Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 31 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 7

Z pokoju maluszków słychać było kwilenie dwóch pingwinków, ale ja spałam mocno. Do późna w nocy uczyłam się fizyki i teraz nic nie było w stanie mnie obudzić. No, może poza krzykiem maluchów.
- Mama! - krzyknął Kowalski na cały głos i to mnie do reszty rozbudziło,  sprawiając, że zerwałam się z lóżka gwałtownie i trzasnęłam głową o półkę nad łóżkiem. Jęknęła, ale zwlekłam się z pościeli i - czując się w obowiązku - na wpół idąc, na wpół sunąc, udałam się do pokoju maluchów. Wzięłam Kowalskiego na ręce.
- Cześć. - przywitałam się. - Szeregowy, nie płacz, jestem już. - uspokoiłam drugiego szlochającego pingwinka i obu wzięłam ze sobą, do kuchni. sprawdziłam stan pieluszek. Kowalskiego posadziłam na nocniczku, a Szeregowego przewinęłam, zastanawiając się przy tym, czy tego pierwszego mogę już zostawić bez pieluchy na noc.
- Głodny! - poinformował mnie Szeregowy.
- Zaraz dostaniesz mleczka. - odpowiedziałam. - Chodź do kuchni. - Szeregowy ssał smoczek od butelki, a Kowalski właśnie przymierzał się do swojej kaszki, kiedy z pokoju usłyszałam pozostałą dwójkę.
Na patelni smażyły się jajka dla mnie, a pingwinki zjadały kaszkę przy stole. Rico już skończył i teraz z zaciekawieniem oglądał ze swojego miejsca tańczący pod patelnią niebieskawy płomyk. Pingwinek na wpół zeskoczył, na wpół zleciał z krzesła i stanął obok mnie, wyciągając skrzydło.
- Rico, nie wolno ci dotykać patelni. - powiedziałam, odsuwając malucha nogą. Pingwinek prychnął z niezadowoleniem. Przełożyłam jajka na talerz i odwróciłam się, ale chwila mojej nieuwagi wystarczyła. Chwilę potem rozległ się przeraźliwy szloch Rico. Przykucnęłam obok.
- A mówiłam? - odezwałam się. - Mówiłam, ze nie wolno dotykać gorącej patelni? I co teraz? Teraz to ty masz poparzone skrzydło, chodź. - wzięłam maluszka do łazienki gdzie nałożyłam mu na skrzydło piankę przeciwko poparzeniom. Rico od razu przestał płakać i zainteresował się substancją, która pokryła jego skrzydło.
- I co, boli jeszcze? - zagadnęłam. - Pochodź chwilę z tą pianką a potem ci zrobię opatrunek. Tylko nie wkładaj skrzydła do dzioba, okej? - powiedziałam, ale Rico zignorował mnie zupełnie i od razu zajął się sprawdzaniem, czy pianka jest jadalna, a jeśli jadalna - czy dobra, pakując sobie skrzydło do dzioba. Pianka okazała się gorzka i lepiąca i w niczym nie przypominała bitej śmietany. Wyrwałam mu z dzioba skrzydło.
- Mówiłam, ze nie wolno? - spytałam. - Nie zdziwię się, jeśli będzie cię teraz bolał brzuszek. - starłam mu resztki pianki ze skrzydła i obandażowałam. - Idź do chłopców, bawią się w salonie. - Rico wybiegł z łazienki, a ja pokręciłam głową z westchnieniem. Mały rozrabiaka i urwis. Maluszki do obiadu w najlepsze bawiły się klockami, za to przy jedzeniu tak strasznie upaćkały się przecierem z buraczków, że trzeba je było wykąpać. Nalałam ciepłej wody do wanny, do wody odrobinę płynu do kąpieli, a w wannie posadziłam maluchy. Kowalski zareagował radosnym piskiem na dużo piany w wannie i od razu podrzucił biały puszek do góry. roześmiałam się, sięgając po gąbkę.
- Rico, uważaj na to skrzydło. - poprosiłam. - Ono będzie teraz wrażliwe na ciepło. - pingwinek pokiwał głową. Widać nie miał ochoty na kolejne przygody, wystarczyło to co przeżył rano. Zabrałam się za szorowanie pingwinkom piórek.  Jak można się aż tak upaćkać? Maluchy z całkowitym spokojem znosiły namydlanie, mycie i spłukiwanie cały czas gaworząc po swojemu, chlapiąc naokoło i bawiąc się pianą. Skipper rozpłakał się, kiedy spłukiwałam pianę z jego piórek.
- Mam mydło w oczach! - krzyknął... pełnym zdaniem, pocierając oczka skrzydłami, na których... było pełno piany.
- już, już. - Poczekaj. - poprosiłam. - Nie trzyj oczek. - przejechałam mu gąbką po oczkach i dziobie tym samym ”ratując mu życie”. Szeregowy ochlapał mnie wodą.
- Dosyć tego dobrego. - powiedziałam, biorąc go na ręce. - Wychodzić z wanny. - każdego po kolei wytarłam do sucha i wygnałam do salonu, przed telewizor. Potrzebowałam czasu, żeby zrobić kolację, a to był jedyny sposób, żeby je na chwilę uciszyć i unieruchomić. Byłam zajęta mieszaniem pasty z jajek na kanapki, kiedy do kuchni przyszedł Kowalski i mocno się do mnie przytulił.
- Co tam malutki? - spytałam, spoglądając w dół.
- Kocham cię mamo! - odpowiedział Kowalski.
  • awatar Hanti: Tak to jest z maluchami :D.
  • awatar frytki z majonezem.: Oj ten Rico...prawie jak ja, wszędzie go pełno :p
  • awatar *Mordka*: Małe dzieci już takie są ;) Czasami trzeba je nauczyć czego nie robić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›