Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pan Frankowski przeniósł się na noc do mojego pokoju, a pingwiny ulokowały się w pokoju nauczyciela.
- Ale będzie fajnie. - stwierdził Skipper. - Całonocny maraton filmowy? - zaproponował. Kowalski posłał przywódcy niespokojne spojrzenie, ale Skipper zignorował sygnał.
- A wybij to sobie z głowy. - powiedziałam, przyklękając przy zwierzakach. - Najpóźniej o jedenastej kładziecie się spać. - Skipper spojrzał na Kowalskiego.
- Próbowałem Szefowi powiedzieć. - odezwał się naukowiec.
- O, no nic. Pójdziemy grzecznie spać, obiecuję.
Pingwiny kończyły się myć. Skipper ciągle siedział pod prysznicem, Kowalski stał na krawędzi umywalki i właśnie wyciskał wodę z piórek, Rico kończył się wycierać, a Szeregowy jako jedyny już dawno spał.
- Szefie... - odezwał się Kowalski, zerkając  lustro.
- Hmm? - Skipper wychylił się zza zasłonki. - Co się stało?
- Powinien Szef coś zobaczyć. - przywódca otrząsnął się z wody i stanął obok Kowalskiego. W lustrze widać było wnętrze pokoju. Przy stoliku, tuż nad podłogą unosiła się szara zjawa ze świecznikiem w dłoni. Skipper obejrzał się, ale zjawy już nie było. Kowalski spojrzał na niego.
-Co robimy? - spytał. Skipper zastanawiał się przez chwilę.
- Atak frontalny. - zdecydował w końcu. Pingwiny cichutko przemknęły się na korytarz. Zjawa sunęła w stronę strychu i nie miała już ze sobą świecznika. Serce Skippera biło mocno, kiedy szykował się do skoku. Wreszcie rzucił się na nieludzkie widmo. Kowalski i Rico podcięli zjawę, która wylądowała na podłodze z zupełnie ludzkim okrzykiem. Skipper ze zdziwieniem patrzył na żonę właściciela hotelu, leżącą na podłodze, którą właśnie unieruchomił i ściskał za ramię. Pingwiny stanęły w rządku.
- Co wy robicie? - spytała kobieta.
- Kowalski? - szepnął Skipper. - Analiza proszę.
- Eee... Niewypał. - odszepnął Kowalski.
- Chłopcy, co to za hałas? - na korytarz wyjrzał pan Frankowski. Pingwiny ze wstydem spuściły głowy.
- Chyba mamy kłopoty. - szepnął naukowiec.

Pingwiny stały w równiutkim rządku przed panem Frankowskim i zoną właściciela hotelu.
- Chłopcy, co wyście sobie myśleli? - spytał nauczyciel.
- No bo... - zaczął Kowalski. - Myśleliśmy, że pani jest duchem.
- Mówiłem wam, że duchów nie ma. - Kowalski zarumienił się.
- Jakie duchy? - odezwała się kobieta. - Pewnie mąż naopowiadał wam bajek.
- Ale... myśmy widzieli. - powiedział Skipper, - Wczoraj, na strychu. Tam były prawdziwe duchy; starszy mężczyzna i dwie kobiety. Naprawdę, widzieliśmy.
- A gdzie jest Szeregowy? - spytałam. - Zostawiliście go samego? - przestraszyłam się. - Dlaczego go zostawiliście?
- Spał. - odparł Skipper. - Teraz też pewnie śpi.
- I wy też powinniście już spać. - dodał pan Frankowski. - Kwestią duchów zajmiemy się jutro. Teraz proszę do pokoju i do łóżka. No już, zmykać. - pingwiny posłusznie podreptały do siebie i chwilę potem zakopały się pod kołdrą.
- Dobranoc. - powiedziałam, siadając na skraju łóżka. - Do zobaczenia rano. - pogładziłam Rico po piórkach.
- Ja nie wiem, czy dam radę usnąć. - przyznał Kowalski.
- Jakoś dasz sobie radę. - odparłam. - Śpijcie już, bo obudzicie Szeregowego. I proszę... żadnych duchów więcej.
- Ty... Ty nam nie wierzysz, prawda? - spytał Kowalski.
- Średnio. - przyznałam. - Jeszcze raz dobranoc, Skipper zamknij drzwi. - pingwinek przekręcił klucz w zamku, zgasił lampkę nocną i ułożył się na wznak pomiędzy Rico, a Kowalskim, ale według swoich przewidywań nie mógł zasnąć i kilkakrotnie wstawał do toalety. Wreszcie usnął, ale i tak budził się co chwilę i był coraz bardziej zmęczony. Skipper zerknął na zegarek - pierwsza dziesięć - i westchnął. Bardzo chętnie przespałby te parę godzin, gdyby tylko mógł. Pingwinek przekręcił się na drugi bok i przesunął skrzydłem po polarze. Kocyk Kowalskiego. To wprawdzie nie była jego rzecz, jego ukochany granatowy kocyk z kilkoma wojskowymi naszywkami, ale mogła pomóc. Delikatnie wysunął materiał spod skrzydła przyjaciela i wtulił w niego dziób. O wiele lepiej. Kowalski, który wyczuł, że coś jest nie tak, kiedy kocyk zniknął, powoli otworzył oczy i uśmiechnął się, widząc swojego dowódcę tulącego do siebie polarowy, błękitny kocyk.
  • awatar Seiti: "Niewypał" padłam. :D Rozumiem ich przywiązanie do kocyków, ja mam jasia, od dziecka.
  • awatar frytki z majonezem.: Też mam błękitny kocyk! :D
  • awatar Hanti: Czytając ten rozdział miałam cały czas banana na twarzy :D. Dobrze że Szeregowy już dawno spał bo potem też nie mógłby zasnąć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›