Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Obudziłam się, kiedy coś z impetem wylądowało mi na brzuchu.
- Pada śnieg! - zawołał Szeregowy. - Możemy iść na dwór?
- Która godzina? - spytałam nieprzytomnie.
- Przyjemna pobudka. - uśmiechnęła się Gosia.
- Ja mam taką codziennie. - odwzajemniłam uśmiech. Do lóżka wlazł mi Skipper, a zaraz po nim Rico i Kowalski.
- A ty Kowalski, nie boisz się już? - spytałam.
- Nie, pan Frankowski mnie wyprzytulał za wszystkie czasy. - odpowiedział pingwinek. - Możemy wyjść na podwórko?
- Spadło mnóstwo śniegu. - poparł przyjaciela Szeregowy.
- Idźcie. - odpowiedziałam, siadając na łóżku i sięgnęłam po szlafrok. Pingwiny przemknęły pod nogami cioci Krysi i pognały do korytarza.
- A... Ale ja zrobiłam śniadanie. - powiedziała ciocia.
- Zjemy później! - zawołał w odpowiedzi Skipper i pingwiny wypadły na zewnątrz. Wyjrzałam przez okno. Rzeczywiście napadało mnóstwo śniegu. Gosia ziewnęła wychodząc do kuchni.
- Będą głodne. - stwierdziła ciocia Krysia.
- Nie martw się mamo. - odpowiedziała Gosia. - Przyjdą jak zgłodnieją. A na razie możesz zobaczyć przez okno jak się bawią.
- Dzień dobry. - przywitał się pan Janusz, siadając przy stole. - Pingwinów nie ma?
- Są na dworze. - odpowiedziała ciocia Jola, wyglądając przez okno i roześmiała się. - Szeregowy właśnie oberwał śnieżką. - chwilę potem wszyscy tłoczyliśmy się przy oknach, obserwując toczącą się na dworze bitwę na śnieżki. Skipper pomachał, widząc nas i zaraz potem zarył dziobem w śniegu. Pozbierał się, otrzepał i rzucił na Rico. Oboje przewrócili się w zaspę. Szeregowy próbował przewrócić Kowalskiego.
- Dobrze, do stołu! - zawołała ciocia Krysia, kiedy Gosia zachichotała. Przez dwie i pół godziny pingwiny zdążyły ulepić kilka bałwanów, zbudować dwa forty i stoczyć dziką bitwę na śnieżki. Próbowały też zbudować igloo, ale nie bardzo im szło. Śnieg był za suchy.
Zwierzaki wróciły do domu zmarznięte i mokre, ale zadowolone.
- Wybawiliście się? - spytałam, wychodząc z łazienki z ręcznikami. - Wróciliście akurat na gorącą czekoladę. - po kolei wytarłam każdego pingwinka. - Chodźcie do salonu. - przygładziłam nastroszone piórka Skippera. Pingwiny podreptały za mną do salonu. Dorośli siedzieli na fotelach, zwierzaki usadowiły się na kanapie. Tylko Kowalski podszedł do pana Frankowskiego i wyciągnął do niego skrzydełka, a nauczyciel posadził go sobie na kolanach i podał mu kubek gorącej czekolady. Ciocia Krysia postawiła na stoliku tacę z ciastkami.
- Może ubierzemy choinkę? - zaproponowała. - Ktoś chętny?
- Ja! - pingwiny równocześnie podniosły skrzydła.
Wujek Romek z panem frankowskim przynieśli z piwnicy choinkę kupioną zaledwie dzień wcześniej. Ciocia Krysia przyniosła ze strychu pudło z ozdobami choinkowymi i pingwiny rzuciły się na bombki i łańcuchy. Tylko Kowalski przyglądał się temu całemu zamieszaniu ze swojego miejsca na kolanach pana Janusza.
- Kowalski, a ty się nie udzielasz? - spytałam, wyjmując z pudełka lampki choinkowe.
- Wolę posiedzieć. - odpowiedział pingwinek, wtulając się w kocyk. - Ale jeśli będę mógł założyć na czubek gwiazdę, to będę wystarczająco szczęśliwy. - roześmiałam się.
- Jasne. - powiedziałam.
- Kowalski, ty nie będziesz czasem chory? - zagadnął pan Frankowski, przykładając dłoń do policzka pingwinka.
- Nie wiem. Dziwnie się czuję. - odpowiedział kowalski zgodnie z prawdą, upijając kolejny łyk czekolady.
- Byle nie na święta. - dopowiedziała ciocia Jola. - Już pojutrze wigilia. Chodź, chciałeś założyć gwiazdę. - ciocia wzięła pingwinka na ręce, a Gosia włożyła mu w skrzydła ozdobę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›