Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katrin skończyła zszywać swoją zieloną jak liście kasztanowca tunikę i przerwała zębami nitkę. Wreszcie skończyła. Calutką noc siedziała nad nowym ubraniem i zastanawiała się co też powie Legolas, kiedy ją zobaczy. Włożyła przez głowę tunikę, wciągnęła buty i zapięła pod szyją płaszcz. Potem chwyciła łuk i kołczan ze strzałami, dzieło ukochanego i zbiegła po schodach na dziedziniec. Legolas jak zwykle o świcie trenował i Katrin wiedziała gdzie go znaleźć. Szła bezszelestnie przez zamkowe podwórze, uważając, żeby najmniejsza nawet gałązka nie trzasnęła jej pod butem. Wyciągnęła z kołczanu strzałę, naciągnęła cięciwę łuku i chwilę potem jej strzała wbiła się w drzewo równolegle do tej Legolasa. Dziewczyna poczekała na moment, kiedy elf wyciągnął rękę po kolejną strzałę i przywarła do jego pleców całym ciałem. Ręka Legolasa trafiła na włosy Katrin. Elf uśmiechnął się.
- Coraz lepiej strzelasz. - pochwalił. - Wiedziałem, że to ty.
- Słyszałeś mnie? - zdziwiła się dziewczyna. - Przecież szłam bezszelestnie.
- Wprawne ucho elfa wychwyci najmniejszy nawet szmer. - odpowiedział Legolas.
- Może byśmy się wybrali na konną przejażdżkę? - spytała Katrin. - Mamy piękny poranek.
- Chciałbym. - elf znowu naciągnął cięciwę łuku. - Ale mam obowiązki wobec poddanych. Jestem teraz królem, nie mogę zaniedbywać związanych z tym obowiązków.
- Od śmierci Thranduila rzadko kiedy masz czas. - dziewczyna westchnęła.
- Veela, anta. - Legolas objął ukochaną.
- Um richta. - Katrin wysunęła się z objęć elfa. - To... To ja już pójdę. - dodała, kierując się w stronę pałacowych wrót. Legolas popatrzył za nią, potem wypuścił jeszcze jedną strzałę i westchnął, opierając się o drzewo.
Młody władca siedział w komnacie, przeglądając stosy pergaminu, jednocześnie ze znudzeniem słuchając Haldira, kiedy do środka weszła Tauriel.
- Panie - skłoniła się. - Panna Katrin wzięła wierzchowca i kieruje się w stronę Gór Mglistych. - powiedziała. - Uznałam, że chciałbyś wiedzieć.
- Malle Tauriel. - odpowiedział elf, wstając z tronu. - Haldirze, dokończysz to sam. - dodał, wychodząc  z komnaty. - Kiedy wyjechała?
- Dosłownie chwilę temu. Nie powinna zajechać daleko. - Legolas pewnymi ruchami osiodłał konia, szybkim, ale czułym gestem pogładził go po szyi po czym zgrabnie usiadł w siodle i wbił pięty w boki wierzchowca. Koń zarżał i pogalopował przed siebie. Tauriel uśmiechnęła się.
Katrin kłusowała przez Mroczną Puszczę, kierując się w stronę Rivendell. Skoro Legolas nie miał dla niej czasu, musiała jej wystarczyć samotność. Dziewczyna rozglądała się wokół, słysząc ptaki w koronach drzew i inne leśne żyjątka. Mogłaby przysiąc, że widziała wiewiórkę. Ściągnęła wodze, zatrzymując się i zsiadła z wierzchowca. Wyjęła z juków kawałek elfiego chleba i przełamała na pół. Jedną połowę schowała z powrotem, drugą wzięła w dłoń i usiadła na trawie. Miała właśnie zacząć jeść, kiedy usłyszała tętent kopyt gdzieś w oddali. Była pewna, że to koń. Odkąd zamieszkała w Śródziemiu słuch wyraźnie jej się wyostrzył. Na polankę wypadł biały wierzchowiec w ciapy, z którego zsunął się...
- Legolas? - odezwała się dziewczyna, patrząc na elfa. - Co ty tutaj robisz?
- Nie chciałem, żebyś była przeze mnie nieszczęśliwa. - odpowiedział Legolas, padając na trawę.
- Już ty wiesz, jak unieszczęśliwić kobietę. - Katrin w jednej chwili przygwoździła elfa do ziemi i pocałowała. - Nie musiałeś.
- Ale chciałem. - elf przerzucił dziewczynę na trawę. Ich palce mocno się ze sobą splotły.
Późnym popołudniem zdecydowali, że wypadały ruszać w dalszą drogę skoro przenocować chcą w Rivendell. Każde wsiadło na swojego wierzchowca, zmuszając go do galopu. Koło policzka Katrin świsnęła strzała, wbijając się w pobliskie drzewo. Dziewczyna obejrzała się z przestrachem. Legolas roześmiał się.
- Senda... - szepnęła Katrin, łapiąc za swój łuk i chwilę potem wystrzeliła, celując z to samo drzewo. Strzała o włos minęła ramię Legolasa. Elf przestał się śmiać i popędził konia do przodu. Katrin zrobiła to samo.
Zmierzchało już, kiedy oboje stali na jednym z tarasów Rivendell, patrząc na zachód słońca. Katrin ściskała w dłoni łuk, wodząc palcem po wyrytym na nim wyznaniu miłości. Drugą ręką, obejmowała Legolasa.
- W domu Elronda nawet tak cudowny widok jak zachód słońca wydaje się po tysiąckroć piękniejszy. - odezwał się elf.
- Już to kiedyś mówiłeś. - odpowiedziała Katrin. - Pocałuj mnie. - poprosiła. Usta Legolasa zbliżyły się do jej ust.
- Obiecałaś melisse. - odezwał się elf. - Obiecałaś, że po wieki będziemy razem.
- I będziemy. - odpowiedziała dziewczyna. Po wieki, le mellin.
- Na zawsze. - dodał Legolas i wreszcie wpił się wargami w jej usta. Łuk Katrin wylądował na podłodze. Przyglądający się całej scenie Elrond uśmiechnął się.
- Miłość ma wielką moc. - powiedział ni to do siebie, ni w przestrzeń. - Ale tych dwoje czeka także mnóstwo cierpienia.
  • awatar darksomebody: Hej, ciekawy blog :) Jestem tu nowa. Zparaszam do siebie
  • awatar Hanti: Troche mi się zrobiło smutno, że miejsce Tauriel zajeła Katrin. Chyba jej nie polubie. Mam nadziejenie że niebędzie im tak cukierkowo :D
  • awatar TheKovalskyCrown: Nadchodzi Upierdliwa TKC, czyli drżyjcie autorzy. ,,Katrin kłusowała przez Mroczną Puszczę, kierując się w stronę Rivendell. '' Hmm, z mojej wiedzy o Śródziemiu wynika, że Rivendell jest o całe miesiące od Leśnego Królestwa. Trudno ot, tak się rzucić kłusem i jechać.Bez wcześniejszego przygotowania. Zamiast 'biały wierzchowiec w ciapy' powiedziałabym raczej, że koń była a) srokaty, b) tarantowaty. A, i z tego co pamiętam, w świecie ludzi Katrin ma rodzinę. Ja specjalistką od ludzkich emocji nie jestem, ale rodzina nie-patologiczna chyba by się zmartwiła. Katrin nie była chyba wyrodną córką, ani nie miała mHrocznej przeszłości. I co z Patty?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›