalski!" przyłączyła się Kasia. Ktoś pociągnął mnie do góry. Z wysiłkiem podniosłem głowę i przez łzy zobaczyłem Szefa, który właśnie brał mnie za skrzydło. "Oj, ale wyglądacie..." odezwał się. Rzeczywiście, musiałem wyglądać cudownie. Po policzkach spływały mi łzy pomieszane z krwią, głowę miałem rozciętą i jeszcze praktycznie byłem nieprzytomny. Szef podprowadził mnie do zejścia z lodowiska. Mozolnie przelazłem przez bandę lądując u Kasi w ramionach. Przybiegła pielęgniarka. "Chodź kochanie, opatrzymy cię." powiedziała. Nie musiała mnie wcale opatrywać. Zaczynało mnie brać na wymioty, a to pierwszy objaw wstrząsu mózgu. Zostałem położony na ławce, na białym prześcieradle, które przyniosła, głowa została obandażowana i tylko ciągle było mi niedobrze, ale na szczęście nie wymiotowałem. Szef - z bólem serca - wezwał na lodowisko Szeregowego i gra potoczyła się dalej, ale ja już do końca przeleżałem na tej ławce. Zajęliśmy czwarte miejsce i chociaż Kasia mówi, że nie jest źle, to dla nas to porażka. A tak przy okazji, bo dzisiaj tłusty czwartek, ile pączków zjedliście? Ja cztery.
  • awatar TheKovalskyCrown: Uff, uff, zjadłam trzy bez wyrzutów sumienia. Mimo skończonej przed czterema laty walki z jadłowstrętem, mojej wadze nic nie zagraża (w każdym razie nie w tamtą stronę) ;) Wolę polską tradycje Tłustego Czwartku, od mojej ojczystej :p
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Biedny Kowalski... Oby nic mu nie było. A co do pączków, zjadłam dwa, a Fałka i Tercja jednego na spółę ;). Ja to się zastanawiam czy nie zjeść jeszcze jednego... A może pięciu? xD.
  • awatar Hanti: No cóż sport czasami jest brutalny, i nie można się przejmować przegraną zwłaszcza,że dostali się do finału.Muszą tylko dużo ćwiczyć. Mam nadzieje że opiszesz jeszcze jakiś mecz :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›