Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 grudnia 2016

Liczba wpisów: 6

abc.atlant
 
- Pościeliłam ci na kanapie. - powiedziała Kate. Ciocia Cenia skinęła głową. Miała się właśnie kłaść i powoli wszyscy szykowali się już do spania.
- Pozostałe śpią? - spytała ciocia.
- Sprawdzę. - odpowiedziała dziewczyna. - Możesz kąpać się pierwsza. - dodała i zajrzała do Kowalskiego.Pingwinek siedział przy lampce nocnej nad książką. Kate usiadła obok niego.
- Kładź się już, dobrze? Jest późno. - powiedziała dziewczyna, gasząc lampkę. Kowalski podniósł wzrok i na powrót zaświecił światło.
- Chcę jeszcze posiedzieć. - powiedział. - Nie jestem zmęczony.
- Kowalski, jest już po północy. Najwyższy czas spać.
- Co z tego? Nie muszę jutro nigdzie iść ani zrywać się bladym świtem. Poza tym chcę jeszcze poczytać.
- Jesteś zły? - spytała Kate.
- Tak. Tak, jestem zły. Spędzasz całe dnie i noce zamknięta w pokoju na poddaszu. Nie interesuje cię co się z nami dzieje, nie obchodzi cię czy Szeregowy jest w domu zamiast w szkole, czy mamy co jeść, nawet gdyby któryś z nas zrobił sobie krzywdę, nie interesowałoby cię to. Czy Szefowi naprawdę coś się stanie, jeśli przez chwilę cię koło niego nie będzie? Nawet obiadu nie chciało ci się ugotować.
- Nie radzę sobie z tym wszystkim, rozumiesz?
- Tak dalej to sobie wmawiaj. - prychnął Kowalski.
- Przepraszam cię bardzo, podobno jesteś już dorosły! - Kate podniosłą głos. - Nie mógłbyś od czasu do czasu ugotować obiadu? Zrobić zakupów?
- Do wczoraj chodziłem na uczelnię.
- I to cię zwalniało z domowych obowiązków? Jakoś nie sądzę. - Kowalski z hukiem zamknął książkę i nakrył się kołdrą po sam dziób. - Mhm... - dziewczyna pokiwała głową. - Najlepiej udawać, ze nic się nie dzieje. Jak zwykle!
- Przestań! - pingwinek zerwał się z łóżka. - Może to moja wina, że Szef zachorował?!
- Co to za wrzaski? - odezwała się ciocia Cenia, zaglądając do pokoju. - I to jeszcze o tej porze?
- Dobranoc. - uciął Kowalski, z powrotem się kładąc. Katie za to z trudem powstrzymała się od trzaśnięcia drzwiami.

Po przespanej nocy Skipper czuł się odrobinę lepiej, choć wyglądał tak samo mizernie jak poprzedniego dnia. Gorączka wciąż się utrzymywała, a piórka miał pozlepiane od potu.
- Kate, zmień mu pościel. - poprosiła ciocia Cenia, biorąc pingwinka na ręce. - A ciebie zaraz posadzimy w wannie. - dodała, przytulając Skippera do siebie.
Chwilę potem pingwinek stał w wannie, przytrzymując się ramienia cioci Ceni. Po piórkach spływały mu strugi ciepłej wody, ale pomimo to Skipper drżał z zimna.
- Jeszcze troszeczkę. - uspokoiła go ciocia. - Jeszcze chwilkę.
- Zimno. - zaprotestował pingwinek.
- Wiem, kochanie, wiem. Już kończę. - ciocia Cenia owinęła Skippera ręcznikiem i wytarła do sucha. - Już idziemy do pokoju. - pingwinek przekręcił się w jej ramionach. Nie chciał być traktowany jak dziecko, ale odkrył, że podoba mu się kiedy wszyscy się nim zajmują i o niego troszczą. Wcześniej nigdy nie doświadczył nic takiego. Ułożył się wygodnie, kiedy ciocia położyła go do łóżka. Chyba zaczynało mu się polepszać. Ból w piersi nie był już tak natarczywy i łatwiej mu się oddychało.
- Może coś zjesz? - spytała Kate, siadając obok niego z talerzykiem z ciastem brzoskwiniowym w ręce. Pingwinek kiwnął głową, a dziewczyna wsunęła mu do dzioba łyżeczkę z ciastem. Skipper zamarł w bezruchu. Do dzioba napłynęła mu ślina, żołądek skręcił się z głodu. Bał się przełknąć. Nie chciał zwymiotować. Wreszcie połknął to, co miał w dziobie. Na razie nic się nie działo, ale nie chciał więcej. Odwrócił głowę, kiedy Kate spróbowała mu wsunąć łyżeczkę do dzioba.
- Na później. - wyszeptał. Dziewczyna odstawiła talerzyk na szafkę nocną i pomogła pingwinkowi się położyć. Skipper przekręcił się na bok, starając się zasnąć. Świeża pościel pachniała perfumowanym płynem do płukania, co działało kojąco. Pingwinek przesunął skrzydłem po prześcieradle. Nigdzie nie było kocyka. Wychylił się, próbując dosięgnąć granatowego polaru, który zdążył skopać na podłogę.
- Pomogę. - powiedziała Kate, kładąc kocyk na kołdrze. Skipper jednak nie ruszył się z miejsca. Zakręciło mu się w głowie, a żołądek podszedł do gardła. Zwymiotował wprost na podłogę.
 

