Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 października 2016

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 

Legolas delikatnie ułożył Katrin na łóżku i odwinął ze zranionej łyski chustę. Dziewczyna zacisnęła dłoń na kołdrze i jęknęła z bólu. Elf spojrzał na nią, ale nie odezwał się ani słowem. Rana wyglądała okropnie. Nie przestawała krwawić, a wokół pojawiło się sine zabarwienie.
- Katrin, masz bandaż? - spytał Legolas.
- W apteczce, w łazience. - odpowiedziała dziewczyna. - Nie zostawiaj mnie.
- Nic ci nie będzie. Wrócę za moment. - elf wyszedł z pokoju, a chwilę potem owijał nogę dziewczyny śnieżnobiałym bandażem.
- Wszystko dobrze melisse. - wyszeptał, pomagając jej się przebrać w koszulkę nocną. - Spróbuj zasnąć. - poprosił. Katrin zwinęła się w kłębek na łóżku i odwróciła twarzą do ściany. Legolas powoli wycofał się z pokoju, gasząc światło.
- Katrin, śpisz? - spytał Legolas, kładąc się obok niej jakiś czas później.
- Nie. - odpowiedziała dziewczyna. - Boli mnie noga. - Legolas przytulił ją do siebie mocno. - Przestań. Nie dzisiaj. - Katrin podniosła się do pozycji siedzącej i zsunęła z łóżka. Elf od razu znalazł się przy niej i pocałował w usta kiedy oparła się na jego ramieniu.
- Gdzie? - odezwał się Legolas.
- Do kuchni. - odpowiedziała dziewczyna i chwilę potem oparła się o szafkę, połykając dwie tabletki przeciwbólowe. - Dziękuję. - odezwała się. Elf wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.
- Nie ma za co Katrin. - powiedział, kładąc się obok.
- Jest za co. - powiedziała dziewczyna. - Zawsze jesteś przy mnie, cokolwiek by się nie działo. Już choćby za to chcę ci podziękować. - Legolas uśmiechnął się. Założył jej za ucho kosmyk włosów.
- To nic niezwykłego. - odpowiedział elf.
- Tęsknię do Śródziemia. - powiedziała Katrin.
- Ja też. - Legolas zamknął oczy. - Nie wiesz nawet jak bardzo.
- Nie powinnam cię tu w ogóle ciągnąć, przepraszam.
- Nie. Nie Katrin. To co się tutaj stało leży też w moim interesie. W interesie całego Śródziemia. Po raz pierwszy w historii dochodzi do takiego zdarzenia. Jeszcze nigdy dwa światy nie usiały się złączyć żeby stawić czoła wspólnemu wrogowi. Bo nie damy przecież zniszczyć mu miejsc, które kochamy, które są naszymi domami, prawda?
- Gdyby cię tu nie było, już bym pewnie nie żyła. - powiedziała Katrin, wtulając się mocno w elfa. Legolas objął ją ramieniem.
Katrin obudziła się kiedy Legolas już dawno był na nogach. Dziewczyna zsunęła się z łóżka, a kiedy stanęła na zranionej nodze jej łydkę przeszyła błyskawica bólu. Potem kolana się pod nią ugięły i dziewczyna wylądowała na podłodze z krzykiem. Legolas zajrzał do pokoju.
- Co się dzieje Katrin? - spytał.
- Nie czuję nóg, nie mogę wstać. - odpowiedziała dziewczyna. Elf pomógł jej usiąść na łóżku i odwinął bandaż z lewej łydki. Z niepokojem spojrzał jej w oczy. Rana co prawda przestała krwawić, ale całą łydka zsiniała. Legolas przyłożył wierzch dłoni do czoła Katrin. Byłą rozpalona, oczy jej się szkliły.
- Masz gorączkę Katrin. - odezwał się elf. - Na razie leż, dobrze? - dziewczyna skinęła głową, ale do oczu napłynęły jej łzy.
- Legolas, ja nie mogę wstać. - powtórzyła. Elf usiadł obok niej na łóżku i objął ją ramieniem kiedy się rozpłakała.
- Wszystko będzie dobrze. - wyszeptał. - Wszystko dobrze. - powtórzył z mniejszym przekonaniem.
Katrin spędziła cały dzień w łóżku na przemian szlochając i pojękując z bólu. Rana znowu zaczęła krwawić, a temperatura wciąż rosła. Legolas siedział na podłodze przy łóżku, nie wiedząc co robić. Tutaj nie miał do dyspozycji uzdrowicieli, ani ziół, musiał radzić sobie sam. Katrin jęknęła i przesunęła dłonią po pościeli, szukając jego dłoni.
- Legolas... - wyszeptała. Elf wziął ją za rękę, orientując się, ze jest zimna jak lód.
- Jestem, Katrin. - odszepnął. Jego wzrok padł na lewą nogę dziewczyny, leżącą bezwładnie na kołdrze. Tknięty przeczuciem, rzucił się do torby dziewczyny, gdzie poprzedniego dnia wcisnął sztylet wyjęty z rany. Wyszarpnął nóż z torby. Na ostrzu oprócz zaschniętej krwi widniały zaschnięte krople fioletowo-czarnej substancji. Elf wstrzymał oddech. Trucizna. To nie był jeszcze morgul, ani sztylet z Dol Guldur, ale Legolas wiedział, ze na tą truciznę lekarstwo jest jedno.
- Ziele królewskie! - krzyknął, chwytając dziewczynę za rękę.
- U nas nie rośnie. - wyjąkała, pomiędzy napadami bólu.
- To zioło, musi rosnąć. - odpowiedział Legolas. - Sanye tul Katrin. Ava runa na ta! - Katrin wyciągnęła do niego rękę, ale elf wypadł już z mieszkania, wprost w padający deszcz. Biegł ulicą dopóki nie zobaczył stoiska z ziołami, rozstawionego wprost na chodniku. Starsza kobieta szykowała się właśnie do odejścia.
- Ziele królewskie! - krzyknął Legolas, dopadając do stoiska.

