Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 grudnia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kowalski zajrzał do pokoju Skippera, a widząc Kate siedzącą przy łóżku - skuloną w kącie i śpiącą, odważył się wejść dalej. Pingwinek położył skrzydło na ramieniu dziewczyny.
- Kate... - odezwał się. - Kate. - powtórzył.
- Hmm? - mruknęła niewyraźnie dziewczyna, unosząc głowę.
- Płakałaś? - spytał Kowalski widząc ślady łez na jej policzkach.
- Nie, wszystko w porządku. - odparła dziewczyna. - Która godzina?
- Już rano. Wychodzę na uczelnię. I po drodze odstawię młodego do szkoły. - Kate kiwnęła głową.
- Masz drugie śniadanie? - spytała.
- Wziąłem od ciebie trochę drobnych, więc coś sobie kupię po drodze. I Szeregowemu też. - Kate potaknęła, a pingwinek musnął dziobem mój policzek. - Pa, do zobaczenia.
- Jasne, cześć. - odpowiedziała dziewczyna.
Kowalski szedł w stronę budynku politechniki z mocno bijącym sercem. To miejsce, które jeszcze nie tak dawno wywoływało podniecenie, teraz budziło strach. Od rozmowy z panią dziekan na temat pierwszego tygodnia wykładów i krępującej wpadki udało mu się jakoś wykręcić, ale nie mógł przecież uciekać w nieskończoność. Wziął głęboki wdech i pewnym krokiem wszedł do budynku, a zaraz potem zamarł w bezruchu. Na końcu korytarza stała pani dziekan, rozmawiająca z dwójką studentów. Kowalski zastanawiał się czy zdąży się dyskretnie wycofać, ale było już za późno. Kobieta zdążyła go zauważyć.
- Panie Kowalski... - zawołała, machając do niego. - Zapraszam do gabinetu. - pingwinek westchnął ciężko, ale posłusznie poszedł za nią. Chwilę potem siedział już w gabinecie, na krześle wykładanym czerwonym pluszem i mocno zaciskał skrzydła na krawędziach krzesła.
- Czy może mi [an powiedzieć coś o zajściu z pierwszego tygodnia wykładowego? - spytała pani dziekan. - Jeśli pan nie pamięta, to przypomnę. Korytarz G. Proszę mnie poprawić jeśli coś pomylę, ale z tego co wiem, potrzeby fizjologiczne załatwia się w toalecie, a nie na środku korytarza. - Kowalski spuścił głowę ze wstydem. Czy naprawdę musiał przechodzić przez to kolejny raz?
- Czy naprawdę musimy o tym rozmawiać? - spytał.
- Nie jest pan w przedszkolu. A to co pan zrobił jest w okropnie złym guście. - odpowiedziała pani dziekan.
- Bo to moja wina, że nie mogłem wytrzymać?! - wypalił Kowalski.
- Marian Czerwiński zgłosił mi całe zajście i zasugerował natychmiastowe usunięcie pana z uczelni, czego oczywiście nie zrobię. Gdyby media się dowiedziały...
- Więc interesuje panią tylko reputacja uczelni?!
- Chcę się tylko dowiedzieć, co panem kierowało. Może chciał pan pokazać innym studentom, że uważa się za lepszego od nich? No, słucham.
- To pani nie chciała mnie wypuścić z zajęć, chociaż o to prosiłem. - odpowiedział Kowalski. - Gdybym wyszedł te pięć minut wcześniej nic by się nie stało.
- Zapytuję więc jakim prawem. Co pomyśleliby sobie inni? - pingwinek z rezygnacją spuścił głowę.
- Wyrzuci mnie pani? - spytał szorstko.
- Nie. Nie mniej będzie pan musiał ponieść konsekwencje...
- W takim razie wyrzucę się sam. - przerwał jej Kowalski. - Może mnie pani skreślić z listy studentów. Do widzenia. - dodał, będąc już przy drzwiach. Pani dziekan coś jeszcze za nim wołała, ale pingwinek już zniknął za drzwiami i z o wiele lżejszym sumieniem wyszedł z budynku politechniki.
- Jestem! - zawołał Kowalski, wychodząc z domu i od razu skierował się do swojego pokoju. wyjrzałam z piętra.
- Czemu tak wcześnie? - spytała Kate. - Coś się stało?
- Nie. Nie będę już studiować na politechnice. - odparł pingwinek.
- Słucham? - odezwała się dziewczyna, schodząc na dół.
- Pani dziekan chciała mnie wyrzucić, więc wyrzuciłem się sam.
- Dlaczego? Co zrobiłeś? - wypytywała Kate, siadając obok niego.
- Ja?! Ja tylko... - Kowalski spłonął rumieńcem. - Wtedy, w pierwszym tygodniu zajęć... Ja... Nie, nie chcę o tym mówić.
- co zamierzasz teraz zrobić?
- Nawet jeśli w tempie ekspresowym wybiorę papiery z politechniki, na inną uczelnię w środku roku akademickiego mnie już nie przyjmą. Ten rok przechodzę z tobą do ogólniaka i spróbuję znowu w przyszłym roku. Mogę zamówić pizzę?
- Zamów. - zgodziła się dziewczyna, ściskając go za skrzydło.
 

