Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalskiego obudziło słońce odbijające się od śniegu i wpadające przez okno. Pingwinek z jękiem naciągnął koc na głowę, ale zaraz przypomniał sobie, że od wczorajszego wieczoru jest w górach z panem Frankowskim, a teraz śpi w drewnianym domku turystycznym. Nauczyciel musiał mu zdjąć czapkę i szalik, bo Kowalski usnął zaraz po wejściu do domku. Pingwinek wygrzebał się spod koca. Teraz mógł się dokładniej rozejrzeć po pomieszczeniu. Dwa łóżka, szafa, niski stolik i drzwi do łazienki. Pan Frankowski musiał czytać przed snem, bo na stoliku leżała jego książka. I już zdążył się rozpakować, bo w łazience stały jego kosmetyki. Kowalski sięgnął po książkę nauczyciela i przejrzał. Coś o rosyjskim alchemiku. Pan Frankowski przewrócił się na plecy i przetarł oczy.
- Dzień dobry. - odezwał się pingwinek. - Mogę przeczytać tą książkę? - nauczyciel usiadł na krawędzi łóżka.
- Pewnie. - odpowiedział, ruszając do łazienki. - Po śniadaniu wybieramy się na stok, na narty. - Kowalski uśmiechnął się. - A wieczorem pójdziemy na Krupówki. - dodał pan Frankowski.
Śniadanie było smaczne i takie... inne niż w domu. Kowalski zjadał z apetytem nie mogąc doczekać się obiecanego wyjścia na narty. Wiedział, że pan Frankowski umie jeździć i ciekaw był jak on poradzi sobie na stoku.
- Kowalski, ubierz się ciepło. - przypomniał nauczyciel po śniadaniu. Pingwinek złapał za czapkę i szalik i już był gotowy, ale musiał poczekać jeszcze na pana Frankowskiego. Kowalski niecierpliwie podskakiwał pod drzwiami, czekając aż nauczyciel założy kombinezon narciarski i buty. Nary niestety zostały w domu.
- Idziemy? - spytał niecierpliwie pingwinek.
- Tak. - odpowiedział pan Frankowski. - Możemy iść.
Na stoku było mnóstwo ludzi. Obawy, że z nart nic nie będzie zniknęły już poprzedniego dnia wieczorem. O ile w Warszawie nie było śniegu wcale, o tyle w Tatrach było go mnóstwo. Pan Frankowski wypożyczył narty dla nich obojga, ale Kowalski jakoś nie miał odwagi poszusować w dół. Akurat zastanawiał się, czy na pewno chce się wygłupiać, kiedy usłyszał dziki pisk, a na szyję nauczyciela rzuciła się blondynka w różowym kombinezonie. Pan Frankowski był nie mniej zdziwiony niż pingwinek.
- Janusz! - zawołała blondynka. - No gdzie ty byłeś?!
- Przepraszam bardzo, ja pani w ogóle nie znam. - nauczyciel spróbował odsunąć od siebie kobietę.
- Oj, no nie wygłupiaj się. Przecież jesteś moim kochanym dzióbdziusiem! - Kowalski rozdziawił dziób.
- Proszę pani, ja mam żonę. - spróbował znowu polonista.
- No przecież mnie! - blondynka przywarła do pana Frankowskiego. - Przestań żartować!
- Moja żona ma na imię Jola. - odpowiedział nauczyciel.
- Właśnie, Jula! - a pamiętasz nasze wakacje na Karaibach? Jak zgubiłeś w wodzie spodenki? - pingwinek zaczerwienił się i odwrócił wzrok. Chyba nie powinien tego słuchać. - A nasz pobyt w saunie pamiętasz? Było super!
- Pani mnie najwyraźniej z kimś pomyliła. Nie znam pani i nie pamiętam żadnych wakacji ani sauny, bo takie sytuacje w ogóle nie wystąpiły. Proszę zostawić mnie w spokoju. - ta przemowa chyba wreszcie dotarła do blondynki, bo odkleiła się od pana Frankowskiego i wlepiła w niego wzrok.
- Julia! - Kowalski podniósł wzrok, słysząc męski głos i zobaczył człowieka uderzająco podobnego do pana Frankowskiego. Zdezorientowana blondynka spoglądała to na jednego to na drugiego nie wiedząc co ma robić.
- Żona musiała mnie z panem pomylić. - powiedział mężczyzna. - Przepraszam. - doda, wyciągając dłoń do nauczyciela. - Dziwnym trafem oboje mamy na imię Janusz.
- Nic się nie stało. - odpowiedział nauczyciel. Mężczyzna pociągnął za sobą małżonkę.
- Ten pan był taki sam jak ty. - usłyszał jeszcze Kowalski. Pan Frankowski spojrzał na pingwinka i oboje wybuchnęli szczerym, niepohamowanym śmiechem. Kowalski odetchnął z ulgą. Przez chwilę naprawdę wierzył, że nauczyciel ma coś wspólnego z tą kobietą i teraz skarcił się za to w myślach.
- To co? Jedziesz? - spytał pan Frankowski, patrząc na narty pingwinka. Kowalski odważnie pokiwał głową. - To odepchnij się kijkami. A jak nie będziesz umiał skręcić, to po prostu się przewróć. Nie będzie bolało. - pingwinek odetchnął i pomknął w dół.