Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 listopada 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski zjadał śniadanie, jednocześnie przeglądając ulotki zabrane z politechniki. Rok akademicki zaczął się dwa dni temu, ale pingwinek najbardziej bał się właśnie pierwszego dnia wykładowego.
- Wszystko dobrze, hmm? - spytałam, siadając obok.
- No, nie całkiem. - odpowiedział mi Kowalski, kładąc głowę na stole.
- Będzie fajnie. - powiedziałam, uśmiechając się. - Nowa szkoła, nowi znajomi... - pingwinek podniósł wzrok.
- Trochę się jednak stresuję. - westchnął.
- To może cię odprowadzić. - Kowalski momentalnie zerwał się od stołu. Nie chciał mi mówić, ale to byłby obciach.
- Nie, dzięki. Ja już pójdę. - powiedział, zbierając książki ze stołu. Kucnęłam przy nim i włożyłam w skrzydło torebkę z drugim śniadaniem. Pingwinek podniósł wzrok i przytulił się do mnie mocno. Odwzajemniłam uśmiech i potarmosiłam go po piórkach.
- Leć już. Chyba nie chcesz się spóźnić na pierwszy wykład. - Kowalski kiwnął głową i wyszedł z domu, machając mi.
Pingwinek nieśmiało szedł korytarzem uczelni rozglądając się wokół za odpowiednią salą wykładową. Zastanawiał się czy zdąży jeszcze pójść do toalety przed zajęciami, ale nie było już czasu, poza tym nie chciało mu się jeszcze tak bardzo i stwierdził, że jeden wykład przetrzyma. Wreszcie stanął przed salą i wszedł do środka, siadając w jednym z ostatnich rzędów. Nie czuł się komfortowo ze świadomością, że spogląda na niego tyle ludzi. Czuł, że zaczyna się rumienić, otworzył więc pierwszy z brzegu podręcznik i schował się za książką, nawet nie zwracając uwagi na to, ze trzyma ja do góry nogami.
- Dzień dobry. - Kowalski podniósł wzrok, słysząc znajomy głos. Do sali wchodziła pani dziekan, która miała prowadzić wykład. Pingwinek poruszył się nerwowo. Zrezygnowanie z pójścia do ubikacji było błędem. Usiłował się skupić na prowadzonym wykładzie pomagając sobie podręcznikiem, ale rozpraszały go spojrzenia, którymi obdarzali go studenci i coraz bardziej nagląca potrzeba do toalety. Wreszcie wybrzmiał upragniony dzwonek, Kowalski zgarnął z ławki swoje rzeczy i skierował się ku drzwiom, ale zatrzymał go głos wykładowczyni.
- Panie Kowalski... - pingwinek jęknął w duchu, ale odwrócił się.
- Tak... Pani dziekan? - kobieta ruchem dłoni przywołała go do siebie.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, jak bardo wszyscy się cieszymy, że przyszedłeś studiować właśnie u nas. - Kowalski nie odezwał się ani słowem. - I mam taką małą prośbę. Z powodu cięć budżetowych grozi nam utrata kółka chemicznego.
- To fatalnie. - odezwał się pingwinek, wdrapując się na biurko.
- To prawda. Ale jest światełko w tunelu. Co roku dzielnica organizuje konkurs chemiczny. Główną nagrodą jest dwadzieścia pięć tysięcy. Jeśli wygramy, ocalimy kółko.
- I mam... startować? - spytał niepewnie Kowalski. - Ja nie...
- Prześpij się z tym i powiesz mi jutro. Wiesz co, jestem twoją największą fanką. Obiecaj mi, że nie piśniesz nikomu ani słowa. Muszę dbać o image. Gdyby grono pedagogiczne się dowiedziało... - pani dziekan roześmiała się. - Nie mogę uwierzyć, że naprawdę przede mną stoisz! pingwinek otworzył dziób chcąc coś powiedzieć, ale kobieta podsunęła mu zeszłoroczny numer "Świata Wiedzy". - Mógłbyś? - Kowalski kiwnął głową biorąc od niej marker.
- Czy ja mogę... już iść? - pytał, oddając jej podpisany magazyn.
- Możesz od razu usiąść, bo zaraz piszemy kolokwium. - pingwinek zmarkotniał. Zapowiadała się ciężka godzina.
