Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 listopada 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
I tu nadarza się okazja, żeby odpowiedzieć na pytanie Hanti, która zastanawiała się co się stało z córką Legolasa i Katrin i dlaczego nie pojawia się ona w głównej historii. Gdzieś już o tym mówiłam, ale przypomnę; one-shoty w żaden sposób nie wiążą się z historiami głównymi, dlatego też Sariel nie występuje w rozdziałach głównego opowiadania. Zastanawiam się jednak od pewnego czasu czy by jej tam jakoś nie wcisnąć. Tymczasem zapraszam do czytania. Dziś w rolach głównych Thranduil i Sariel właśnie.

Mała czarnowłosa dziewczynka stała na schodach wiodących do pałacu i smutno patrzyła, jak rodzice wkładają do juków konnych najpotrzebniejsze rzeczy.
- Naprawdę musicie wyjeżdżać? - spytała, mocno przytulając się do matki.
- Sariel, kochanie, już ci to tłumaczyliśmy. - odpowiedziała Katrin tuląc do siebie córeczkę. - Nie możemy nie pojechać. To bardzo ważne spotkanie.
- Ale następnym razem weźmiemy do Rivendell także ciebie. - obiecał Legolas, stając obok. - Myślę, że zabawa z synami Elronda przypadnie ci do gustu.
- Obiecujesz Ada? - spytała dziewczynka.
- Słowo księcia. - odpowiedział Legolas, klękając przy dziewczynce. - Wrócimy zanim się obejrzysz.
- Pamiętaj, bądź grzeczna. - przypomniała Katrin. - Król nie znosi nieposłuszeństwa.
- O to się nie martw. - dziewczyna wstała, widząc Thranduila zmierzającego w ich stronę. -To jeszcze dziecko, Legolas w jej wieku był nie do opanowania. Z nią doskonale sobie poradzę.  - Katrin skinęła głową. - Jedźcie już, to ważne spotkanie. - Sariel pomachała rączką, kiedy wierzchowce niosące na grzbietach jej rodziców oddalały się coraz bardziej.
- Chodź moja droga, nic jeszcze dzisiaj nie jadłaś. - Thranduil delikatnie popchnął Sariel w stronę wrót pałacu, a ośmiolatka posłusznie poszła za nim.
Śniadanie spożywane było w milczeniu, a dziewczynka czułą się nieswojo, siedząc zupełnie sama naprzeciwko króla. Zazwyczaj oprócz niej byli tu jeszcze jej matka i ojciec, a tera została sam na sam z władcą. Co prawda był to członek jej rodziny, jednak nie wiedziała jak z nim rozmawiać. On najwyraźniej nie miał ochoty żeby mu przeszkadzano. Starała się jeść jak najszybciej, tak żeby móc pobiec do swojej komnaty, a przy tym tak jak przystało na młodą damę. Nana od początku wpajała jej, że w pewnych sytuacjach musi zachowywać się jak prawdziwa dama. Była w końcu księżniczką. Pośpiech spowodował niestety, że kawałek chleba utknął jej w gardle. Próbowała pozbyć się go, wymuszając kaszel, ale to nic nie dało. Thranduil podniósł wzrok na dziewczynkę i szybko zorientował się co właściwie próbuje osiągnąć.
- Pochyl się. - powiedział, wstając z miejsca, a gdy tylko to zrobiła klepnął ja w plecy, powodując, ze chleb opuścił jej przełyk. Sariel zakaszlała i odetchnęła głęboko. Niemniej była zawstydzona. Thranduil kucał przy niej, trzymając jedną dłoń na oparciu krzesła, drugą na kolanach.
- Nie musisz się mnie bać kruszyno. - powiedział, biorąc ją za rączkę.
- Ale ja słyszałam jak oni mówili, że... - dziewczynka przerwała, czując, ze powiedziała za dużo. Nie chciała podsłuchiwać, przechodziła po prostu obok sali tronowej i słyszała co niektóre elfy sądzą o jej mamie i o niej samej.
- Co słyszałaś? - zapytał łagodnie Thraduil.
- Jak oni mówili, że ani Nana, ani ja nie powinnyśmy tutaj mieszkać. Bo Nana jest śmiertelniczką. - Thranduil uśmiechnął się łagodnie.
