Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 lutego 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Wczoraj przy śniadaniu nie milkły radosne rozmowy i okrzyki. Mieliśmy mieć pierwszą lekcję jazdy na  nartach. Ale taką poważną, z instruktorem. Akurat smarowałem bułkę konfiturą wiśniową kiedy Gabrysia postanowiła włączyć mnie do rozmowy. Ja sam nie miałem odwagi tak po prostu się wtrącić, ale oni chyba mogę się czuć swobodnie, skoro oni wszyscy są dla mnie tacy mili. Rozmawialiśmy o sprzęcie narciarskim. Zupełnie nie mogłem zrozumieć po co narciarzom okulary przeciwsłoneczne. Dopiero Robert wytłumaczył mi, że słońce odbijające się od bieli śniegu może oślepić tak samo, jak w lecie. Nie wiedziałem. Na stoku podzielono nas na dwie grupy. Początkujący (w tym ja) mieli ćwiczyć chodzenie na nartach. Szło mi to opornie. Na początku nie potrafiłem sobie poradzić z długimi nartami i kijkami. To było strasznie niewygodne. A kiedy już udawało mi się wstać, znowu ślizgałem się i przewracałem. Zaczynało mi się akurat jako tako udawać, kiedy ogłosili przerwę na obiad (rosół, nadziewane ziemniaki, kapusta zasmażana, a na deser placek z truskawkami). Prawdę mówiąc zaczynałem już potrzebować przerwy, bo było mi zimno i chciało się do toalety. Po obiedzie aż do kolacji malowaliśmy nartami wzory na śniegu. No, właściwie to nie tylko to, bo też próbowaliśmy zjeżdżać z najniższych górek. Nie muszę chyba przypominać, że nikt w mojej grupie nie umiał hamować ani skręcać. Parę razy się wywaliłem i stwierdziwszy, że nie mam więcej ochoty zjeżdżać, stanąłem z boku i tylko się przyglądałem. Jeszcze przed kolacją zdążyłem zadzwonić do domu. Kasia wypytywała jak się czuję na obozie, czy wszystko w porządku i co robimy. Pochwaliłem się, że umiem już ustać na nartach, przesłałem buziaki dla niej i w ogóle dla wszystkich i pożegnałem się, tłumacząc, że za chwilę mam kolację. Po kolacji (ja akurat jadłem kanapki z twarożkiem) oglądaliśmy film w sali telewizyjnej. Milioner z ulicy. Jamal Malik, Hindus wychowany w slumsach Bombaju, bierze udział w programie Milionerzy. Zanim chłopak zdąży odpowiedzieć na ostatnie pytanie, aresztuje go policja, oskarżając o oszustwo. Świetne. Długo nie mogłem potem zasnąć.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ojj Kowalski będzie miał co w domu opowiadać :D. A mam takie pytanko, czemu tylko Kowalski pojechal, a inne pingwinki nie?
  • awatar Kate - Writes: @Z życia pewnej gitary: Skipper ma obozy wojskowe, Rico treningi, a Szeregowy jest za mały, żeby gdziekolwiek jeździć samemu. Poza tym tylko Kowalski potrzebuje jako takiego usamodzielnienia.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Kowalski, opcje!: Aaa, więc takie buty :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Dziś po śniadaniu (jajka na bekonie) oczywiście zajęcia na stoku. Dzisiaj uczyliśmy się hamować. Jadąc, trzeba zsunąć narty czubkami do przodu, a rozsunąć z tyłu. Ta technika hamowania to pług. Instruktor mnie pochwalił, bo dość szybko załapałem po co chodzi. W sumie to byłem zmuszony, bo gdybym się nie zatrzymał to walnąłbym w drzewo. Komu przyszło do głowy sadzić to w takiej odległości od stoku? A może samo se wyrosło? Zdarzało mi się co prawda upaść i pod piórkami miałem nawet kilka siniaków, ale teraz już mocno stałem na nartach. Chciałem pozjeżdżać z pagórka, ale niestety najpierw musiałem się na niego dostać. To okropnie trudne, kiedy do nóg przypięte są narty. Wciąż się ześlizgiwałem. Pani Kremer (która nawiasem mówiąc też się z nami uczy) pokazała mi, jak to zrobić; trzeba iść bokiem, małymi kroczkami, wspinać się kawałek po kawałku. Choć to było dość męczące, nareszcie mogłem pojeździć! Wcześniej wszyscy kombinowaliśmy i w efekcie narty przypinaliśmy dopiero będąc na górze. Instruktor mnie pochwalił i powiedział, że mogę sobie zrobić przerwę i iść  z panią Kremer na herbatę. Byłem naprawdę zmarznięty, więc z wdzięcznością przyjąłem tą propozycję. Nie minęło dużo czasu jak dołączyła do nas reszta i zabraliśmy się za obiad (zupa jarzynowa, spaghetti bolognese, a na deser jabłka w kruchym cieście). Jabłek akurat było dużo, więc wszyscy się najedli, a jeszcze zostało. Wieczorem nauczycielki zabrały nas na basen. Ze zdziwieniem przeglądałem program obozu, szukając tam wyjścia na basen, bo w domu nie doszukałem się czegoś takiego. Było "zajęcia fakultatywne; wyjazd na ciepłe źródła, wyjście na łyżwy, lub basen". Musiałem to wcześniej przegapić. Było super. Wygłupialiśmy się, ja nurkowałem, uczyliśmy Cesię pływać. Głównie spadło to na mnie, bo przecież jestem pingwinem i pływać umiem od urodzenia. Poza tym już przecież z Szefem nauczyliśmy pływać Kasię. Powiem nieskromnie, że i z Cesią mi się udało. Po kolacji (była kiełbasa podsmażana) mieliśmy wykład dotyczący NRS czyli Narciarskiego Regulaminu sportowego i sprzętu. Oczywiście skrupulatnie robiłem notatki. Spać położyłem się już o dziewiątej. Jazda na nartach potrafi wykończyć.