Zadzwonił dzwonek i arkusze z zadaniami zostały rozdane. Kowalski przebiegł wzrokiem po pytaniach. Był pewien odpowiedzi na wszystkie. Gdyby tylko tak strasznie nie chciało mu się do toalety. Kręcił się an krześle, mocno ściskał nogi, wreszcie pochylił się wprzód. Zacisnął skrzydło w kroczu. Odrobinę udało mu się uspokoić i wziął się za odpowiadanie na pytania z arkusza. W pewnym momencie poczuł jednak, ze nie jest w stanie dłużej się powstrzymywać. Zdążył już odrobinę popuścić. W jednej chwili oprzytomniał. Usiadł prosto i spojrzał w kierunku pani dziekan, która akurat zbliżała się do niego.
- Czy coś się stało, pani Kowalski? - spytała.
- Nie, wszystko w porządku. - odparł pingwinek. - Ale... można wyjść dot toalety? - spytał nerwowo.
- Tak, bez prawa powrotu na salę. - odpowiedziała pani dziekan. - A widzę, że pan jeszcze nie skończył. - zrezygnowany Kowalski opadł z powrotem na krzesło. Bardzo starał się, żeby nie dać po sobie poznać, co się dzieje, ale gdyby reszta studentów nie byłą zajęta swoimi arkuszami to wiedziałaby, o co chodzi. Kompletnie nie obchodził go już temat kolokwium, powoli wpadał w panikę. Trzęsącym się skrzydłem napisał resztę odpowiedzi, nie myśląc nawet co pisze i zaniósł arkusz pani dziekan.
- Mogę wyjść? - spytał drżącym głosem, prawie z płaczem.
- Do końca pięć minut. Nie zbawi cię to, poczekaj. - odpowiedziała. Pingwinek wrócił na swoje miejsce, czując, ze zaraz się posika.
Wreszcie, słysząc dzwonek kończący godzinę wykładową, porwał z ławki spakowane zawczasu rzeczy i szybkim krokiem skierował się do ubikacji, pod którą ciągnął się już ogonek. Niemalże zgiął się wpół, usiłując wytrzymać te parę minut.
- Hej, może chcesz wejść pierwszy? - spytała dziewczyna, stojąca przy drzwiach. Kowalski poderwał głowę.
- Naprawdę, mogę? - spytał przez łzy, bo po policzkach już leciały mokre strużki.
- Niby dlaczego?! - zaprotestował jakiś chłopak. - To, że przez przypadek dostał Nobla, nie znaczy, że wszystko mu wolno!
- Daj spokój, przecież widzisz, ze nie może wytrzymać. - odpowiedziała mu ta sama studentka. Całą reszta przyglądała się w milczeniu ich kłótni, a Kowalski spoglądał to na jedno to na drugie, zastanawiając się co ma w zaistniałej sytuacji zrobić. Z zamyślenia wyrwał go przepełniony pęcherz, który właśnie postanowił się zbuntować. Poleciało mu. Pingwinek jęknął, mocniej ścisnął nogi, pomógł sobie skrzydłem, kucnął i udało mu się opanować. Rozszlochał się jednak na dobre, po części ze wstydu, a po części dlatego, ze naprawdę nie mógł już dłużej trzymać. Miłą studentka przykucnęła obok.
- Chodź. - powiedziała, wyciągając do niego dłoń. Kowalski tylko pokręcił głową. Nie da rady wstać, a co dopiero iść gdziekolwiek. Zakrył pyszczek skrzydłami, popłakując cichutko, ale w końcu nie wytrzymał. Próbował jeszcze powstrzymywać niekontrolowany potop, ale już nie dawał rady. Poleciało mu, a na parkiecie rozlała się kałuża. Pingwinek odetchnął głęboko, ciągle popłakując. Stojący wokół studenci spoglądali na niego z mieszaniną zażenowania i współczucia. Tylko chłopak, który przed chwilą wykłócał się ze studentką był wyraźnie zniesmaczony i ostentacyjnie odszedł, mówiąc co sądzi o pingwinach na uczelni. Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem.
- Pomóc? - spytała, kładąc dłoń na ramieniu Kowalskiego. Pingwinek pokręcił głową przecząco, a kiedy studentka zaczęła nalegać, nie myśląc o tym co robi, przytulił się do niem mocno.
- Hej, cały jesteś mokry. - zaprotestowała ze śmiechem. - Czekaj. - dziewczyna uwolniła się z jego uścisku i przyniosła z łazienki rolkę ręczników papierowych. Kowalski posłusznie poczekał, choć najbardziej chciał teraz po prostu uciec.
  • awatar Lovely School♡: Co czuję, że ta cała pani dziekan była taka miła dla Kowalskiego tylko po to, by wygrał ten konkurs. Gdyby było inaczej, pewnie zgodziłaby się, żeby poszedł do toalety. - Ohara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›