Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 14 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Dzisiaj dla odmiany wszyscy zwariowali na punkcie Walentynek. Przy śniadaniu (grzanki z pomidorami, kminkiem i serem) miało miejsce rozdawanie kartek walentynkowych. Nawet ja dostałem kilka i było mi odrobinę głupio, że ja nic dla nikogo nie mam. Po śniadaniu oczywiście na stok. Dzisiaj też mogliśmy pozjeżdżać sobie z tego najwyższego, tak jak wczoraj. Akurat zbliżała się pora obiadu, kiedy wyciąg zastrajkował, mną i panią Kremer wstrząsnęło i zawiśliśmy nad bezkresną bielą śniegu. Niby wcale wysoko nie było, ale gdyby ktoś spadł lub skoczył to by się zabił. Wychyliłem się odrobinkę, żeby spróbować zobaczyć co się dzieje, ale pani Teresa pociągnęła mnie za szalik. "Nie wychylaj się tak Kowalski. Musimy czekać, przecież w końcu nas stąd ściągną." Mijała godzina, w brzuszku burczało mi coraz bardziej no i widziałem, że pani Kremer ma kłopot z wysokością. Nie wiedziałem, że też ma akrofobię. Mi za to chciało się do ubikacji. Westchnąłem i odwróciłem się plecami do pani Kremer. Nie chciałem, żeby widziała moje gorączkowe podrygiwania. Po kolejnej godzinie było tylko gorzej. Cały się trząsłem, bolało mnie w podbrzuszu, bałem się, że długo już tak nie wytrzymam. "Proszę pani, ja..." odezwałem się. "Ja muszę do ubikacji." powiedziałem prawie z płaczem. Pani Kremer położyła mi dłoń na ramieniu. "Nic na to nie poradzę." westchnęła. "Staraj się wytrzymać, jestem pewna, że niedługo nas stąd ściągną." Niestety, nie ściągnęli. Skrzydła drżały mi coraz bardziej, gorączkowo przebierałem nogami, pęcherz miałem przepełniony co powodowało ból w podbrzuszu. Wcisnąłem dziób w szalik i rozszlochałem się. Naprawdę chciałem do ubikacji. "Cztery godziny..." westchnęła pani Kremer. "Ja już dłużej nie wytrzymam." zaszlochałem. "Kowalski..." odezwała się pani Kremer, ale ja już nie słuchałem. Czułem, że zaraz stanie się nieszczęście, fotel pode mną i tak był już mokry. Na policzki wypłynął mi rumieniec. Stało się. Pani Teresa usiłowała mnie uspokoić, ale ja tylko szlochałem gorączkowo w szalik. O Boże, nie... Z wyciągu ściągnęli nas pod wieczór. W hotelu odgrzali nam obiad (zupa z porów, zrazy w sosie grzybowym, szpinak zasmażany, a na deser ciastka z orzechami). Starałem się unikać wzroku pani Kremer, a zaraz po jedzeniu poszedłem do siebie i nie reagowałem kiedy próbowała ze mną rozmawiać. Taki wstyd... I to jeszcze w samiutkie Walentynki.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Szkoda mi Kowalskiego... To jednak nie był udany dzień :/.
  • awatar Hanti: To nie jego wina. Nikt by nie wytrzymał 4 godziny. Miał pecha pingwin :(
  • awatar Pisarka~: O matko...Kowalski musi się trzymać... nie chcę, aby miał przez to traumę do końca życia T~T
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›