abc.atlant
 
Kate siedziała przy stole w kuchni, powoli mieszając herbatę. Po policzkach leciały jej łzy, nad którymi nie mogła zapanować. Powinna sprawdzić przynajmniej co u Rico, ale z salonu dochodziły dźwięki włączonego telewizora, co sugerowało, że pingwinek znajduje się właśnie tam. Szeregowy był jeszcze w szkole, a Kowalski przed chwilą wyszedł z domu, żeby go odebrać. Mogła więc płakać bez skrępowania, tym bardziej, że ciocia Cenia chwilę temu wyszła po zakupy.
Skipperowi znowu podniosłą się gorączka. Nie chciał jeść, chociaż musiał być strasznie głodny. Jednakże wszystko, co trafiało do jego brzuszka powodowało bunt organizmu. Pingwinek kaszlał i wymiotował, przez co był coraz bardziej wykończony. Dziewczyna wiedziała, że powinna być teraz przy nim, ale naprawdę nie potrafiła patrzeć jak się męczy.
Kilka razy do drzwi zadzwonił dzwonek, a kiedy odpowiedzi nie było do mieszkania zajrzała mniej więcej trzydziestoletnia kobieta. Rozejrzała się po przedpokoju, a potem weszła do kuchni.
- Kate? - odezwała się, widząc, że dziewczyna niemalże kładzie się na stole. Z trudem podniosła głowę.
- Pani Irena... - wyszeptała, na nowo zaczynając płakać. Nauczycielka odłożyła torebkę na stół i położyła dłonie na ramionach Kate, przyłożyła dłoń do policzka.
- Kate, co ci jest? - spytała. Dziewczyna pokręciła głową.
- Mi nic. - odpowiedziała. - Ze Skipperem gorzej. Ma zapalenie płuc i czterdziestostopniową gorączkę. - pani Irena delikatnie acz stanowczo postawiła dziewczynę na nogi i przytuliła mocno. Kate wciąż jeszcze płakała, ale chwilę potem była już o wiele bardziej przytomna. Nieśmiało objęła nauczycielkę. Jeszcze nikt nigdy jej tak nie przytulał. Tak mocno, z taką czułością, niemalże matczynym uczuciem. I chciała być tak przytulana jak najdłużej.
- Już? W porządku? - odezwała się pani Irena. Dziewczyna pokręciła głową przecząco. Wdychała zapach delikatnych perfum nauczycielki, pod policzkiem czuła materiał płaszcza.
- Mamo... - wyszeptała ledwo dosłyszalnie. Tak chciała, żeby to naprawdę była jej mama.
- Kate, jestem! - zawołała ciocia Cenia, wchodząc do korytarza i wtedy Kate oprzytomniała. - Kupiłam majeranek, więc gotujemy pomidorową! Katie? - dziewczyna powoli odkleiła się od pani Ireny i obejrzała na ciocię, ocierając łzy.
- Dzień dobry. - nauczycielka postanowiła przejąć inicjatywę. - Jestem wychowawczynią Katie. Od paru dni nie ma jej w szkole, więc chciałam sprawdzić czy wszystko w porządku. I z tego co widzę potrzebujecie pomocy. - pani Irena zdjęła płaszcz i powiesiła na oparciu krzesła. - Kate, pokaż mi Skippera.
- Nie chce nic jeść, skacze mu temperatura, wymiotuje, ja już naprawdę nie wiem co robić. - tłumaczyła Kate, kiedy pani Irena pochylała się nad śpiącym Skipperem.
- Dostał antybiotyki? - spytała nauczycielka. Dziewczyna kiwnęła głową. - Pokaż opakowanie. - pani Irena przez chwilę studiowała skład chemiczny lekarstwa. - Ma na coś uczulenie?
- Tak, na... penicylinę. - przypomniała sobie Kate.
- Stąd wymioty. - nauczycielka oddała jej opakowanie. - Trzeba odstawić antybiotyk, a w zamian podawać mu coś innego. Mogę podejść do lekarza jutro po pracy i po południu coś ci przyniosę, a jeden dzień bez lekarstw jakoś da się przeżyć. Mogę spytać kiedy ostatni raz spałaś?
- Wczoraj, ale tylko parę godzin. Nie jestem zmęczona. - Skipper przekręcił się z westchnieniem na drugi bok i otworzył oczka. Sen naprawdę dobrze mu zrobił. Pingwinek przeciągnął się rozkosznie i usiadł opierając się o poduszkę. Kate uśmiechnęła się.
- Jak się czujesz Skipper? - spytała pani Irena. - Boli cie coś?
- Nic mi nie jest. - zakaszlał pingwinek.
- Zaraz będziemy robić obiad. Zjesz odrobinkę zupy pomidorowej?
- Nie chcę. Zwymiotuję. - zaprotestował Skipper.
- Nie będziesz już wymiotować. - powiedziała nauczycielka. - Uwierz mi. - pingwinek spojrzał na nią z ufnością. Potem przeniósł wzrok na Kate.
- Co ci się stało w twarz? - zapytał. Dziewczyna przyłożyła dłoń do policzka, na którym pewnie wciąż było widać ślady łez.
- Nic, naprawdę. - odpowiedziała. - Ważne, że ty czujesz się lepiej.
 