Melisse - Kochanie (w odniesieniu do kobiety)
Sanye tul - Zostań tu
Ava runa na ta. - Nie ruszaj się stąd.
  • awatar frytki z majonezem.: Aaaaaa, jakie napięcie! :D ...jestem ciekawa co dalej, nieładnie tak narobić smaka a potem urwać ;-;
  • awatar Alex McPenguin: O szlag. Mam nadzieję, że uda się Katrin jeszcze uratować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
pizap.com14767038301461.jpg

Tej książki byłam bardzo ciekawa ze względu na to, ze jest w znacznej mierze poświęcona elfom i po prostu ciekawiło mnie, w jaki sposób autorka przedstawi tę rasę w swojej powieści. Drugim powodem, dla którego sięgnęłam po tę książkę był jej główny motyw, a mianowicie to, że główna bohaterka "przetransportowuje" się do świata magicznego. Poza tym nie miałam okazji trafić na wiele książek poświęconym elfom, a jest to moja ulubiona rasa więc byłam ciekawa jak autorka to przedstawiła.

Główną bohaterka jest nastoletnia Meghan Chase, która będzie właśnie obchodzić swoje szesnaste urodziny. Dziewczyna jednak nie oczekuje niczego wielkiego, nie sądzi nawet, że ktokolwiek będzie o tym pamiętać poza jej przyjacielem Robbiem. Dzień urodzin okazuje się jednak jeszcze gorszy niż Meghan przypuszczała. Spotkanie z chłopakiem w szkole, któremu miała udzielić korepetycji kończy się fatalnie, ale to dopiero początek nieszczęść. Gdy wraca do domu okazuje się, że bliska jej osoba została porwana, a jej jedyny przyjaciel nie jest tym za kogo go zawsze uważała. Puk, bo tak się prawdziwie zwie chłopak wyjawia dziewczynie prawdę o sobie i krainie z której pochodzi, a do której został porwany członek jej rodziny. Główna bohaterka będzie musiała się tam udać jeśli chce uratować porwanego. Trudno tutaj powiedzieć coś więcej na temat fabuły bez zdradzania najciekawszych szczegółów, myślę, że najlepiej po prostu się w nią wgryźć, najlepiej wszystko przeżywać na bieżąco zresztą tak jak w każdej książce. Nie będę wam tej przyjemności odbierać.

