Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 października 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pamiętacie one-shot "Nieprzyjemny dzień"? Właściwie nie one-shot, bo powstały do tego dwie kolejne części, ale mniejsza o to. W postscriptum pierwszej (prawie pół roku temu, jak ja to dawno pisałam) mówiłam, że być może opisze tą sytuację z punktu widzenia Kowalskiego. No i coś się ułożyło... Samo... No dobra, wyśniło się... Jestem szalona. A ponieważ niczym Szekspir lubię się znęcać nad swoimi bohaterami zapraszam z powrotem do szpitala.

Od rana strasznie bolał mnie brzuch. Próbowałem to sygnalizować Katie, ale w końcu tak czy siak wyciągnęła mnie do szkoły. Pierwsze dwie lekcje jakoś przetrwałem, trzecią też, ale potem ból zaczął się wzmagać. Poprosiłem mamę o tabletki przeciwbólowe i zamknąłem się w toalecie na całą przerwę. Jak się potem okazało przesadziłem z tabletkami. Na polskim w ogóle już nie kontaktowałem. Nie potrafiłem nawet rozwiązać zadania na tablicy.
- Coś się dzieje Kowalski? - pan Frankowski przykucnął obok. - Boli cię coś?
- Brzuch. - odpowiedziałem. Niemalże zgiąłem się wpół, czując, że ból narasta. - Chyba będę wymiotować. Mogę wyjść?
- Oczywiście. - odpowiedział nauczyciel. - Drzwi zostaw otwarte, żebym mógł cię widzieć. Ledwo wyszedłem za drzwi klasy, zgiąłem się wpół i osunąłem na podłogę. Strasznie bolało. Ból był naprawdę nie do zniesienia.
- Kowalski! - pan Janusz natychmiast znalazł się przy mnie.
- Boli... - jęknąłem. - Bardzo boli. - nic więcej nie mogłem z siebie wykrztusić. Zadzwonili po pogotowie. Panowie ratownicy przyjechali na sygnale, przykleili mi wenflon plastrem z misiem (tego misia do końca życia zapamiętam), stwierdzili, że nie ma co się ze mną pieścić, wieziemy na odtrucie. A potem też na sygnale do szpitala.
W szpitalu zrobili mi płukanie żołądka (nie polecam), dali kroplówki i nie wiadomo co jeszcze, decyzja pani doktor - kładziemy na OIOM-ie. Założyli mi śnieżnobiałą koszule szpitalną, maseczkę tlenową na dziób i ledwo żywego położyli do lóżka, ale jest plus - przestało boleć. Podpięli mnie do jakiegoś ustrojstwa, które co godzinę robiło ”ping!, podwiesili, dodatkowo jedną kroplówkę i jakiś płyn w pompie.
Oprócz mnie na sali leżała staruszka, która kilkakrotnie pierwszej nocy mojego tam pobytu usiłowała wyzionąć ducha (wreszcie jej się udało chyba po szóstej reanimacji), młoda kobieta, która jak się później okazało byłą policjantką po nieudanej próbie aresztowania (została postrzelona w pierś) i jeszcze jedna młoda dziewczyna po próbie samobójczej (dla pewności łyknęła tabletki i podcięła sobie żyły, ale chłopak ją za szybko znalazł). Przy staruszce nie było żywego ducha, dookoła dziewczyny rodzina i znajomi pochlipują, bo nie wiadomo, czy się obudzi.
Prawa natury mają to do siebie, że lubią dawać o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach, więc płyny podane mi dożylnie skumulowały się w jednym miejscu, przypominając mi, że powinienem pójść do toalety. Tylko tutaj problem - wstać nie mogę, bo po pierwsze kroplówki, pompa i urządzenie robiąca ”ping”!, po drugie zwyczajnie brakowało mi na to siły. Nieśmiało poprosiłem więc o pomoc i tu do akcji wkracza Pani Maria, Salowa.
Pani Maria przyniosła taki specjalny pojemnik (nie mam zielonego pojęcia jak to się nazywa i szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć) i się zdematerializowała. Niepewnie zerkałem na pochlipującą matkę i głęboko wzruszonego chłopaka dziewczyny na łóżku obok i z pewnymi trudnościami usiłowałem swoją potrzebę załatwić pod kołdrą. Może jestem jakiś dziwny, ale zwyczajnie nie potrafię załatwiać potrzeb przy obcych ludziach, tak na widoku. Przy swoich też nie. Parcie na pęcherz coraz większe, robi się bolesne, a tu nic. W kroplówce jak na złość jakieś moczopędne świństwo...