abc.atlant
 
Będąc z powrotem w kuchni Kate ochlapała sobie twarz zimną wodą, co odrobinę pomogło. Ciocia Cenia odrabiała z Szeregowym lekcje. Najwyraźniej chłopcy zdążyli już wrócić. Pani Irena założyła fartuszek, podwinęła rękawy od bluzki i wzięła się za obieranie pomidorów. Kate stanęła obok, wiążąc włosy. Również miała na sobie fartuszek i chwilę później zaczęła ugniatać ciasto na lane kluseczki. Obie zdecydowały, że domowe będą najlepsze.
- Znowu podniosła mu się temperatura. - zaczęła dziewczyna.
- Będzie dobrze. To normalne, ze pod wieczór temperatura rośnie. - odpowiedziała pani Irena.
- Tym razem ma już ponad trzydzieści dziewięć stopni. - nauczycielka wrzuciła do garnka pokrojone pomidory, wytarła ręce i objęła Kate ramieniem. Dziewczyna spojrzała na nią.
- Powiedz mi Katie, czy po trzech latach samotności nie chciałabyś mieć w końcu... prawdziwej mamy?
- Czy pani chce mnie... - zaczęła Kate.
- Myślałam nad tym. I fajnie byłoby mieć w domu jakąś energiczną licealistkę. - dziewczyna powoli odsunęła się od nauczycielki.
- Co z pingwinami? - spytała niepewnie.
- Nie bój się. Myślisz, że pozbawiłabym cię jedynej rodziny, którą masz tu, na miejscu? - Kate patrzyła niepewnie na panią Irenę. Nauczycielka uśmiechnęła się i wyciągnęła do niej dłoń.
- Chodź tutaj. - Kate nie wiedziała czy na pewno może, ale w końcu tęsknota za matczynym ciepłem zwyciężyła.
- Pomyślisz nad tym? - spytała pani Irena.
- Pomyślę, obiecuję. - odpowiedziała Kate. - Skończmy tą zupę, bo Skipper musi być naprawdę głodny. - dodała, wracając do ugniatania ciasta na kluseczki.
- Dzielna dziewczyna. - powiedziała nauczycielka. Kate w jednym momencie przestała się uśmiechać, ale musiała przyznać kobiecie rację. Chwilę potem zupa bulgotała w garnku i wystarczyło ja tylko doprawić. Kate z westchnieniem zdjęła z włosów gumkę i odwiązała fartuszek.
- Wygląda pysznie. - stwierdziła.
- Nie ugotowałyśmy jej tylko dla Skippera. - przypomniała pani Irena. - Siadaj i jedz.

