Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 lutego 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Rozdział 11

Maluchy z apetytem zjadały śniadanie, kiedy pod dom podjechał samochód. Wszystkie cztery jak na komendę spojrzały w stronę okna, bo już od kilku dni przygotowywałam je na ich pierwsza w życiu jazdę samochodem. Pingwinki były okropnie podekscytowane tym, że niedługo poznają nową ciocię.
- Biegnijcie na dwór. - powiedziałam, widząc, że żaden z nich nie może już usiedzieć w miejscu. - Tylko żeby was wujek nie przejechał! - zawołałam jeszcze. Maluszki wypadły na zewnątrz w chwili kiedy pan Frankowski gasił silnik.
- Cześć. - powiedział, biorąc na ręce Kowalskiego. - Jakiś ty rozkoszny. - uśmiechnął się nauczyciel.
- Tez ce na rącki! - zawołał Szeregowy. Pan Frankowski roześmiał się podniósł pingwinka do góry.
- Możemy jechać? - spytałam, wychodząc na dwór. - Tak się jeszcze zastanawiam czy nie założyć im pieluszek na drogę.
- A po co? - spytał pan Janusz. - Przecież są już duże. A ja w razie coś się zatrzymam.
- Chłopcy... - odezwałam się, wkładając torbę do bagażnika i przykucnęłam przy maluchach. - Powiecie mi gdyby któremuś się chciało do łazienki, tak? - maluchy wydały z siebie jeden zbiorowy okrzyk, który wzięłam za potwierdzenie i też się uśmiechnęłam. - To świetnie. Wsiadamy do autka.
- Brum, brum! - zawołał Rico, ładując się na przedni fotel. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Posadziłam Kowalskiego, Szeregowego i Skippera z tyłu w samochodowych fotelikach, zapięłam im pasy i sama usiadłam przodu, biorąc Rico na kolana. Na czwarty fotelik niestety nie było miejsca. Podekscytowany pingwinek od razu zaczął mi jeździć po nodze plastikowym samochodzikiem. Samochód ruszył.
Nie minęła nawet godzina jazdy, kiedy Skipper zakwilił niespokojnie. Odwróciłam się zaalarmowana gorączkowym szlochem. Kowalski i Szeregowy z zaciekawieniem spojrzeli na przyjaciela.
- Skippuś, co się dzieje? - spytałam, ale pingwinek mi nie odpowiedział. Przeciwnie, płakał jeszcze głośniej i jeszcze bardziej rozpaczliwie.
- Skipper... - potrzasnęłam mu grzechotką przed dziobem, ale to co zawsze pomagało, teraz nie pomogło. - Kochanie, nie płacz. Co się dzieje? Boli cię coś? Skarbie... Cichutko.
- Mamo! - zawołał nerwowo Skipper.
- Przecież jestem. - odezwałam się, biorąc go za skrzydło, ale maluszek nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Pan Frankowski spojrzał w lusterko.
- Może ja się zatrzymam i wtedy go uspokoisz, co? - spytał.
- To chyba dobry pomysł. - odpowiedziałam. - Skippuś, czemu płaczesz? - spróbowałam jeszcze raz. Atu zjechało na pobocze, oddałam Rico, nauczycielowi i wysiadłam z samochodu. Chwilę potem wyjęłam Skippera z fotelika i przytuliłam.
- Powiesz mi co się dzieje? - spytałam szeptem.
- Mamusiu... - zaszlochał maluszek. - Do łazienki.
- No już... Czemu nie mówiłeś od razu, co? - spytałam, odchodząc z nim kawałek. Postawiłam pingwinka na trawie i chwilę potem było po wszystkim.
- W porządku? - spytał pan Frankowski, kiedy z powrotem sadzałam maluszka w foteliku.
- Tak. - odpowiedziałam. - Już w porządku. - nauczyciel oddał Kowalskiemu przytulankę i usiadł za kierownicą. Nie przejechaliśmy nawet trzydziestu kilometrów, kiedy to Szeregowy zaczął szlochać z tego samego powodu.
Godzinę później pan Frankowski zaparkował pod przydrożną restauracją. Maluchy były głodne, a przyznać trzeba, ze podróż z nimi trwała o wiele dłużej.
- Co one mogą jeść? - spytał mnie pan Janusz. - Nie jestem do końca zorientowany w tych sprawach. nie znam się na dzieciach.
- Co mogą jeść? - zastanowiłam się. - W zasadzie wszystko. Tylko nic zbyt pikantnego, ani słonego, gorzkiego nie lubią, przy kwaśnym płaczą... Eee... Lubią rybę, ale w rybach są ości, więc w podróży odpada.
- Cos jeszcze, czy to wszystko? - spytał przerażony nauczyciel.
- Żadnej papryki. -dodałam. Chwilę potem przed maluszkami stanęły talerze z niewielkimi porcjami latanii z warzywami. Pingwinki z ciekawością oglądały potrawę, której jeszcze nie miały okazji spróbować, a która okazała się pyszna. Pan Janusz patrzył na mnie z podziwem kiedy pilnowałam, żeby żaden się nie zakrztusił, nie pobrudził, ani nie jadł za szybko.
- Mamusiu, muszę siku. - odezwał się Kowalski, ciągnąc mnie za rękaw.
- Jedz, ja go wezmę. - powiedział nauczyciel nie dając mi nawet odpowiedzieć i wziął malucha na ręce.
- Tylko żeby z sedesu nie spadł. - powiedziałam. Pan Frankowski uśmiechnął się w odpowiedzi i skierował się w stronę toalet. Po zjedzeniu maluszki znowu zostały posadzone w fotelikach i ruszyliśmy w dalsza drogę. Wszystkie cztery były zmęczone niekończąca się jazdą i szybko usnęły. Uśmiechnęłam się, spoglądając w tył na śpiące pingwinki.
- Podziwiam cię, wiesz? - odezwał się pan Janusz.
- Czemu? - spytałam, układając sobie w ramionach Rico.
- Potrafisz się niemi zająć i to jeszcze wszystkimi na raz.
- To nie jest wcale takie trudne. - powiedziałam. - Jeśli wiesz co robić. Zastanawiam się czy wszystkie mamy czują taką samą radość z macierzyństwa. - pan Frankowski uśmiechnął się.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Jak uroczo :). Ja mam dwójkę pięcioletniego rodzeństwa - bliźniaki. Jak są osobno - aniołki, jak razem - diabły wcielone :P. Ale i tak je kocham :D. Z pingwinkami jest chyba inaczej jak z "małymi człowieczkami" :P.
  • awatar Hanti: Jakie fajne malce :D
  • awatar *Mordka*: Bo trzeba umieć się opiekować dziećmi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
I tak oto drodzy państwo skończyły się najwspanialsze ferie życia. Jutro wracam do szkoły (niestety) i nie boję się powrotu do tego małego półświatka. Bo czego mam się bać?
tumblr_mt0xm95vsq1rio6a0o4_500.gif

