Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski wracał ze stoku zmęczony, ale w wyśmienitym humorze. Umiał już skręcać i częściowo hamować, ale tylko częściowo. Za każdym razem, kiedy tego próbował, wywracał się w śnieg. Pingwinek stał pod prysznicem, uśmiechając się do siebie. Pan Frankowski obiecał mu, że następnego dnia zaliczą jakiś lekki górski szlak, a jeszcze dzisiaj czekały go ulubione Krupówki. Przy obiedzie Kowalskiemu nie zamykał się dziób. Rozgadał się tak, ze zupełnie zapomniał o swoim sznyclu z pieczarkami, za to zwracając uwagę młodych ludzi siedzących przy stoliku obok.
- Jaki entuzjazm. - odezwał się młody chłopak. - Pierwszy raz w górach? - pingwinek pokręcił głową przecząco.
- Trzeci. - pochwalił się z dumą.
- No to z ciebie już prawdziwy wędrowiec. - chłopak przysiadł się do stolika Kowalskiego. - Jacek jestem. Byliście dzisiaj na szlaku? My z paczką byliśmy na Giewoncie i trasę serdecznie polecam.
- No, na Giewont można by się było wybrać. - odezwał się pan Frankowski, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie, pogryzając kiszonego ogórka. - Dzisiaj byliśmy tylko na nartach, a wieczorem idziemy na Krupówki. Na to na jutro planowaliśmy wejście na Halę Kondratową, do tamtejszego schroniska.
- Świetny wybór. - powiedział Jacek. - Nie jest to specjalnie trudne podejście, pierwszy etap, do Kalantówek to prawie brukowana droga. Całość tam i z powrotem to niecałe cztery godziny. Akurat na początek. - wyjaśnił. - Ale czy ja nie przeszkadzam?
- Właściwie to my się musimy zbierać. - odpowiedział pan Frankowski. - Ale widzimy się przy kolacji. - nauczyciel wstał.
- Do widzenia. - dodał Kowalski, o którym panowie zupełnie zapomnieli i podreptał za panem Januszem.
Kwadrans później oboje ruszyli w kierunku Równi Krupowej. Szli cały czas w dół, kierując się w stronę Gubałówki, gdzie znajdowało się najwięcej straganów z oscypkami i innymi pamiątkami z gór. Pan Frankowski zastrzegł już, że dziś niczego nie kupują, tylko oglądają. No cóż, sam nauczyciel myślał o swetrze z owczej wełny, ciocia Jola zamówiła sobie u niego mięciutkie kapcie, ale zrobienie tych zakupów odłożono na później. Kowalski przystanął przy starej góralce, sprzedającej sery. Oscypki pachniały prześlicznie. Kobieta przykucnęła obok, podając mu kawałek sera i podsunęła miseczkę z dżemem żurawinowym. Pingwinek naprał na oscypek odrobinę dżemu i ugryzł. To było pyszne.
- Po ile oscypki? - Kowalski usłyszał pana Frankowskiego i podniósł wzrok. Nauczyciel uśmiechnął się.
- Jak dla was to po piętnaście. - odpowiedziała góralka.
- Dajcie dwa. - pan Frankowski odliczył trzydzieści złotych i podał kobiecie, odbierając zawinięte w papier oscypki. Na Krupówkach było mnóstwo ludzi i Kowalski musiał uważać, żeby się nie zgubić. Pingwinek przyglądał się ciepłym kołdrom na jednym ze straganów, podczas gdy nauczyciel szukał wełnianych swetrów. Wzrok Kowalskiego ślizgał się od kołder, do pierzyn, przez koce, kiedy jego uwagę przykuła błękitna podusia. Pingwinek odwrócił się - pan Frankowski ciągle był przy swetrach - a potem dotknął upatrzonej podusi. Mięciutka. Pasowałaby do kocyka. Kowalski przygarnął i przytulił do siebie podusię.
- Co robisz Kowalski? - spytał nauczyciel, podchodząc do niego. Pingwinek spojrzał na pana Frankowskiego prosząco. Zdążył się już przywiązać do tej podusi.
- Przecież umówiliśmy się, że dzisiaj nic nie kupujemy. Chodź, przyjdziemy tu kiedy indziej. - Kowalski z rezygnacją odłożył podusię i podreptał za nauczycielem, oglądając się.
Nauczyciel przechadzał się ulicą Krupówek, a Kowalski, drepcząc za nim rozmyślał o błękitnej podusi, a od paru chwil także o potrzebie pójścia do łazienki. Nie pomyślał o tym przed wyjściem i teraz milczał bohatersko, rozglądając się dyskretnie za toaletą. Takowej w zasięgu wzroku nie było.
- Proszę pana, ja muszę do łazienki. - powiedział.
- Jasne. - pan Frankowski ścisnął go kojąco za skrzydło. - zaraz poszukamy ubikacji. - chwilę potem pingwinek stanął w kolejce do toalety, a pan frankowski poinformował go, że będzie czekał na zewnątrz. Kowalski tak się zamyślił, ze nawet nie zauważył, kiedy stanął przed drzwiami kabiny. Uświadomił to sobie, uderzając dziobem w drzwi. Pingwinek oprzytomniał, zrobił swoje i wrócił do pana Janusza. Tak jak obiecał, czekał przed toaletą.
- Wracamy? - spytał nauczyciel. Pingwinek kiwnął głową i spojrzał na stoisko z kołdrami. Błękitnej podusi nie było.
  • awatar Hanti: Kowalski chyba robi się coraz bardziej pewny siebie. Ciekawe jak smakują oscypki...
  • awatar frytki z majonezem.: Ojć....szkoda że podusię już ktoś zwinął ;-;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›