Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skoro piszę ten rozdział to znaczy, że żyję.

Ścieżka miała teraz nie więcej niż kilkadziesiąt centymetrów szerokości, skała była pogruchotana i nierówna, a z obu stron ziały przepaście, których dna znajdowały się poza zasięgiem wzroku. "Najbezpieczniej byłoby iść na czworakach." przemknęło przez głowę Kowalskiemu i już miał właśnie w ten niegodny sposób kontynuować dalsza wędrówkę, gdy w tym samym momencie wyobraził sobie, co powiedziałby Skipper gdyby go tak zobaczył. Wyprostował się więc ostrożnie i na zdecydowanie zbyt miękkich nogach ruszył przed siebie, wciąż lekko przygarbiony i gotowy, żeby w każdej chwili przypaść całym ciałem do skały. Serce pingwinka buło mocno.
- Uważaj! Zaraz skręcamy w prawo. - powiedział pan Frankowski. Rzeczywiście, szlak szybko ześliznął się w dół, po stromych skałach, ubezpieczonych kolejnymi odcinkami łańcuchów, na północna stronę grani, która znalazła się kilkadziesiąt metrów nad nimi. Kowalski uśmiechnął się mimowolnie. Skipper już dawno krzyczałby, że chce natychmiast zejść.
- No... - pan Frankowski spojrzał na zegarek. - Przed sobą mamy jeszcze jedno naprawdę trudne i niebezpieczne miejsce, a potem to już bułka z masłem. Chodź, nie bój się. - z pomocą łańcuchów oboje wygramolili się na kolejną ostrą grań, by po kilku chwilach ponownie opuścić się na północne zbocze. Na przełęczy Zawrat pan Frankowski zarządził kolejny postój. Pora obiadowa już dawno minęła i Kowalski był okropnie głodny. Nauczyciel, jakby czytając w jego myślach, podał mu bułkę z konserwą, która pingwinek ochoczo się zajął. Zrobiło się zimniej i zaczął padać śnieg. Pingwinek akurat kończył drugą bułkę kiedy pan Frankowski wstał i założył kaptur. Śnieg padał już całkiem gęsto. Wprawdzie widać było jeszcze doliny i szczyty na wschodzie, ale nawet dla Kowalskiego było jasne, że pogoda się załamała.
- musimy się zbierać. - powiedział nauczyciel. - Na Kasprowy mamy godzinkę i przed śnieżycą powinniśmy zdążyć.
Godzinę później kiedy dochodzili już do schroniska na Kasprowym śnieg walił całymi hałdami, a co gorsze silne podmuchy wiatru miotały Kowalskim na wszystkie strony tak, że nie mógł zrobić kroku i pan Frankowski musiał wziąć go na ręce. W końcu nauczyciel pchnął drzwi schroniska i postawił pingwinka na podłodze.
- Dobry wieczór. - przywitał się, zdejmując kurtkę. Pingwinek podał nauczycielowi czapkę i szalik. Było tak rozkosznie ciepło.
- Dobry, dobry. - odpowiedziała młoda góralka, która właśnie roznosiła miski z zupą ziemniaczaną. - W sam raz na kolację. - dodała. - Siadajcie.
- Turyści? - zagadnął brodaty mężczyzna, kiedy pan Frankowski usiadł przy długim stole z Kowalskim na kolanach.
- Z Warszawy. - odpowiedział nauczyciel. Gorąca zupa sprawiła, że pingwinek rozgrzał się do końca. Przy stole panowała niemalże rodzinna atmosfera, chociaż rozmowa pana Frankowskiego i świeżo poznanego Bernarda z Poznania odrobinkę Kowalskiego jednak nudziła. Pingwinek zjadał właśnie trzecią kromkę chleba ze smalcem z cebulką, kiedy drzwi wejściowe trzasnęły, a do środka oprócz śniegu wpadł mężczyzna ubrany w skóry. Kowalski z zaciekawieniem przyglądał się nowo przybyłemu dopóki nie położył na podłodze futerału ze skrzypcami i nie zdjął kaptura.
- Sebastian Karpiel... - zaczął pingwinek, ale umilkł, rumieniąc się i włożył sobie do dzioba duży kawałek chleba.
- Dobry wieczór. - przywitał się mężczyzna, siadając przy stole i wziął od młodej góralki miskę zupy.
- Ja przepraszam, ale muszę zapytać... - odezwał się znowu Kowalski. - Czy to pan jest wokalistą zespołu Zakopower?
- Owszem. - odpowiedział pan Sebastian. - Za dwa dni dajemy koncert na Krupówkach. Wstęp wolny. - zachwycony pingwinek spojrzał na pana Frankowskiego.
- Oczywiście, ze pójdziemy. - uśmiechnął się nauczyciel.
Pingwinek szybko zrobił się śpiący. Przegadał cały wieczór z panem Sebastianem, odkrywając, ze mają wspólny język. Teraz zwinął się w kłębek w śpiworze. Dorośli rozmawiali cicho przy stole, pan Sebastian siedział na parapecie, grając jakąś melodię na skrzypcach. Kowalski słuchał, wpatrując się w okno. Właściwie to niewiele widział. Kojąca muzyka wreszcie go ukołysała i pingwinek usnął.