Meghan jest dziewczyną, której charakter dosyć mi się podobał. Ma w sobie taki syndrom buntownika, nie wszystko jej pasuje, czasem owszem, podporządkowuje się komuś innemu, ale wtedy walczy sama ze sobą, wiele rzeczy jej się nie podoba, nie podoba jej się to, co karzą jej robić, to za jaką uważa ją jej ojciec. Nie wiem czy jest to spowodowane tym, że jest półkrwi elfem (ups, spoiler), ale ma charakter naprawdę zadziorny i jej postać bardzo polubiłam.
Jeśli chodzi o jej najlepszego przyjaciela Robbiego to wolałabym się tutaj specjalnie nie wypowiadać. Czytając początek książki miałam nadzieję, że uda mi się go polubić, że ich oboje będę lubiła, ale naprawdę... W połowie książki doszłam do wniosku, że jest głupi, że jest po prostu... Może nie beznadziejny, ale coś koło tego.
Jest jeszcze Ash. No dobra, znowu będzie spoiler, jest księciem Elfów z Zimowego Królestwa. Na jego temat też ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Ash jest ok, aczkolwiek nie jest to postać męska, którą jakoś specjalnie pokochałam. Co nie zmienia faktu, że trochę się porozpływam nad nim, bo ojej... Ma specyficzny charakter, możemy dojrzeć u niego odrobinę opiekuńczości. Momentami zachowuje się jak dżentelmen, jednak na listę moich ukochanych męskich postaci nie trafia.

Przyznam szczerze, że podczas czytania tej książki miałam z początku problem z wejściem tak głębiej w ten świat przedstawiony. Możliwe, że przez to, że nie miałam ani czasu, ani też chwilowo ochoty na czytanie, ale potem się udało. I nawet nie zauważyłam, kiedy ta książka mnie wciągnęła, kiedy zżyłam się z bohaterami i po prostu wciągnęłam się w rozwój wydarzeń, chciałam wiedzieć tylko co dalej i jak się skończy ta książka, też jak wyjdą na tym wszystkim bohaterowie. Jedyne co nie pasuje mi w fabule do Elfów i magicznych lasów jest (spoiler) las z żelaza i metalowych odpadów, którym rządzi Król Machina. To było dziwne i to takie w sumie dziwne połączenie. Tu Elfy i zupełnie inny świat, a tu prawdziwe złomowisko. Nie zmienia to faktu, że książka naprawdę mnie zainteresowała, zainteresowało mnie to co się tam działo, a najbardziej ciekawa jestem ciągu dalszego, bo w Polsce została już wydana kontynuacja.

Było tu oczywiście kilka wątków stricte przewidywalnych, ale jednak to co mogliśmy przewidzieć też zaskakiwało, bo wynikały z tego różne cuda. Najlepsze jest to, że nie wiadomo, co będzie za chwilę, kto ucierpi, jak się to wszystko skończy i w ogóle. A Elfy to po prostu... Lepiej tego napisać nie było można. Jeżeli chodzi o świat przedstawiony to naprawdę łatwo można się było połapać co jak gra i kto jest kim w świecie za szafą, co kto ma do zrobienia itd. Oczywiście pozostawały jakieś tajemnice, jednak wszystko było przejrzyste i łatwe do zrozumienia. Mam nadzieję, że szybko dorwę w swoje zachłanne łapki kontynuację, bo chcę wiedzieć co było dalej i czy pojawią się bohaterowie z części pierwszej. Książka jest naprawdę warta uwagi i naprawdę warto po nią sięgnąć. Serdecznie polecam.
  • awatar frytki z majonezem.: Skoro polecasz to chyba się skuszę!
  • awatar Yoasiczka: czytałam - fajna książka :-)
  • awatar Alex McPenguin: Czytałam - genialna książka :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Ostatnio cały czas padało, ale weekend był wyjątkowo słoneczny, więc razem z maluchami wybraliśmy się w plener. Do gustu bardzo przypadło im drzewo obrośnięte mchem i bawiły się tam w berka.
IMG_1711.JPG

Kowalski nazbierał tego mchu cały koszyk i w domu zrobił sobie z niego zielony, naturalny kocyk. Bardzo fajnie to wygląda, ale w końcu będzie trzeba go wyrzucić, bo wyschnie, Trochę szkoda.
IMG_1718.JPG

Rico jak zawsze musi wejść najwyżej jak się da, więc na drzewo też się wdrapywał. Cały te mech wcale mu zadania nie ułatwiał, bo to śliskie, to i się zsuwał, ale udało mu się wejść całkiem wysoko.
IMG_1725.JPG
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›