Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- A właściwie... - zaczął Kowalski. - Dlaczego nie zaczęliśmy od Zawratu? - spytał. - Przecież to w zasadzie wszystko jedno.
- Bo po drabinie zdecydowanie lepiej jest wchodzić niż schodzić. - odpowiedział pan Frankowski, robiąc tajemniczą minę.
- Po drabinie? - powtórzył pingwinek niepewnie.
- Najzupełniej dosłownie po drabinie. Zresztą sam zobaczysz. - Kowalski szedł za nauczycielem. W wyobraźni widział różne krajobrazy, dzikie turnie i nieprzebyte skalne ściany, które już niebawem miał pokonywać. Rzeczywistość miała jednak przejść jego najśmielsze oczekiwania. Oprócz tego Kowalski odczuwał coraz bardziej naglącą potrzebę do toalety i bał się, że długo już nie wytrzyma. Krajobraz wiał nie tylko rzeczywistym - temperatura wyraźnie spadła - ale i emocjonalnym chłodem. Pingwinek rozejrzał się. Naturalny, skalny amfiteatr, rzeźbiony przez miliony lat siłami przyrody wyglądał pięknie. Zdawać się mogło, że życie wyniosło się stąd na zawsze, jakby onieśmielone czy wręcz przerażone lodową niegościnnością tego miejsca. Kowalski przystanął. Naprawdę musiał do ubikacji, a wokół jak na złość ani jednego krzaka, który mógłby zapewnić odrobinę prywatności.
- Zobacz. - pingwinek podniósł wzrok, słysząc pana Frankowskiego. - To kozica. - przez chwilę przyglądali się taternickim wyczynom kozicy, skaczącej jak gdyby nigdy nic z jednej skalnej półki na drugą. W pewnym momencie zwierzę zamarło, a następnie momentalnie niczym duch zniknęło za załomem skalnym. Kowalski jeszcze przez chwilę wpatrywał się w tamto miejsce.
- Chodźmy. - odezwał się pan Frankowski. - Wszystko w porządku? - spytał, patrząc na niewyraźną minę pingwinka.
- To ta kozica. - odpowiedział Kowalski.
- Masz, zjedz. - nauczyciel podał pingwinkowi kilka kostek mlecznej czekolady. - Lepiej? - Kowalski z roztargnieniem kiwnął głową. - To chodź. - pingwinek skarcił się w myślach. Właśnie zaprzepaścił szansę na przyznanie się, że musi za potrzebą. Dopiero gdy ochłonął po spotkaniu z kozicą, Kowalski mógł z większą uwagą przyjrzeć się najbliższemu otoczeniu. I dopiero wtedy dostrzegł przyklejoną do gładkiej pionowej skały i tkwiąca nad jego głową niesympatycznie długą, stalową drabinę. Kowalskiemu zrobiło się słabo.
- Czy to miał pan na myśli, mówiąc, że po drabinie lepiej wchodzić niż schodzić? - zapytał, spoglądając niespokojnie w stronę groźnie wyglądającego żelastwa.
- I owszem. - odparł spokojnie pan Frankowski. - Ale nie przejmuj się. Wchodzisz powoli, ostrożnie, bez wygłupów, ale pewnie. To proste. Wystarczy opanować strach. Tutaj wszystko wygląda groźnie, bo pod tobą jest przepaść i wiesz, że jak polecisz to po tobie. - nauczyciel chwycił drabinę i pewnie wspiął się po niej. - Teraz ty! - zawołał z góry. - Nie bój się! - w oczach Kowalskiego stanęły łzy, a skrzydło mimowolnie powędrowało w stronę podbrzusza. Wystarczyło, że pęcherz miał pełny i nie bardzo mógł już wytrzymać, a teraz jeszcze i to? Trzęsły mu się skrzydła, ale w końcu wczepił się w metal, zebrał w sobie i zrobił pierwszy krok. Powoli przestawiał skrzydła i nogi, tak żeby chwyt był mocny i żeby miał zawsze trzy pewne punkty podparcia. Gdyby był tu sam pewnie stanąłby ze strachu w bezruchu i utknął tu na dobre, tak bał się śmiertelnej czeluści pod nim. W końcu, po chwili, która dla niego była wiecznością, wygramolił się na czworakach na grań.
- Ja chcę przerwę. - odezwał się niemalże z płaczem. - Proszę. - pingwinek nerwowo przestąpił z nogi na nogę. Bolało go w podbrzuszu. Pan Frankowski przyzwalająco skinął głową.
Kowalski pochlipywał stojąc na krawędzi górskiej grani. Każdy gwałtowniejszy ruch mógł spowodować katastrofę. Pingwinek zaszlochał.
- Kowalski... płaczesz? - spytał pan Frankowski, przykucając przy nim. - Co się stało, co?
- Mi się chce do ubikacji. - odpowiedział pingwinek przez łzy.
- Bardzo ci się chce? Długo trzymasz? - Kowalski kiwnął głową. - Od schroniska? - wypytywał łagodnie nauczyciel.
- Dłużej. -pingwinek znowu zaszlochał.
- Czemu nic nie powiedziałeś? Mogłeś to załatwić w schronisku.
- Pan powiedział, że nie mamy czasu.
- Ale pytałem, czy chcesz do toalety. - pan Frankowski zdjął rękawiczkę i wytarł Kowalskiemu łzy.
- Ale ja... Ja... - Kowalski rozszlochał się jeszcze bardziej i przytulił się mocno do ulubionego nauczyciela.
- Cichutko. - pan Frankowski starał się uspokoić pingwinka, jednocześnie rozglądając się za jakimś ustronnym miejscem. - Kowalski... - odezwał się. - Idź za te kamienie, zrób swoje i wracaj, dobra? - pingwinek pokiwał głową, biorąc od nauczyciela chusteczkę. Potem zerwał się, pognał w tamtą stronę i w ostatniej chwili przykucnął. Odetchnął głęboko z ulgą. Dopiero kiedy wrócił do pana Frankowskiego, zorientował się, że z miejsca gdzie nauczyciel stał, wszyściutko było widać.
  • awatar Hanti: Kowalski jest chyba pechowy jeżeli chodzi o toalete :(. Ja z checią bym się przeszła po takiej drabince :D.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Co to kibelka, zgadzam się z Hanti... Nie spodziewałam się sytuacji z ostatniego zdania. Kowalskiemu musiało się zrobić wstyd... A co do drabiny, w dzieciństwie z reguły miałam z nimi problem. Wejść potrafiłam, ale z zejściem już był problem xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›