Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper siedział przy stole w kuchni, grzebiąc widelcem w niedojedzonej jajecznicy. W jego głowie i żołądku panował mętlik. Apetyt zniknął. Pingwinek patrzył w milczeniu na niedokończone śniadanie. Po prostu nie był głodny.
- Skipper, zjedz. - poprosiłam. Pingwinek pokręcił przecząco głową. - To co, idziemy? - potaknięcie.
- Gdzie idziecie? - zainteresował się Szeregowy.
- Do miasta. - odpowiedziałam. - I nie, nie możesz iść z nami. Chcemy pobyć sami ze Skipperem. Bez dyskusji. - dodałam, widząc, że Szeregowy będzie się kłócić.
- A kupicie mi coś? - pingwinek zrobił słodką minkę.
- Kupimy. - odpowiedziałam. - Chodź Skipper, idziemy.
Po drodze do przychodni pingwinek nie odezwał się ani słowem. Kiedy czekaliśmy w poczekalni też nie. Wreszcie pani Ola zaprosiła nas do gabinetu.
- Zaczniemy może od rzeczy podstawowej. - powiedziała i sięgnęła do szuflady biurka. - Wiesz co z tym zrobić Skipper. - podała mu mały pojemnik. - Toaleta jest tuż obok gabinetu. - pingwinek wstał i jak w transie, potykając się, poszedł do toalety. Kiedy wrócił do gabinetu, pani Ola gestem pokazała, żeby usiadł na krześle naprzeciwko biurka. Skipper posłusznie usiadł i podał jej próbkę moczu.
- Już na stepie widać, że tych czerwonych krwinek jest dużo. - stwierdziła pani doktor. - Skipper, jak często korzystasz z toalety? - pingwinek zaczerwienił się, słysząc pytanie.
- Bo ja wiem... - zawahał się. - Chyba niezbyt często.
- A boli cię, kiedy załatwiasz potrzebę? - Skipper pokręcił przecząco głową. - No to zapalenie pęcherza odpada, bo to podstawowe objawy. chodź, musimy zrobić badanie usg. - pingwinek z oszołomieniem pokiwał głową, a pani Ola poprowadziła go w stronę czarnej, skórzanej kozetki.
- Połóż się. - poprosiła pani doktor. - I nie bój się, nic ci nie będzie. - pani Ola przysunęła do siebie ultrasonograf  i usiadła, ustawiając monitor tak, że oboje go widzieli. Potem nacisnęła kilka klawiszy i monitor uruchomił się.
- Skipper, rozluźnij się. - poprosiła. Pingwinek zarumienił się. Na monitorze widział jedynie odpowiednik białego szumu - tyle że w odcieniu sepii. Pani doktor powoli przesuwała głowicą aparatu po jego brzuchu.
- Wiesz, że usg nie daje pewności. - zaczęła pani Ola.
- Niech pani nie mówi jak lekarz. Co pani widzi? - Skipper poczuł, że serce zaczyna mu szybciej bić.
- Zmiany w twojej nerce. - westchnęła pani doktor. Pingwinek spojrzał na mnie niespokojnie. - Proszę. - wcisnęła jakiś guzik, zatrzymując obraz na monitorze. - Ale spokojnie. Wypisze ci skierowanie na biopsję. Potem w najgorszym wypadku zrobimy ci zabieg. - pani Ola podała mi skierowanie. - Po biopsji i analizie moczu będę wiedzieć więcej. - To mogą być powikłania po tym krwotoku wewnętrznym. Naprawdę nie mogę w tej chwili powiedzieć nic więcej. - wzięłam zapisaną kartkę.
- Dziękuję. - powiedziałam, ściskając dłoń pani doktor.
- Niech on się trzyma. - poprosiła pani Ola. - Zadzwonię jak tylko będę coś wiedzieć.
- Oczywiście. Chodź Skipper. - wyciągnęłam dłoń do pingwinka. Skipper rozpłakał się kiedy tylko wyszedł z gabinetu. Posadziłam go na krześle w poczekalni.
- Ja nie chcę mieć zabiegu! - zawołał pingwinek przez łzy.
- Nie płacz, proszę. - przykucnęłam obok niego i mocno przytuliłam. - Wiem, że nie chcesz. I wiem, że ci ciężko.
Po wyjściu z przychodni skierowaliśmy się do cukierni. Obiecałam Szeregowemu coś słodkiego. Skipper stał przy gablotce ze słodyczami, niewidzącym wzrokiem wpatrując się w ciasto z kremem figowym - nowość w cukierni.
- Proszę pięć ślimaczków i pić kawałków ciasta z kremem figowym... - zwróciłam się do ekspedientki. - Masz na coś specjalną ochotę Skipper? - spytałam. Pingwinek pokręcił głową.
- Czy coś jeszcze? - spytała kobieta.
- Proszę dołożyć łódeczkę z czekoladą. - powiedziałam.
Zaraz po powrocie do domu Skipper pobiegł na górę, do swojego pokoju. Wolałam zostawić go samego, wiedziałam, że musi się z tym wszystkim oswoić i sobie to przemyśleć. Pingwinek zakopał się w pościeli. Oczka na nowo zaszły mu łzami, a jego ciałem wstrząsnął szloch. miałam się nie wtrącać, ale słysząc z poddasza rozpaczliwe pochlipywanie, pobiegłam na górę. Wzięłam Skippera na kolana i kołysałam łagodnie, dopóki nerwowy szloch nie umilkł. Krajało mi się serce kiedy patrzyłam na wystraszonego pingwinka.
- Jeśli chcesz, to możemy o tym wszystkim porozmawiać. - zaproponowałam. - A na razie chodź na ciasto. Zobaczysz, że ci się humor polepszy.
  • awatar Hanti: Oby dał się namówić na operacje, i nie miał żadnych powikłań. Mam nadzieje że mu się humor po słodkim polepszy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›