Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Znudzony Kowalski wyglądał przez okno na niekończący się sznur samochodów. Pingwinkowi burczało w brzuszku. Był głodny, a orzeszki już dawno się skończyły. Pan Frankowski przeciągnął się z jękiem.
- Trzy godziny stania w korku. - westchnął. - Robimy postój? - Kowalski kiwnął głową. - Ty musisz być głodny, od śniadania nie jadłeś nic porządnego. - pingwinek nie odpowiedział. Sznur samochodów wreszcie ruszył z miejsca, ale daleko nie zajechali, bo pan Frankowski skręcił w stronę przydrożnej restauracji. Kowalski zwlókł się z samochodowego fotela i przeciągając się, ruszył za nauczycielem do środka. Pan Frankowski stanął przy ladzie.
- Dzień dobry. - przywitał się. - Na co masz ochotę Kowalski?
- Na kotleta mielonego Z frytkami i surówką. - odparł pingwinek. - Ja przepraszam, jest tu toaleta? - spytał.
- Tak, tu w korytarzu, po lewej. - odpowiedziała pani zza lady. - Co dla pana?
- Porcja pierogów i kotlet mielony z frytkami i surówką. - usłyszał jeszcze pingwinek, wchodząc do łazienki. Do czystej i lśniącej łazienki. Pan Frankowski czekał na niego przy stoliku pod oknem, a chwilę potem przed Kowalskim stanął zamówiony kotlet mielony. Pingwinek z apetytem wziął się za jedzenie. Był wściekle głodny.
- Proszę pana... - odezwał się. - Coś mi się zdaje, że na popołudnie nie dojedziemy przez te korki. - powiedział, chrupiąc frytki. Pan Frankowski odłożył widelec.
- To dojedziemy na wieczór. - odparł, wyjmując z kieszeni telefon. - Słucham...? Ale naprawdę nie musisz do mnie dzwonić co godzinę... Nie,jeszcze nie, ale zadzwonię jak tylko dojedziemy... To chyba oczywiste... Już, już daję. Kowalski... - pingwinek wziął komórkę, spoglądając na nauczyciela pytająco. - Kasia dzwoni. - wytłumaczył pan Frankowski.
- Słucham? - odezwał się natychmiast pingwinek.
- Cześć. Jak tam podróż przebiega? - spytałam z ciekawością.
- Dobrze. - odparł Kowalski. - Właściwie to teraz mamy przerwę, bo jemy obiad i dopiero za chwile pojedziemy dalej.
- A wyście nie powinni być już na miejscu?
- Trzy godziny staliśmy w korku. wytłumaczył pingwinek.
- A grzeczny jesteś? - upewniłam się. - Nie denerwujesz wujka?
- Ja zawsze jestem grzeczny. - odpowiedział Kowalski.
- Wiem przecież. - zaśmiałam się. - Pamiętaj, że masz zadzwonić jak tylko dojedziecie. - przypomniałam.
- Pamiętam. Cześć. - pingwinek skończył rozmowę, oddał telefon nauczycielowi i dokończył jedzenie.
Korki zostały rozładowane i można było poruszać się jezdnią w normalnym tempie. W samochodzie było cieplutko, a pan Frankowski włączył radio i Kowalski nucił cichutko ulubione przeboje, wyglądając przy tym przez okno. Zaczynał się martwić, że z jazdy na nartach nic nie będzie, bo śniegu nigdzie nie było widać. Ponadto pingwinkowi zaczynało być za gorąco i musiał się pozbyć szalika, występującego w charakterze ocieplacza. niestety, nie było mu ani trochę chłodniej i niedługo potem zrobiło mu się niedobrze. Kowalski skulił się na fotelu. Kręciło mu się w głowie, kiedy usiłował powstrzymać mdłości.
- Proszę pana, mi jest niedobrze. - odezwał się tak słabo, że pan Frankowski ledwo go usłyszał. - Zatrzymajmy się. - poprosił już głośniej pingwinek. Auto stanęło na poboczu.
- Może otwórz sobie drzwi i pooddychaj, co? - zaproponował nauczyciel. Kowalski pchnął drzwi auta, omal nie wypadając przy tym na zewnątrz. Na szczęście pan Frankowski go przytrzymał, a świeże powietrze sprawiło, że Kowalski poczuł się lepiej.
- Przecież ty nie masz choroby lokomocyjnej. - zagadnął nauczyciel. Pingwinek pokręcił głową przecząco.
- Ja nie. Szef ma. - odpowiedział. - Już mi lepiej, naprawdę.
- chcesz się czegoś napić? - spytał pan Frankowski.
- Nie. Tylko... Mógłby pan już nie włączać ogrzewania? Bo jest za gorąco. - poprosił Kowalski. Nauczyciel pokiwał głową.
- Możemy jechać? - upewnił się, a po zapewnieniu, ze "tak, tak, oczywiście" ruszono w dalszą drogę.
Od dawna było już ciemno, kiedy pan Frankowski zaparkował przy szeregu drewnianych domków. Z jednego z nich właśnie wychodziła młoda góralka z taca pod pachą.
- Dzień dobry. - przywitała się. - Jesteście akurat na kolację. Chodźcie zjeść, potem pokażę wam domek. - powiedziała. - Ojej, zmęczone biedactwo. - góralka przykucnęła przy Kowalskim. Pingwinek odwrócił głowę, postanawiając, że nie będzie komentował nazwania go biedactwem, bo też nie ma to w tej chwili większego znaczenia. Przy kolacji właściwie już przysypiał, a kiedy pan Frankowski dostał klucz do domu, padł na łóżko od razu zasypiając.