Kowalski stanął pod pokojem Skippera, nie mając śmiałości wejść do środka. Z wahaniem położył skrzydło na klamce.
W tym samym momencie Skipper pokasływał, zwijając się w kłębek. Wszyscy o nim zapomnieli, nawet Kate. Nikt nie zapukał, nie spytał czy nie chce pić, czy nie przynieść mu wody.
- Kate! - zawołał wreszcie, najgłośniej jak mógł. Kowalski niepewnie uchylił drzwi. - Kate! Wody... - Kowalskiego zmroziło. Zaraz jednak pognał po schodach na dół, do kuchni.
- Kate! - zawołał. - Szef chce wody! - dodał od progu.
- Jasne. - odpowiedziała dziewczyna, zrywając się od stołu. Chwilę potem weszła do pokoju Skippera ze szklanką wody w dłoni. Kowalski oczywiście przydreptał za nią. Musiał wiedzieć, co u dowódcy.
- Zostań Kowalski. - poprosiła Kate. - Nie chcę, żebyś się zaraził.
- Nie miałbym nic przeciwko temu. - odparł zaczepnie Kowalski. Dziewczyna przykucnęła obok niego i potarmosiła po piórkach.
- Nawet nie waż mi się tak myśleć. - odpowiedziała dziewczyna, ale zaraz uśmiechnęła się. - Przepraszam za tamtą awanturę. Miałeś rację, to nie byłą twoja wina. I dziękuję ci. - mocno przytuliła pingwinka do siebie i poszła do Skippera. Pingwinek usiadł w pościeli i oparł się o poduszkę. Szklankę wody pochłonął w kilku łykach. Potem przeniósł wzrok na Kowalskiego, stojącego w drzwiach. Kowalski uśmiechnął się. Do pokoju zajrzała pani Irena i usiadła na skraju łóżka z miseczką zupy w dłoni.
- Proszę, zjedz trochę Skipper. - powiedziała. - Nie martw się, nie zwymiotujesz. Musisz coś zjeść. Poczekaj, podmucham... Otwórz dziób. Dobrze... - zupa byłą ciepła, a lane kluseczki miękkie. Skipper czuł jak zupa spływa mu do brzuszka. Ciepło rozchodziło się po całym ciele. W pewnym momencie zakrztusił się jednak i rozkaszlał.
- W porządku? - spytała pani Irena, klepiąc go po plecach.
- Skipper... - odezwała się niespokojnie Kate. Ale atak kaszlu na szczęście minął i reszta zupy zniknęła w zawrotnym tempie. Naprawdę musiał być głodny. W końcu jednak pingwinek zrobił się senny i opadł z powrotem na poduszkę.
- Daj mu odpocząć. - powiedziała pani Irena. - Resztę zje później. - pingwinek zamknął oczy niemal natychmiast zasypiając.
 

