Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Studio Ghibli. Te dwa słowa dla wielu z nas są wystarczającą gwarancją jakości. Jednocześnie dzieła japońskich animatorów są jednym z mniej kontrowersyjnych tematów w kinie – większość widzów ocenia je pozytywnie, nawet jeśli nie szczególnie przypadną im do gustu (zabijcie mnie ale mi na przykład nie podobał się "Tajemniczy świat Arietty" ), nie sposób przejść obojętnie obok bezbłędnego rysunku i niezwykłego klimatu tych produkcji.
Po obejrzeniu zwiastuna pierwsze co rzuciło mi się w oczy to oczywiście nietypowa oprawa wizualna. Tak szczerze to na początku trochę się obawiałam, czy taka kreska nie będzie mnie po prostu nieco irytować albo rozpraszać, jednak szybko wsiąkłam w klimat opowieści i muszę stwierdzić, że był to strzał w dziesiątkę. Ręcznie rysowane kadry są niesamowicie dopracowane a nakładane akwarelą kolory tworzą piękne, pastelowe barwy. Oprócz zapewniania wyjątkowych doznań estetycznych taki zabieg świetnie pasuje do baśniowej treści i buduje niepowtarzalny klimat kojarzący się z ilustrowanymi książkami, które być może znacie z dzieciństwa.
Kaguya.Hime.600.1710092.jpg

Fabuła Kaguyahime jest oparta na japońskiej legendzie o zbieraczu bambusu. Ów zbieracz, człowiek w sędziwym już wieku, mieszkał w ubogiej chatce wraz ze swoją żoną nie doczekawszy się potomstwa. Ich życie zmieniło się w dniu, kiedy starzec znalazł w łodydze bambusa niemowlę. Małżeństwo postanowiło samodzielnie wychować dziewczynkę, która nienaturalnie szybko zaczęła dorastać, wkrótce zmieniając się w bardzo piękną, młodą kobietę. Pragnąc zapewnić jej godne księżniczki życie, zbieracz postanowił przeprowadzić się do okazałej posiadłości w stolicy, w czym pomogło również znalezione w bambusie złoto.
Szczegóły baśni zmieniają się w różnych jej wersjach, a adaptacja Takahaty również odrobinę odbiega od oryginału jednak główna oś historii pozostaje niezmieniona. Wspominam o tym, aby jeszcze raz zwrócić uwagę na to jak pieczołowicie dopasowano formę do treści animacji. Sama opowieść jest nieskomplikowana, jednak losy księżniczki potrafią przykuć uwagę do ekranu. Zwykle w takich baśniowych produkcjach na pierwszym planie jest klimat czy przedstawienie świata, a sama fabuła prezentowana jest ogólnikowo lub znajduje się gdzieś w tle. Dla mnie było to więc nieco zaskakujące ale historia księżniczki była wciągająca i po prostu dobrze się ją oglądało, co chyba w dużym stopniu zawdzięczamy owianej tajemnicą postaci głównej bohaterki.
Kaguya.Hime.full.1751978.jpg

Pozostali bohaterowie, jak na baśń przystało są dość czarno-biali, lecz w trakcie rozwoju fabuły widać w nich (a zwłaszcza w księżniczce) pewną przemianę. W konsekwencji tego przekazywany morał jest nienachalny – nie doznajemy na końcu olśnienia, czy katharsis, nie ma niezwykłego zwrotu fabuły, który zmieni nasze postrzeganie postaci, czy wykreowanego w animacji świata. Spokojne tempo narracji skłania do własnych przemyśleń w trakcie seansu i po nim. Nic  nie dostajemy na tacy – nie ma głównego złego, który zostaje ukarany na koniec i chyba nie zepsuję wam seansu, jeśli powiem, że nie ma także księcia na białym rumaku, z którym tytułowa bohaterka odjeżdża ku zachodzącemu słońcu. Z tego, między innymi, powodu możecie uznać, że Kaguyahime nie do końca nadaje się dla dzieci, co jest poniekąd prawdą. Jednak nieco starsi lub bardziej wrażliwi odbiorcy będą mogli sami coś odkryć, a taka nauka zostaje z nami o wiele dłużej niż prosty morał wpychany nam w twarz.
Z zadowoleniem przyznaję, że studio Ghibli znów popisało się nieszablonową i jednocześnie bardzo przyjemną w odbiorze produkcją. Jeśli uważacie, że w internecie panuje przesadny „hype” na produkcje Japończyków i że wszyscy recenzenci mają obowiązek obsypywać górami złota każde nowe dzieło opatrzone symbolem Totoro, to polecam wam zmierzyć się z Kaguyahime i samodzielnie sprawdzić kondycję animatorów z dalekiego wschodu. Dla mnie historia księżniczki to przykład świetnej harmonii pomiędzy treścią i formą. Pozostaje tylko zachwycać się faktem, że oba te elementy po raz kolejny stoją na tak wysokim poziomie.
  • awatar SugarFirefly: Chyba obejrzę ;)
  • awatar TheKovalskyCrown: Ja do tego filmu podeszłam sceptycznie, bo już na widok kreski miałam mieszane uczucia. Taka jakaś delikatna, od początku kojarzyła mi się z... Internetowymi rysunkami amatorskimi. Fabuła była nawet, nawet, nie porywała ale przyjemna. Fajna recenzja :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›