Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Trzydziestoletni Daikichi Kawachi nigdy nie przypuszczał, że rodzinne spotkanie na pogrzebie dziadka odmieni jego życie. Jak się okazuje, starszy pan pozostawił po sobie niezwykły „spadek”, sześcioletnią nieślubną córkę, imieniem Rin. Zszokowana rodzina nie bardzo wie, co z tym fantem począć, zwłaszcza że o matce dziewczynki nic nie wiadomo. Tknięty nagłym poczuciem obowiązku i zniesmaczony zachowaniem bliskich Daikichi postanawia zaopiekować się dzieckiem. Szybko jednak odkrywa, że dobre chęci to za mało, żeby samotnie wychowywać pociechę…
usagi_drop__dakichixrin_by_omfgee-d4l77ee.png

To było po prostu urocze, z każdego kadru Usagi Drop dosłownie wylewa się ciepło i słodycz. Chociaż mamy do czynienia z prostymi okruchami życia w najczystszej postaci, seria w żadnym momencie nie nudzi i nie dłuży się. Widz łapczywie pochłania kolejne odcinki, by nagle stwierdzić, że to już niestety koniec. Historia zwyczajnego pracownika biurowego, który przez niezbyt przemyślaną, chociaż słuszną decyzję, musi w ekspresowym tempie przewartościować całe swoje życie, chwyta za serce i nie puszcza do ostatnich minut. Przez jedenaście odcinków obserwujemy, jak Daikichi uczy się być ojcem, a mała Rin powoli otwiera się na świat i poznaje różne jego odcienie oraz niuanse. Opowieść jest w miarę realistyczna, bohater doświadcza wydarzeń, które często przytrafiają się rodzicom w rzeczywistości, zwłaszcza samotnym. Musi podjąć decyzję w sprawie pracy, ponieważ nie jest w stanie poświęcić jej tyle czasu, co kiedyś. Do tego dochodzi kwestia przedszkola i w ogóle wychowania sześcioletniej dziewczynki. Kawachi szybko zdaje sobie sprawę, że czasy całodniowych posiedzeń w biurze, a potem wypadów z kolegami na piwo do baru, bezpowrotnie minęły. Z czasem poznaje nowych ludzi, rodziców, w podobnym lub zupełnie innym położeniu, zaczyna obracać się w nowym towarzystwie, a jego głowę zaprzątają nowe problemy. Także rodzina mężczyzny powoli zaczyna przyzwyczajać się do Rin i początkowa niechęć zamienia się w szczere uwielbienie. Mimo to normalnie nie jest to sytuacja, której byśmy komuś zazdrościli. Tymczasem podczas seansu człowiek zaczyna się łapać na tym, że samotne wychowywanie dziecka to w sumie fajna sprawa…
b8u79g.jpg

Przede wszystkim jest to zasługa Rin. Oto dziecko­‑ideał: inteligentna, słodka, ładna, zdolna i pełna energii. Każdy marzy, aby mieć taką córkę. Zresztą nawet jej kolega z przedszkola, Kouki, chłopiec hiperaktywny, uparty i często pakujący się w kłopoty, został pokazany jako sympatyczne dziecko. Reszta bohaterów również daje się lubić. Na uwagę zasługuje mama Koukiego, która podobnie jak Daikichi, samotnie wychowuje syna. To kobieta zaradna, silna, a także pełna empatii. Wydaje mi się, że nie będzie nadinterpretacją, jeżeli napiszę, iż scenarzyści robią wszystko, aby widzowie uznali tę dwójkę za potencjalną parę. Szkoda tylko, iż na podtekstach się kończy, ponieważ nie mam najmniejszych wątpliwości, że byłoby z nich wspaniałe małżeństwo. Niestety tutaj przeszkodą jest mangowy pierwowzór, który kontynuuje historię, choć niekoniecznie w takim kierunku, w jakim bym chciała. Wracając jednak jeszcze na chwilę do postaci, warto też wspomnieć o rodzicach Daikichiego. Początkowo niechętni i zaskoczeni pomysłem syna (chociaż wcale im się nie dziwię), jednak zakochują się w Rin i zaczynają ją traktować jak wnuczkę (pomijam fakt, że zgodnie z genealogią rodu, dziewczynka jest siostrą mamy swojego opiekuna i tym samym jego ciocią). Brak tutaj jednoznacznie negatywnych postaci, nawet matka dziewczynki, osoba skrajnie ekscentryczna, której motywacja, przynajmniej dla mnie, jest zupełnie niezrozumiała, nie wydaje się jednak zła, najwyżej irytująca. Ale cóż, mówimy o okruchach życia, tego typu podziały raczej nie pasują do gatunku.
usagi-drop-rin1.jpg