abc.atlant
 
- Dobranoc Kowalski. - powiedziała pani Irena, dokładnie otulając pingwinka kołdrą.
- Gdzie jest Kate? - spytał Kowalski.
- Już śpi. Zasnęła najwcześniej. - odpowiedziała nauczycielka.
- W ogóle się już nami nie interesuje. - poskarżył się pingwinek.
- Zastanawiałeś się dlaczego? Cały swój czas spędza przy Skipperze. Jest jej teraz tak samo ciężko jak i wam. Bądź dla niej wyrozumiały w tym okresie. I pomóż jej zamiast się denerwować. Dobrze?
- Dobrze. - potaknął Kowalski. - Dobranoc. - pingwinek zwinął się w kłębek, a pani Irena zgasiła światło i wyszła z pokoju. Zajrzała jeszcze di Kate i po przekonaniu się, że dziewczyna mocno śpi, zaczęła szykować się do wyjścia. Z salonu wyjrzała ciocia Cenia.
- Dlaczego pani wtrąca się w nieswoje sprawy? - spytała.
- Proszę wybaczyć, ale uważam, że to jak najbardziej moja sprawa. - odpowiedziała nauczycielka. - Jestem wychowawczynią Kate i przejmuję się jej dobrem, zwłaszcza, że widzę, że mieszka sama. I jest to dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, bo przecież ma rodzinę.
- Nikt z nas nie ma warunków, żeby wziąć do siebie dorastającą dziewczynę i cztery pingwiny. Pomagamy jej w inny sposób. Przysyłamy pieniądze, przyjeżdżamy kiedy trzeba...
- A ona o nic nie prosi i na nic nie narzeka?
- Tak. To dzielna i samowystarczalna dziewczyna.
- Ale o tym, że marzy o prawdziwej mamie już pani nie wie? - pani Irena zarzuciła torebkę na ramię. - Nie wie pani też, że Kate nie radzi sobie sama, ale nie chce nikomu sprawiać kłopotu.
- Ona to pani powiedziała? Lubi się czasem poużalać nad sobą. - ciocia Cenia wzruszyła ramionami.
- Będę się starać o przyznanie mi prawa do adopcji.
- Nie dostanie go pani. Nie bez zainteresowania ze strony sierocińców. A ich zainteresowania chyba pani nie chce.
- Nie chcę. Ale jak go uniknę to już moje zmartwienie. Do widzenia.

Kate stała właśnie przy kuchence kiedy następnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kowalski, otworzysz?! - zawołała dziewczyna, mieszając sos pomidorowy.
- Oczywiście! - odpowiedział pingwinek i pognał do korytarza. Chwile potem do kuchni zajrzała pani Irena.
- Dzień dobry. - przywitała się, zdejmując płaszcz. - Mmm... Jakie zapachy. Spaghetti? - Kate pokiwała głową.
- Tak. - odpowiedziała. - Zje pani? - spytała, stawiając na stole talerz pełen makaronu. Nauczycielka uśmiechnęła się.
- Oczywiście. - odpowiedziała. - A mogłabym najpierw do łazienki? Bo ja prosto ze szkoły i nie miałam czasu.
- Tak, jasne. To są następne drzwi na prawo. - dziewczyna pokierowała nauczycielkę i usiadła przy stole. - Chłopcy, jemy! - zawołała.
- Jak Skipper? - spytała pani Irena, kiedy wszyscy siedzieli już przy stole. - Nic się nie pogorszyło, mam nadzieję.
- Nie. - odpowiedziała Kate. - Wręcz przeciwnie. Nie wymiotuje, rano wmusiłam w niego odrobinę kaszki na mleku. Gorączka ciągle jest wysoka, ale nie podnosi się już bardziej. Kaszle, boli go w piersi, ale wydaje mi się, że jest lepiej, naprawdę.
- Byłam u lekarza, przyniosłam ci ten antybiotyk. - nauczycielka wyjęła z torebki opakowanie tabletek.
- Dziękuję. Bez penicyliny mam nadzieję. - pani Irena pokiwała głową, kończąc jedzenie. - Ile jestem pani winna?
- Nic. - odpowiedziała nauczycielka, wzruszając ramionami.
- Jak to nic? - powtórzyła za nią dziewczyna, zamierając w bezruchu.
- Mieszkasz sama, na pewno masz ważniejsze wydatki niż antybiotyki. - Kate próbowała jeszcze protestować, ale pani Irena była zdecydowana jak mało kto, więc w końcu ustąpiła. Uśmiechnęła się lekko, pochylając się nad talerzem.
- Twoja ciocia jest? - spytała nauczycielka.
- Pojechała dzisiaj rano. - odpowiedziała dziewczyna, zbierając talerze.
- Nie powinna cię teraz zostawiać samej.
- Nie mam jej tego za złe, musiała wracać do pracy. - pani Irena złożyła dłonie na piersi. Wcale jej się to nie podobało. Ale nie mogła nic poradzić na kompletną ignorancję rodziny Kate. Przynajmniej na razie. Po raz kolejny wróciła myślami do swojej wizyty w urzędzie. Miała nadzieję, że jej prośba zostanie rozparzona pozytywnie
 

