Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 lutego 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper siedział ze mną w poczekalni, nie bez zdenerwowania czekając na biopsję. Obok usiadła pani Ola.
- Doktor Orlicka kazała ci podać antybiotyk. - powiedziała, wsuwając w skrzydło pingwinka plastikowy kubeczek z tabletkami. Skipper wziął ode mnie szklankę wody i połknął antybiotyki.
- Gotowy? - spytała pani doktor. Pingwinek pokręcił głową przecząco. - Chodź. - poprosiła łagodnie pani Ola. Skipper ścisnął mnie za rękę i zsunął się z krzesła.
- Jego wyniki nie są rozstrzygające. - powiedziała pani doktor, wychodząc do mnie jakiś czas później. - Zmiana zlokalizowana w głębi narządu. Nie mogliśmy pobrać sensownej próbki. - westchnęłam.
- Czyli musicie ją usunąć? - spytałam.
- Wykonują teraz obrazowanie, żeby chirurg miał więcej informacji. Po południu będą wyniki. - powiedziała pani Ola. - Nie martw się, zaraz wypuścimy do ciebie Skippera.
Pingwinek nie odzywał się, kiedy wracaliśmy do domu, ale burczenie  brzuszku usłyszałam nawet ja.
- Głodny? - spytałam, starając się, żeby mój głos brzmiał wesoło. - Chodź, wstąpimy do KFC. - powiedziałam. chwile potem Skipper chrupał frytki z sosem serowym i pieczarkami, ja siedziałam nad nienaruszoną, stygnąca tortillą, patrząc na pingwinka. Skipper podniósł wzrok, spojrzał na mnie pytająco i zakaszlał.
- Coś nie tak? - spytał. - Przyglądasz mi się.
- Martwię się. - odpowiedziałam. - To wszystko. - pingwinek odsunął na bok puste opakowanie po frytkach i władował mi się na kolana.
- Nic mi nie będzie. Pani Ola tak powiedziała. Mogę? - Skipper popatrzył na moją tortillę. - Jestem głodny.
- Żądamy wyjaśnień. - powiedział Kowalski, stając przede mną kiedy tylko weszłam do domu. - Co się dzieje? Dzień w dzień znikacie gdzieś z Szefem, a my nie wiemy o co chodzi. Tak nie będzie.
- Chodźcie do salonu, siądziemy na kanapie i wszystko wam opowiem. - obiecałam. - Skipper jest chory. Poważnie chory. - powiedziałam chwilę potem. - Wczoraj byliśmy w przychodni na badaniach i usg. Dzisiaj w szpitalu na biopsji. Kto wie, czy nie trzeba będzie operować.
- Ale co się w ogóle dzieje? - spytał Szeregowy. - Nie rozumiem.
- Pani Ola zlokalizowała zmiany w mojej nerce. - odpowiedział Skipper i wzruszył ramionami, patrząc na podwładnych.
- Dlatego proszę, bądźcie wyrozumiali. - dodałam.
- Przepraszam... - odezwał się słabo Skipper. - Mogę teraz odpocząć? - ostatnio często był zmęczony.

Przynieśli go do obozu na prowizorycznych noszach, nieprzytomnego, z raną od postrzału. Kowalski zerwał się z miejsca, widząc przywódcę i opadł na czworaka przy noszach.
- Szefie... - wyszeptał. Skipper otworzył oczy z jękiem.
- Kowalski... - wychrypiał. - Obejmijcie po mnie dowództwo.
- Ja? Kiedy, Szefie... Szef przecież teraz nie umrze. Ja nie pozwolę. - Skipper uśmiechnął się słabo. Kowalski odwzajemnił uśmiech. Od tamtej pory nie ruszał się od przywódcy nawet na krok i nawet posiłki spędzał przy prowizorycznym legowisku, dotrzymując mu towarzystwa.
- Kowalski... Weźcie mnie na stronę. - naukowiec zerwał się z ziemi i wziął przywódcę za skrzydło.
- Johnson! - zawołał w stronę namiotu. Oboje, podtrzymując Skippera, poprowadzili go w stronę latryny. Przypilnowali w czasie załatwiania potrzeby i położyli z powrotem na legowisku.
- Wody... - wyszeptał któregoś dnia Skipper. - Kowalski, wody... - porucznik pobiegł w stronę namiotu, ale kiedy wrócił Skipper leżał na kocu bez życia. Kubek z wodą wylądował na ziemi.
- Szefie! - Kowalski potrząsnął dowódcą. - Szefie! Sanitariuszkę! Pomocy! - do oczu porucznika napłynęły łzy. Abigail przystąpiła do reanimacji. Kowalski stał przy dowódcy, sparaliżowany strachem, zanosząc się histerycznym szlochem.
Skipper przebudził się  prawie z krzykiem, ale powstrzymał się, słysząc dzwonek do drzwi. Wygrzebał się spod koca, zwlókł z kanapy i pognał do korytarza.
- Mam wyniki obrazowania. - powiedziała pani Ola, stojąca na progu i podała mi kopertę. Skipper czepił się mojej nogawki i spojrzał na panią doktor.
- Obrazowanie wykazało wzmacniające się masy w wielu płatach płuc Skippera. Ja go muszę wziąć do szpitala. - Skipper mocniej ścisnął moje dżinsy.
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Moje słodziaki jak to zwykle bywa, podebrały mi, tym razem banana i zażądały pokrojenia go na plasterki, tak żeby mogły go zjeść. I właśnie przystąpiły do konsumpcji z wielce zadowolonymi minkami.
IMG_0476.JPG

Szeregowemu strasznie zasmakowały banany i pochłania jeden plasterek za drugim. Boję się co będzie, jak skończą się nam te jakże egzotyczne owoce, bo zadziwia mnie jak dużo potrafią zjeść pingwiny..
IMG_0478.JPG

Skipper... No tak, skończył swoją porcję i teraz dobiera się do mojej. Nie będę im żałować, nawet jeśli sama miałabym przez to nie zjeść ani kawałeczka. Miejmy nadzieję, że przyjdzie im do głowy coś mi zostawić.
IMG_0482.JPG
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Małe łakomczuch z tych pingwinków :P. Ale lepiej żeby jadły niż żeby miały być niejadkami :D.
  • awatar gość: Fajnie te zdjęcia wyglądają z tymi pingwinami :)
  • awatar Zakira Luna: Kto uwielbia banany łapka.. płetwa... w górę ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›