Audiowizualnie Usagi Drop prezentuje raczej przeciętny poziom. Co prawda akwarelowe, nieco rozmyte początki każdego odcinka, a także kolorowe i radosne animacje do czołówki i napisów końcowych, utrzymane w stylu dziecięcych rysunków, są absolutnie prześliczne, ale reszta nie prezentuje się już tak atrakcyjnie. Projekty postaci, a także tła są raczej uproszczone, chociaż trzeba przyznać, iż postacie posiadają świetną mimikę. Miłą odmianą są również pełne ubrań szafy bohaterów. Niestety im dalej jesteśmy, tym animacja bardziej kuleje: pojawiają się deformacje i krzywizna. Nie ma tych wpadek strasznie dużo, ale ponieważ anime nie należy do produkcji dynamicznych, rzucają się one w oczy.
captura-commie-usagi-drop-02-c929f4a4-mkv-19.png

Muzycznie również jest tak sobie, ścieżka dźwiękowa zdecydowanie nie należy do wybitnych. Utworów nie ma zbyt wiele i zazwyczaj zupełnie wtapiają się w tło, tak że widz nawet nie zauważa melodii, która towarzyszy scenie. Są to „standardowe” kompozycje, spokojne i słodkie, bez dominacji jakiegoś konkretnego instrumentu. Nieco inaczej ma się sprawa czołówki (Sweet Drops w wykonaniu PUFFY) i piosenki towarzyszącej napisom końcowym (High High High śpiewane przez Kasarinchu). Obydwie piosenki są szalenie ciepłe i optymistyczne, zwłaszcza ta pierwsza przypadła mi do gustu, przez co ani razu nie przewinęłam początku odcinka. Ot, klasyczny j­‑pop, ale idealnie oddający klimat serialu. Przy okazji warto wspomnieć, że po endingu jeszcze przez chwilę mamy okazję obserwować bohaterów w różnych, zazwyczaj codziennych sytuacjach, dlatego warto obejrzeć każdy odcinek do samego końca. Dodam, że opening ciągle śpiewam.
usagi_drop-09-rin-towel-dry-cute.jpg

Usagi Drop to niezwykle pogodna i optymistyczna opowieść, która z pewnością odpowiednio podniesie Wam poziom cukru we krwi. Okruchy życia w bardzo dobrym, chociaż nieco zbyt pastelowym wydaniu. Cóż, miłośnicy takich nieśpiesznych i pozytywnych historii na pewno będą zadowoleni. Tylko proszę nie czerpać stąd wiedzy o dzieciach i ich wychowywaniu. Poza tym: polecam gorąco.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Brzmi ciekawie :D. Chyba wolę mangi niż anime, tak samo jak wolę książki niż filmy, ale myślę, że jak znajdę chwilę czasu to może sobie kiedyś obejrzę :).
  • awatar Seiti: Myślę, że drugie zdanie od końca jest znaczące. Dzieci inteligentne i zdolne są bardzo wymagające. Geniusz dziecka to krwawica rodzica. Kiedyś próbowałam obejrzeć, ale słodycz mnie powaliła... już nie wstałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›