Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper siedział na szpitalnym łóżku z ponurą miną.
- To niesprawiedliwe. - stwierdził. - Mogłem zostać w domu jeszcze na tą noc. - powiedział, układając kocyk na łóżku. Usiadłam obok pingwinka.
- No, ale wiesz... - zaczęłam. - Gdyby coś się w nocy działo, to masz tutaj profesjonalną opiekę medyczną. My ci w domu nie pomożemy, jeśli zaczną się jakieś kłopoty. Dobrze będzie?
- Nie. Nie, nie będzie dobrze! - Skipper wpadł w panikę. - Mam zmiany w nerce i coś nie tak z płucami!
- Spokojnie. - wzięłam pingwinka za skrzydło. - Przecież nie będziesz jeszcze umierał. - Skipper spojrzał na mnie. - Przepraszam, nie chciałam. Kładź się, już późno. Zostanę, dopóki nie uśniesz.
Pingwinek obudził się w nocy nie mogąc złapać tchu. Kilka razy zakaszlał, ale to nie pomogło i Skipper nacisnął guzik przywoływania pielęgniarki. Dusił się, nie mógł oddychać i nie wiedział co się z nim dzieje. Do sali zajrzała pani Ola.
- Skipper, dzieje się coś? - spytała. Przyłożyła mu inhalator do dzioba, ale to też nie pomogło. Skipper delikatnie odsunął jej rękę.
- Nie... mogę... od... dychać... - wykrztusił.
- Skipper, patrz na mnie! - zawołała pani doktor. - Tu, na mnie! Jestem tu. Nie zamykaj oczu, słyszysz?! - pani Ola w popłochu pobiegła po maseczkę tlenową i założyła ją pingwinkowi na dziób. Skipper kilka razy odetchnął.
- Lepiej? W porządku? - pani doktor przyklęknęła przy łóżku. - Dobrze wszystko? - pingwinek kiwnął głową. - Postaraj się usnąć. Rano cię przebadamy. Śpij. Będę z tobą. - Skipper leżał pod kołdrą z maseczką tlenową na dziobie. Serce pingwinka biło mocno, a dziób wykrzywił się w podkówkę. Po policzkach bardzo powoli zaczęły spływać mu łzy. Odwrócił się na bok i dopiero wtedy rozpłakał na dobre... Po raz pierwszy od lat bez opamiętania szlochał w poduszkę.
Pani Ola, która wyszła, żeby przynieść sobie kawę, właśnie miała nacisnąć klamkę i wejść do sali Skippera, ale cofnęła dłoń. Wyjęła z kieszeni fartucha telefon komórkowy i wybrała odpowiedni numer.
Zwlokłam się z lóżka, słysząc dzwonek telefonu.
- Słucham? - odezwałam się nieprzytomnie, odgarniając włosy z twarzy.
- Przepraszam, że cię budzę. - usłyszałam panią Olę. - Nie chciałam cię martwić, ale mamy tu kłopoty. Ze Skipperem dzieje się coś złego. Nie może sam oddychać, musieliśmy go podłączyć do respiratora. Udało się opanować sytuację, rano go przebadamy, a... On od pół godziny bez przerwy płacze. Możesz przyjść? Mam nadzieję, że kiedy będzie miał cię obok, odrobinkę się uspokoi.
- Da mi pani kwadrans. - poprosiłam ziewając i odłożyłam słuchawkę. W pośpiechu wciągnęłam na siebie dżinsy i bluzę i zajrzałam do pokoju Kowalskiego.
- Kochanie... - odezwałam się, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Ja idę do szpitala. Może mnie nie być w domu kiedy się obudzisz. Poradzicie sobie? - przysypiający Kowalski kiwnął głową i przewrócił się na wznak, zasypiając.
Wpadłam do szpitala, przebiegłam kawałek korytarzem do salki Skippera, niedbale rzuciłam torbę na podłogę i klęknęłam przy łóżku.
- Skipper, co się dzieje? - spytałam cicho.
- Czemu przyszłaś? - odpowiedział mi pingwinek, ignorując moje pytanie. Łzy jakimś cudem przestały płynąć, ale targał nim suchy szloch. Usiadłam na łóżku.
- Nie mogłam cię zostawić samego z tym wszystkim.
- Wcześniej wyszłaś i ci to nie przeszkadzało. - Skipper zaszlochał.
- Ćśś... Cichutko. - pogładziłam go po skrzydle. Zdjęłam buty i położyłam się obok niego. - Przeszkadzało. - powiedziałam. - Nie chciałam cię zostawić, ale nie chciałam też żeby chłopcy byli  sami w domu. Wiesz, że się martwią. Dopiero kiedy pani Ola do mnie zadzwoniła, zrozumiałam, jaki błąd popełniłam, że zostawiłam cię tu samego. - pingwinek przytulił się do mnie mocno, usiłując się uspokoić. - No już. - kojąco gładziłam Skippera po piórkach. Pingwinek oddychał spokojniej. W salce słychać było tylko szum respiratora. Skipper szybko usnął zmęczony płaczem, mocno do mnie przytulony. Ułożyłam się wygodniej i też starałam się zasnąć. Rano pani Ola przyszła wziąć Skippera na badania.
- To na pewno nic groźnego. - powiedziała po skończonych badaniach. - Skipper ma alergię na antybiotyki i skrajnie wysokie poziomy immunoglobiny. Zmiany w płucach były skutkiem reakcji alergicznej. Odstawiliśmy antybiotyki i płuca wkrótce wrócą do normy.
- Kamień z serca. - westchnęłam. - A ten guz?
- To nie guz, ale skrzep krwi. Pozostałość po krwotoku wewnętrznym. Jutro będziemy operować. To prosty zabieg.
  • awatar Zakira Luna: Co nie wejdę to jest coś nowego do czytania, kiedy ty to piszesz? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›