- Wiem, że nie chciałaś podsłuchiwać, ale gdybyś jednak została do końca rozmowy, usłyszałabyś moje zdanie w tej sprawie. - odpowiedział. - Przez jakiś czas rzeczywiście nie darzyłem twojej matki sympatią, jednak okazało się, że to wspaniała kobieta. Potem okazało się też, że nie jest śmiertelniczką, o czym pewnie wiesz. Nikt was stąd nie wyrzuci, bo Leśne Królestwo to wasz dom. Rozumiesz? - Sariel kiwnęła główką. - W takim razie możesz teraz pójść do swojej komnaty. Twoje zajęcia z łucznictwa i fechtunku zostały dziś odwołane. Dziewczynka posłusznie wstała od stołu.
- A czy zabierzesz mnie potem do lasu? - spytała. - Tam jest pięknie.
- Chciałbym, ale mam inne obowiązki. Będziesz musiała pobawić się sama.
Sariel przez nikogo niezauważona wyślizgnęła się na pałacowy dziedziniec. W rączce ściskała niewielki łuk, który zrobił dla niej Legolas. Bardzo lubiła swoje codzienne lekcje, dlatego też postanowiła sama poćwiczyć, nawet jeśli zajęcia były odwołane. Nie zdawała sobie sprawy  tego, że w tym czasie szuka jej cały dwór. Thranduil nakazał jej przecież być w komnacie, a kiedy po upływie dłuższego czasu nie znalazł jej tam gdzie powinna być, natychmiast podniósł alarm. Dziewczynka zwieszała się akurat z gałęzi drzewa głową w dół, kiedy król wypadł na dziedziniec.
- Sariel! - wrzasnął, widząc dziewczynkę na drzewie. Sariel z krzykiem poleciała w dół, przestraszona nagłym okrzykiem króla. Thranduil złapał ja w ostatniej chwili.
- Miałąś być w swojej komnacie! - powiedział twardo.
- Nudziłam się tam. - odpowiedziała dziewczynka. - Czy mogę zostać na dziedzińcu? Jest taka ładna pogoda.
- Nie możesz być tu sama, a ja nie mogę za tobą biegać. Nie każę ci siedzieć w pokoju pod warunkiem, że nie wyjdziesz sama na zewnątrz.
- Niech Tauriel mnie popilnuje! - zaprotestowała Sariel. Bardzo lubiła tą rudowłosą elfkę, która zawsze miała tyle pomysłów.
- Tauriel również ma obowiązki, a ja nie chcę słyszeć żadnych protestów. - odpowiedział Thranduil. - Do środka. - Sariel z niewesołą minką powlokła się do pałacu. Postanowiła pójść do kuchni. Zawsze byłą tam mile widziana, a kucharki trzymały dla niej specjalne smakołyki. Di tego rodzice nie mieli nic przeciwko przebywaniu dziewczynki  kuchni. Królowi się to jednak nie spodobało, bo nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy stanął na progu kuchni.
- Sariel, do mnie! - nakazał. Dziewczynka oderwała się od ugniatania ciasta na chleb - kucharki pozwalały jej od czasu do czasu na drobną pomoc - i posłusznie poszła do komnaty królewskiej.
- Sariel, nie możesz przesiadywać w kuchni. - powiedział karcąco Thranduil. - To nie przystoi damie.
- Dlaczego nie mogę robić tego co lubię? - zaprotestowała dziewczynka. - Nana mi pozwala.
- Ale dziś to ja muszę się tobą zajmować więc bądź łaskawa robić to, o co proszę! - król podniósł głos. - W tej chwili pójdziesz do swojej komnaty i będziesz zachowywać się jak na prawdziwą damę przystało. Sariel bez słowa wybiegła z komnaty. Thranduil westchnął. Ta mała najwyraźniej odziedziczyła charakter po matce. Dziewczynkę znalazł w jednym z głównych korytarzy. Mała siedziała pod jedną z kolumn, zanosząc się szlochem. Obok niej kucała Tauriel, obejmując dziewczynkę ramieniem.
- Tauriel, odejdź. - poprosił król. Elfka skinęła głową i właśnie miała wstać z miejsca, ale Sariel uczepiła się kurczowo jej tuniki.
- Zostań. - poprosiła.
- Nie mogę kwiatuszku, musze wracać do obowiązków. - odpowiedziała elfka.
- Tauriel, wyjdź! - powtórzył Thraduil, a Tauriel oddaliła się szybkim krokiem. - Sariel, posłuchaj mnie...