Po kilkunastu minutach walki z własną niemożnością załatwienia się do pojemnika, na salę ponownie wkroczyła Pani Maria w celu zabrania mi, pełnego już zapewne pojemnika. Ha! Nic z tego. Pusty jest, nie oddam.
- Jeszcze się nie wysikałeś? - zdziwiła się szczerze Pani Maria i ruszyła na pomoc. Zdarła ze mnie kołdrę, koszulę zadarła mi pod szyję, podłożyła pojemnik pod ogonek i mówi - Sikaj!
Ja w szoku, rodzina niedoszłej samobójczyni też jakoś zamilkła, a Pani Maria w swoim zachowaniu nie widziała nic niestosownego. Przecież bezczelnie opóźniałem jej pracę! Na szczęście zjawiła się przy mnie pani doktor, która w pierwszej kolejności narzuciła na mnie z powrotem kołdrę, zdumioną rodzinę niedoszłej samobójczyni stanowczo, acz kulturalnie wyprosiła za drzwi, zjechała Panią Marię Salową z góry na dół, a moją niemożność załatwienia potrzeby pokonała cewnikiem. Tu - przyznaję - rozpłakałem się. Głównie ze wstydu. Właśnie cały świat się dowiedział, że nie potrafię załatwiać potrzeb fizjologicznych, czując na sobie czyjś wzrok. Pani doktor jakimś cudem pomogła mi się podnieść do pozycji siedzącej, wytarła łzy, spływające strugami po policzkach, powiedziała, że mnie rozumie, bo nie ja jeden mam ten problem, pani policjant z łóżka obok mnie przytuliła, a zaraz potem zasnąłem. Dowiedziałem się potem, że wtedy była u mnie Kate. Może i była, wydawało mi się, ze nawet z nią chwilę rozmawiałem, ale pewien nie jestem, bo w ogóle nie kontaktowałem i tylko leżałem bez ruchu pod kołdrą.
Szczęście w nieszczęściu, nadmiar leków przeciwbólowych w zasadzie szkód żadnych mi nie wyrządził, poza sporą dawką strachu. Potem się okazało, że otrułem się jogurtem, który jadłem na śniadanie, co wywołało u mnie pewną dozę zdziwienia. Jak można zatruć się jogurtem? Czy ja jestem jakiś nienormalny?
Pania Marię Salową na swoje nieszczęście spotkałem dnia następnego, kiedy robiła obchód po salach. Do kroplówki ciągle jeszcze byłem podpięty, ale cewnika już nie miałem, bo pani doktor stwierdziła, że będę mógł normalnie chodzić do toalety. Maseczka tlenowa też zniknęła, a ja czułem się naprawdę dobrze. Może tylko brzuszek jeszcze trochę pobolewał. Wołałem akurat którąś z pielęgniarek, żeby mi odczepiła to ustrojstwo od skrzydła, bo musiałem siku, a pani doktor kazała wtedy wołać, bo ktoś mi wyjmie igłę kroplówki, a potem z powrotem ją włoży. Tymczasem usłyszałem, że wstać nie mogę pod żadnym pozorem, kroplówki absolutnie nikt nie będzie ruszał, ona też mi nie pomoże, więc ”proszę wybaczyć, mam inne obowiązki”. Znowu musiałem czekać, aż ktoś łaskawie zechce mnie uratować. Nawinęła się Kate, która akurat przyszła mnie zobaczyć i razem z panią doktor spacyfikowały panią Marię.  Cóż... kontrast pomiędzy nią a panią doktor i ich podejściem do mnie jako pacjenta uświadomił mi, że to nie służba zdrowia jest piekielna, tylko ludzie pracujący w niej z braku lepszego wyboru, a nie z powołania. No I raz na zawsze nauczyłem się nie ufać pielęgniarkom salowym.
  • awatar Hanti: Oby nigdy więcej nie spotkał tej okropnej baby.
  • awatar Lovely School♡: Dziwna kobieta. Wydaje mi się, że skoro ona jest pielęgniarką, to powinna poprawiać samopoczucie pacjentów, a nie ich upokarzać. Ale cóż... ludzie są różni. - Ohara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›