Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 listopada 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Czym on się tak zmęczył? - spytał pan Frankowski, patrząc na Kowalskiego, śpiącego na fotelu autobusowym obok mnie.
- Nie wiem. - odpowiedziałam. - Dużo dziś chodziliśmy.
- Ale nie aż tak dużo jak wczoraj.
- Powinieneś zobaczyć go wczoraj. - uśmiechnęłam się.
- A jedziemy już do domu, czy jeszcze mamy coś w planach? - zagadnął Skipper, stając mi na kolanach.
- Postanowiliśmy zabrać was do McDonalda. - odpowiedział pan Janusz. - Byliście przecież bardzo grzeczni.
Chwilę potem autobus rzeczywiście stanął pod McDonaldem. Pingwiny wypadły z autobusu jak torpeda, a jeszcze nawet nie zdążyliśmy się dobrze zatrzymać. Zniecierpliwiony Skipper oczywiście zaraz się po mnie wrócił i wyciągnął mnie za rękę na zewnątrz. Okazało się jednak, że nie wzięłam pieniędzy, więc wysłałam po portmonetkę Szeregowego, podczas gdy pozostałą trójka niecierpliwie dreptała w miejscu. Wszystkie najadły się już w Sanoku, ale na hamburgery z McDonalda zawsze znajdzie się miejsce w brzuszku. Chwilę potem siedzieliśmy już przy stoliku.
- Zdecydowaliście się? - spytałam, po dłuższej chwili przeglądania menu.
- Dwa hamburgery, McRoyal, duży kubełek frytek i McWrap. - zaraportował Skipper, salutując mi.
- Plus dla mnie latte machiato. - dopowiedziałam, również salutując i poszłam do kasy.
- Co jest Kowalski? - spytał Skipper, tarmosząc przyjaciela po piórkach. Kowalski uchylił się. - Poważnie, co się dzieje? Jakiś taki przygaszony jesteś.
- Pani Irena zaprasza mnie na ferie na wieś, do jej rodziców. - odpowiedział Kowalski.
- I co w związku z tym? - zdziwił się Skipper.
- Szef nie rozumie? Ferie są za dwa miesiące, nawet więcej, dwa i pół. Nie wiem, czy nie będę chciał pojechać gdzieś z panem Januszem, jak co roku, poza tym nie mam pojęcia jak miałbym przekonać do tego Kate. Powie, że nie mam mowy, bo to naprzykrzanie się i wykorzystywanie ludzi. No i... to jej nauczycielka.
- Chcesz to ci załatwię te ferie.
- Poważnie? - wyrwało się Kowalskiemu, ale zaraz pokręcił głową. - Nie. Nie wiem nawet, czy chcę tam jechać. - Skipper uśmiechnął się.
- Przecież widzę po tobie, że chcesz. - powiedział.
- Wasze zamówienie panowie. - odezwałam się, stawiając na stole tacę. - O czym tak zawzięcie dyskutujecie?
- Kowalski chce jechać do pani Ireny na ferie. - odpowiedział Skipper, odwijając papierek z hamburgera. - Dostał zaproszenie.
- Do ferii jeszcze dwa i pół miesiąca. - zauważyłam.
- Widzisz? Kowalski jest rozchwytywany. Pani Irena ubiegła nawet wujka Janusza, dlatego uważam, że powinnaś go puścić.
- Czy Szef nie umie trzymać dzioba zamkniętego na kłódkę? - spytał Kowalski, który był jednocześnie i wściekły i zawstydzony.
- Jeśli o mnie chodzi, to nie ma problemu, możesz jechać. - powiedziałam, zabierając się za swoją kawę.
- Wiecie co... Wiecie... Nie, po prostu nie! Dajcie mi wszyscy święty spokój! - Kowalski zerwał się od stołu i odmaszerował do toalety. Zawołałam za nim, ale nie zareagował.
- Chyba odrobinkę przesadziłem. - stwierdził Skipper.
- Oj, chyba tak. - potwierdziłam.
W autobusie Kowalski usiadł przy panu Frankowskim, chociaż Skipper próbował go przepraszać. Widocznie czuł się w towarzystwie nauczyciela lepiej niż w naszym. Skipper przyglądał się jak Kowalski rozmawia z panem Januszem i jak wujek go przytula. Potem z westchnieniem opadł z powrotem na fotel.
- Co ja takiego zrobiłem? - spytał. - Przecież chciałem dobrze.
- Na jego miejscu dałabym ci w dziób. - odpowiedziałam. - Przynajmniej nauczysz się nie wtrącać z nieswoje sprawy.
- Hmm... - Skipper odwrócił wzrok zmieszany. - Dziwna sytuacja.
- Tak już bywa Szefie. - odezwał się Szeregowy. - Każdy popełnia błędy.
- Ale wy popełniacie je non stop. Dla mnie to nowość.
- Uwaga załoga, za chwilę ostatni postój! - zawołał pan Frankowski. - Stajemy pod Tesco, ostatnia okazja na zakupienie pamiątek z Bieszczad! - większa część autobusu od razu poszła do supermarketu, Kowalski za to podszedł do nas.
- Postanowiłem wspaniałomyślnie Szefowi wybaczyć. - powiedział.
- O, łaskawca się znalazł. - prychnął dowódca.
- Skipper... - szturchnęłam pingwinka w bok. Skipper westchnął.
- No dobra, przepraszam. Chodź ty tu. - powiedział, wyciągając do Kowalskiego skrzydełka.
  • awatar akademia_rozpaczy : Mało zakończeniowe to zakończenie, ale cieszę się, że nie rezygnujesz i masz zamiar napisać coś nowego i - taką przynajmniej mam nadzieję - dużo lepszego :) Generalnie to powodzenia z następnymi fanfiction, wpadnę jeszcze kiedyś poznęcać się nad LOTR opowiadaniem, więc się strzeż. Mój cień unosi się nad tym blogiem i tak będzie już po wieki wieków... ;D
  • awatar gość: Dlaczego ostatni? Czy nie będziesz już pisać więcej historii tego ff?
  • awatar Stara Szatana: Swego czasu byłam wielką fanką pingwinów z Madagaskaru i chciałam wiedzieć o nich praktycznie wszystko. Gdy trafiłam na twój blog ucieszyłam się że go prowadzisz w tej tematyce i nadal szczerze ci kibicuję byś go prowadziła aczkolwiek muszę zgodzić się z krytyką "gościa" na dole. Trochę obdarłaś te postaci z charakteru. Naukowiec Kowalski biegajacy co chwila do łazienki i czujący nieśmiałość all the time? Nie taki był w serialu. Wynalazki, monologi, eksperymenty z czasem zostały zastąpione łazienką. A bohaterka co rusz ich pociesza, ratuje, przytula. To oni są komandosamiw, to oni ratują. Z tego co wiem nie lubią się przytulać. Proponuję seans dla przypominania. Seriale są najlepsze ;) Ale nie poddawaj się jeśli to sprawia ci radość :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›