abc.atlant
 
Skipper poruszył się niespokojnie przez sen i otworzył oczy, przekręcając się na bok. Przeciągnął się rozkosznie.
- Dzień dobry. - odezwał się szeptem, widząc obok siebie panią Irenę. Nauczycielka uśmiechnęła się do niego.
- Cześć Skipper. - odpowiedziała. - Jak się czujesz?
- Lepiej. - pingwinek zakaszlał. Potem patrzył jak nauczycielka wsypuje do szklanki z wodą antybiotyk w proszku.
- Trzymaj, wypij. - pani Irena podała mu szklankę. - Nie bój się. Zobaczysz, ze od razu postawi cie na nogi. - pingwinek posłusznie przytknął szklankę do dzioba.
- Gdzie jest Katie? - spytał.
- Zasnęła na kanapie w salonie. Musiała być naprawdę zmęczona. Może chcesz coś słodkiego? Zostawiliśmy ci trochę ciasta. - pingwinek pokręcił przecząco głową.
- Później. - powiedział, z powrotem wsuwając się pod kołdrę. Pani Irena dokładniej otuliła go kołdrą i posiedziała przy nim, dopóki nie usnął. Potem zeszła na dół.
- Proszę pani... - odezwał się Kowalski, wyglądając z pokoju na korytarz. - Może nam pani pomóc?
- To zależy w czym. - nauczycielka poszła za pingwinkiem do pokoju i nachyliła się nad otwartym zeszytem ćwiczeń.
- Szeregowy ma podpisać części ciała ludzkiego. Szczegółowo. Ja się nie znam na anatomii, a pani uczy biologii w liceum, więc pomyślałem, że mogłaby nam pani powiedzieć co jest czym. - pani Irena usiadła przy biurku, sadzając sobie Szeregowego na kolanach.
- To jest śródstopie. - powiedziała, pokazując odpowiednie miejsce. - Nasada nosa. A to nie jest nadgarstek tylko śródręcze. Nadgarstek jest tutaj. Dalej już sobie poradzicie, to proste. - Szeregowy uśmiechnął się do nauczycielki, Kowalski również posłał jej spojrzenie pełne wdzięczności.
- To prawda, że ubiega się pani o prawo do adopcji? - spytał.
- Tak. - odpowiedziała pani Irena, wstając od biurka.
- Z całego serca pani kibicuję. - powiedział pingwinek. - Jest pani najlepszą kandydatkę na mamę naszej Kate.
- Kate! - usłyszała dziewczyna i westchnęła. Nie chciała jeszcze wstawać. - Kate, pobudka! - chcąc nie chcąc otworzyła oczy, a widząc nad sobą panią Irenę, poderwała się do pozycji siedzącej. Przeciągnęła się, ziewając.
- Jak długo spałam? - spytała Kate, przecierając oczy.
- Trzy godziny. - odpowiedziała nauczycielka, siadając obok. - Muszę już iść. - dodała. - Zajrzę do ciebie jutro.
- Niech pani zostanie. - poprosiła dziewczyna. - Proszę zostać.
- Nie mogę. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. - dziewczyna spuściła głowę, wiedząc, że nic nie wskóra.
- Mogę mieć do pani prośbę? - spytała. - Przytuli mnie pani? - pani Irena objęła ją ramieniem i przytuliła mocno. Kate oparła głowę na jej ramieniu.
- Pytała pani czy nie chce mieć prawdziwej mamy. - zaczęła. - Pani naprawdę chce mnie adoptować?
- Tak, jeśli i ty tego chcesz. - nauczycielka spojrzała na nią.
- Chcę. - odpowiedziała dziewczyna. - Naprawdę chcę.
- Nie będziesz już Kate Evans, tylko Katarzyną Jarocką. I trzeba będzie rozważyć waszą przeprowadzkę do mnie.
- Czy akurat to możemy na razie zostawić? Na Pragę przeprowadziliśmy się ledwie trzy miesiące temu. A pingwiny nie zniosą kolejnej przeprowadzki. Dopiero się tu zadomowiły...
- Pomyślimy nad tym. - obiecała pani Irena. - Teraz naprawdę muszę już iść. - Kate podreptała za nauczycielką do przedpokoju.
- boję się. - powiedziała. Pani Irena przerwała zakładanie płaszcza i spojrzała na nią pytająco. - Samotności. - wyjaśniła dziewczyna.
- Jesteś naprawdę dzielna dziewczyną, dasz sobie radę. Tak jak dałaś sobie rade z Dominiką, pamiętasz? - Kate uśmiechnęła się.
- Nie każdy miałby odwagę uderzyć ulubienicę nauczycielki. - powiedziała.
- Nie jest i nigdy nie była moją ulubienicą. - nauczycielka położyła jej dłoń na ramieniu. - Wiem, że myślicie, że jest, ale nie jest. Jakkolwiek to brzmi. - uśmiechnęła się.
- No ale... Pani ją o wszystko zawsze pytała, pani ją uwielbia... - dziewczyna przerwała, widząc, ze pani Irena kręci głową.
- Bo chciałam wiedzieć ile umie. Nie myśl o niej więcej jak o mojej ulubienicy. Widzimy się jutro, do widzenia. - nauczycielka wyszła z domu, a Kate po chwili wahania pobiegła za nią i jeszcze raz przytuliła mocno.
 