- Nie! - przerwała mu dziewczynka. - Dlaczego jesteś dla wszystkich taki niedobry?! - krzyknęła i znowu uciekła, tym razem jednak do komnaty. Thranduil po raz kolejny westchnął ciężko. Dlaczego to dziecko musiało być aż tak nieposłuszne?
Chwilę potem król usiadł obok dziewczynki, kulącej się na łóżku z płaczem.
- Sariel, posłuchaj mnie. - poprosił. - Nie ukrywam, że nie umiem dogadywać się z małymi dziewczynkami, ale jeśli oboje damy z siebie wszystko, powinno być lepiej. Może przynajmniej spróbujmy, co? - spytał. - Odwołałem dzisiejsze narady, a Haldir ma zająć się resztą. Mamy dla siebie całe popołudnie.
- I już nie będziesz krzyczał na Tauriel? - spytała dziewczynka, podnosząc główkę.
- Nie będę. - odpowiedział Thranduil. - Słowo króla.
- I pójdziemy postrzelać? - poprosiła Sariel. Thranduil skinął głową.
Następnego dnia rano na dziedziniec wjechały dwa wierzchowce. Sariel, siedząca na schodach pałacu razem  Thranduilem z nadzieją podniosłą głowę.
- Nana! - krzyknęła, machając do Katrin.
- Cześć skarbeńku. - dziewczyna wcięła córkę na ręce i przytuliła. - Jak ci minął dzień? Dobrze się bawiłaś? - Sariel pokiwała twierdząco głową. Popołudnie było naprawdę fajne. Dziewczynka obejrzała się na schody, gdzie jeszcze chwilę temu siedział Thranduil. Teraz go tam nie było. Sariel wysunęła się z uścisku matki i pobiegła do pałacu. Na schodach leżał kawałek drewna i niewielki noży, którym wspólnie z królem próbowała wyrzeźbić małą figurkę. Nie rozumiała dlaczego Thranduil tak nagle zniknął. Pobiegła korytarzem w stronę komnat królewskich i skręciła, widząc znajomy płaszcz za rogiem. Chwilę potem złapała króla za rękę.
- Chodź przywitać się z Naną i Adą. - powiedziała.
- Przywitam się z nimi później. - odpowiedział Thranduil. - Teraz mam inne sprawy na głowie. Poza tym skoro twoi rodzice wrócili, już mnie nie potrzebujesz.
- Wcale nie, właśnie, że potrzebuję, chodź! - Sariel pociągnęła króla z powrotem na dziedziniec i mocniej ścisnęła go za rękę, kiedy schodził po schodach.
- Witajcie z powrotem dzieci. - odezwał się król, a dziewczynka uśmiechnęła się szeroko.
  • awatar Hanti: Chciałoby się coraz więcej czytać takich one- shot, ale wtedy przestałyby nimi być ;)
  • awatar gość: Czytam, ale nie wiem jak skomentować, bo, nie wiedzieć czemu, jakoś nie lubie miniaturek ani opowiadań z dziećmi w roli głównej.. Jakoś strasznie odrzuca mnie :P
  • awatar Alex Kath Vance: Chce jeszcze! C:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Korzystając z tego, że w poniedziałek obchodziliśmy Halloween moje maluchy postanowiły wydrążyć sobie dynie... z mandarynek. Pomysł okazał się być naprawdę świetny i nawet mnie wciągnęła ta zabawa.
IMG_1747.JPG

Oprócz tego zapaliliśmy świeczki i cały wieczór siedzieliśmy w ciemności, którą rozpraszały jedynie niewielkie płomyczki. Atmosfera byłą cudowna, naprawdę halloweenowa i czuło się, jest inaczej.
IMG_1754.JPG

Atmosfera sprzyjała także zadumie. Skipper rozmyślał o różnych ważnych i ważniejszych sprawach wpatrując się w płonący knot świeczki. Zgodnie stwierdziliśmy, że należy mu się chwila spokoju.
IMG_1759.JPG
  • awatar Hanti: Bardzo ładnie wygląda ta "pomarańczowa dynia" :D
  • awatar SugarFirefly: Jakie nastrojowe Halloween mieliście :D Ja byłam na mieście i w kinie. Tez było mega ;)
  • awatar (NIE)Przyjaciółki: Dynia z mandarynki ! To dopiero nazywa się oryginalność. Mam nadzieję, że pingwiny super się bawiły.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›