Za cudowną radą SugarFirefly zaczęłam trenować karate. W domu, bo na prawdziwy kurs niestety mnie nie stać, a na youtube mnóstwo jest lekcji dla początkujących karateków. Postanowiłam z nich skorzystać i nie mogę się nadziwić ile nauczyłam się przez ten tydzień. Potrafię przyjąć cztery pozycje obronne, wykonać pięć technik ręcznych, trzy techniki nożne, obronić się przed uchwytem za jedną i dwie ręce, wykonać trzy bloki tudzież zbicia, kopnięcie boczne i tylne, uniknąć uderzenia ręcznego, skontrować z zaskoczenia i wykonać kopnięcie tzw. "low-kick". Poza tym zrobić rozgrzewkę przed treningiem i prawidłowo rozciągnąć nogi do kopnięć. Czuję się teraz o wiele pewniej i czuję w głębi duszy, że mam tę moc, że będę w stanie się obronić. Dziękuję Firefly.
tumblr_nr8a8aj9Ht1tb3158o1_500.gif

A teraz już nie o mnie tylko o Pingwinach. Jeśli dobrze pamiętam to tydzień temu zapowiadałam, że powstanie opowiadanie o Pingwinach w realiach II wojny światowej. Mniejsza kiedy, na pewno zapowiadałam. Otóż melduję, że opowiadanie powstaje i idzie świetnie. Grzebałam trochę w Internecie i zastanawiam się czy nie zamówić sobie kompletu czterech numerów "Wojskowej Odysei Antka Srebrnego". To tym jak młodzież żyła właśnie za czasów II wojny światowej. Moja młodsza siostra czyta "Kumpla" i tam jest właśnie w odcinkach. Wiem, że można kupić to w Gildii i będę musiała głębiej się nad tym zastanowić. A w czwartek przyszły moje zamówione zawieszki, które teraz dyndają przy bransoletce.
tumblr_mt0xm95vsq1rio6a0o2_500.gif

Cóż, to tyle. Chciałam jeszcze złożyć specjalne podziękowania, mogę? Na początek Firefly, której dziękuję za ten cudowny pomysł z nauka karate. W drugiej kolejności pan Zbigniew Syc, który na swoim kanale na youtube "prowadzi" trening pod nazwą "System C.I.D" i od którego nauczyłam się najlepszych technik. Wreszcie TKC (TheKovalskyCrown), która wspierała mnie w ostatnich dniach jak tylko mogła. Dziękuję.
Byłoby idealnie gdyby Pinger zechciał mi odtworzyć te gify, ale niestety idealnie nie będzie.
  • awatar Love Yourself ღ: Uwielbiam twój blog :) Zapraszam do siebie, dopiero zaczynam. Może ci sie spodoba moj blog i zostaniesz na dłużej? Twój jest super :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Zrób zdjęcie zawieszek przy bransoletce :D.
  • awatar TheKovalskyCrown: Wspierała i wspierać będzie :) Trzymaj się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›