abc.atlant
 
Wczoraj były Mikołajki. Co dostaliście? Chwalić się! Ja żeby pokazać wam prezenty, muszę poczekać do weekendu, ale okazało się, że do internatów święty Mikołaj też przychodzi. Dostałam trochę drobiazgów od współlokatorek i w szkole też. Dostałam peeling do ciała - gruszkowy (kocham wszystko co gruszkowe), mydełko, które pachnie pierniczkami, ręcznie robiony obrazem z Johnnym Deppem, breloczek - słynny słoik z ziemią kapitana Jacka Sparrowa, pokrowiec na telefon w panterkę i kilka sznurkowych bransoletek. A w szkole komin w zielono-beżową kratkę.

Wczoraj, w Mikołajki dużo się działo. I nie bardzo można to nazwać pozytywnymi rzeczami. Właściwie wczoraj wieczorem byłam przekonana, że nazwę te Mikołajki najgorszymi w życiu. Ale nie, nie było przecież wcale tak źle. I zaraz się dowiecie dlaczego zmieniłam zdanie.

Zaczęło się od tego, że do szkoły przyszły nasze mundury (prawie)policyjne. I okazało się, że krawcowa spieprzyła sprawę na całej linii. Połowa z nas dostała za duże bądź za małe koszule, a okazało się, że wszystkie dziewczyny, które zamówiły spodnie dostały te spodnie za małe. I ciekawa jestem co teraz zrobią, skoro pasowanie na (nazwijmy to roboczo) początkującego gliniarza już jutro. Wśród tych od za małych spodni jestem też i ja. Ale tutaj sprawa wygląda inaczej, bo ja biorę udział w musztrze paradnej i mam być w spódnicy (którą musiałam pożyczać od starszych klas), więc te spodnie nie są mi na już, teraz, natychmiast potrzebne.

W samiutkie Mikołajki dostałam jedynkę z matematyki. Możecie sobie wyobrazić moją reakcję. Nie, nie darłam się i nie wyklinałam matematyka (no może w myślach), ale nie powiem, że wychwalałam go pod niebiosa. Z kontekstu możecie sobie dopowiedzieć resztę.

Za to dzisiaj wszystko się jakby podniosło z tego dołka, w który wpadło i jest całkiem okey, a moja szkołą jest najpiękniejszym miejscem na ziemi. I naprawdę tak uważam. A szczęśliwa jestem nie dlatego, że skrócili nam lekcje, choć to też znaczący czynnik. Po prostu zaczyna mi się układać z osobą, o której wspominałam sześć dni temu, jakieś pięć wpisów niżej. A motylki w sercu, które czuję za każdym razem kiedy ją widzę są cudowne. I niech goszczą tam jak najdłużej.

Dla tych wszystkich, którzy zrozumieli coś z mojego podejrzanego bełkotu wielki szacun.
  • awatar Pauline Liévre: Ja dostałam na Mikołajki ubrania i cukierki. W szkole to samo c: Fajnie, że Ci się układa:)
  • awatar Hanti: Dobrze, że u Ciebie już wszystko ok :)
  • awatar SugarFirefly: Ja w wolnej chwili dodam wpis z mikołajkowymi prezentami. Jezu, to co oni za krawcową zatrudnili? XD Pewnie"ciotka po znajomości" szyła :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›