abc.atlant
 
Pewnie zastanawiacie się skąd poniżej pięć rozdziałów pod rząd, skoro już gdzieś się tam pojawiły i zostały przeczytane, a niektóre skomentowane. Otóż Pinger znowu postanowił ześwirować i w prezencie przedświątecznym zeżarł tychże pięć rozdziałów, a ściślej mówiąc po prostu je zniknął. Dobrze, że wszystko zapisane w Wordzie i można było to naprawić, ale nie zmienia to faktu, że na Pingera jestem bardzo zła. Zróbmy coś, żeby administratorzy wreszcie wzięli się w garść i odnowili nam serwis, bo to się zaczyna robić naprawdę denerwujące.

Poza tym u mnie wszystko w porządku, mogę wręcz rzec, że nawet bardziej niż tylko w porządku. Dostałam nowe materiały na konkurs z biologii i jeszcze zostałam wytypowana do konkursu ekologicznego. Żeby w nim startować dostałam polecenie odgórne od pani Ireny i ani myślę go zlekceważyć. Czyżbym została dostrzeżona? Ja i to jak bardzo mi zależy? Niemniej, żeby uszczęśliwić panią Irenę... wszystko.

A moja miłość? Bo widzę, że o to pytacie. Cóż, trwa. I to jest coś niesamowitego. Zastanawiam się jak mogłam do tej pory pisać o miłości, skoro dopiero teraz czuję na czym to dokładnie polega. I powiem wam, że tego się nie da ściśle opisać. Nie to, co teraz czuję. Wystarczy, że widzę tą osobę i na twarzy od razu pojawia się uśmiech. Dzisiaj jak z nią rozmawiałam to tak naprawdę byłam o krok od szaleństwa. Widziałam te cudowne oczy - teraz wiem, że są ni niebieskie, ni szare, ten idealny uśmiech, te śliczne usta. I mogłabym na tą osobę patrzeć cały czas bez przerwy, bo jej widok zapewne nigdy mi się nie znudzi. Czuję się tak jakbym mogła naprawdę zrobić mnóstwo rzeczy niemożliwych. Gdybym została o to poproszona to bym dla tej osoby gwiazdę z nieba zerwała, wyhodowała jednorożca i zrobiła mnóstwo innych cudownych rzeczy. Mam ochotę krzyczeć z radości, bo w końcu mam kogoś na kim mi zależy najbardziej na świecie i mam nadzieję, ze tej osobie też zaczyna na mnie zależeć.

Ze względu na Pingera i na to, że choć już przestaję być na niego zła to jednak wciąż jeszcze trochę jestem to one-shot z "Władcy Pierścieni" dopiero jutro. No i dzisiaj dosłownie nawał nauki, a jutro właśnie wręcz przeciwnie. Także, do jutra.
  • awatar everlove: To bardzo fajnie, że znalazłaś swoją miłość. Życzę powodzenia ;) Opisuj nam na bieżąco postępy :)
  • awatar SugarFirefly: a to chłopak czy dziewczyna jest? ;)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Wredny ten Pinger czasami :P. A co do miłości to powodzenia, tylko pamiętaj, miłość jest ślepa, więc nie hoduj jednorożców póki nie jesteś tego pewna :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›