Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 listopada 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Wyszłam właśnie spod prysznica z włosami owiniętymi w ręcznik, kiedy do pokoju zajrzał pan Janusz.
- Cześć, wszystko u was w porządku? - zagadnął.
- Tak, wszystko ok. - odpowiedziałam. - Właśnie się kładziemy.
- To dobrze. Dobrej nocy.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i wróciłam do suszenia włosów. Pingwiny już spały, wykończone długą wspinaczką i grą w piłkę, Annika czytała książkę przy lampce nocnej, a ja zamierzałam za chwilę się położyć.
- Pan Janusz jest naprawdę spoko. - odezwała się Annika.
- To mój wujek. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Naprawdę? Zazdroszczę takiego wujka. Jest nauczycielem? Doskonale dogaduje się z panem Krzysiem.
- Był nauczycielem. Uczył mnie w gimnazjum polskiego, ale rok temu ożenił się z moją ciocią. Wtedy właśnie został moim wujkiem. W wakacje przeprowadził się do cioci i teraz ma nową pracę, ale nikomu nie chce powiedzieć jaką. Mówi, że to ma być niespodzianka.
- Wowo, super. - skomentowała Annika.
- No, a ty? - spytałam.
- A co ja? - zdziwiła się dziewczyna.
- Wiesz, jesteś ciemnoskóra. I imię masz takie wyjątkowe. Już dawno chciałam cię o to zapytać, pochodzisz z któregoś z państw afrykańskich?
- Ach, to. - Annika machnęła ręką. - Nie. Wbrew pozorom to bardzo prosta historia. Mój ojciec był czarnoskóry. Poznali się z moją mamą na jakichś warsztatach, zakochali się, wzięli ślub... Porzucił nas, kiedy miałam pięć lat. Ale nie mam o to do niego żalu. Dobrze nam się żyje z mamą we dwie, mam też przybranego, młodszego brata. A ojciec jest teraz gdzieś we Francji, widuję się z nim... Może rad ro roku. To wszystko.
- O. - westchnęłam. - Ale wiesz co, ja z kolei mam korzenie azjatyckie. Konkretnie... Mama mojej mamy byłą Azjatką. Ale to już temat na dłuższą rozmowę, a ja jestem zmęczona. - ziewnęłam.
- Jasne, dobranoc. - Annika zgasiła lampkę.

Kowalski przebudził się, przeciągnął rozkosznie z westchnieniem i usiadł na łóżku. Zerknął w okno, słysząc charakterystyczne bębnienie o parapet. Na dworze lało. Pingwinek zmarkotniał. Mieliśmy iść na Tarnicę, ale w zaistniałych warunkach chyba nic z tego.
- Kate... - odezwał się szeptem Kowalski, siadając mi na brzuchu. - O której jest śniadanie? - spytał.
- O ósmej. - odpowiedziałam, zerkając na zegarek. - Śpij, jeszcze wcześnie. - pingwinek ułożył się wygodnie w pościeli, ale do ósmej nie zmrużył już oka.
Śniadanie zostało podane w formie szwedzkiego stołu, co bardzo się wszystkim spodobało. Pingwiny zjadały akurat owsiankę, a ja rogalika z czekoladą, kiedy pan Janusz wstał z miejsca.
- Słuchajcie, wszyscy widzą, że jest jak jest. - powiedział, pokazując na okno, po którym strugami spływał deszcz. - Zważywszy na warunki pogodowe byliśmy zmuszeni odwołać dzisiejsze wyjście na Tarnicę. - po stołówce przeszedł szmer niezadowolenia. - Dzwoniłem już do przewodnika i zgodnie stwierdziliśmy, ze tak będzie bezpieczniej. Najprawdopodobniej pojedziemy na cały dzień na Solinę, ale to też nic pewnego. - Kowalski zmarkotniał. Szczerze liczył na zdobycie Tarnicy, okazało się jednak, że plany trzeba będzie odłożyć na kiedy indziej. Skipper i Szeregowy odetchnęli za to z ulgą. Ten pierwszy bał się o swoje płuca, a nuż znowu będzie miał problemy z oddychaniem? Temu drugiemu po prostu się nie chciało. Nie przepadał za górami, ale z drugiej strony wolał to niż siedzenie w szkole. Spojrzałam na Rico, któremu było wszystko jedno, dopóki Annika nosiła go na plecach.
- Trzeba będzie wyjąć pelerynki przeciwdeszczowe. - powiedziałam, tarmosząc Skippera po piórkach. - Bo mi przemokniecie i choroba murowana, zwłaszcza o tej porze roku.
- Wcale nie potrzebujemy pelerynek. - zaprotestował Szeregowy. - Mało to razy skakaliśmy po kałużach bez nich?
- Bez dyskusji. - powiedziałam twardo. - W domu róbcie co chcecie, ale tutaj rządzę ja i macie się mnie słuchać, jasne?
  • awatar gość: Na deszczu można się przewrócić, bo ślisko - i płaszczyki nie pomogą ;)
  • awatar gość: Ta Annika to fajna dziewczyna :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›