Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział szósty

Zerwałam się z lóżka słysząc nerwowy szloch jednego z maluszków i poszłam do pokoju obok. Kowalski siedział w łóżeczku zanosząc się płaczem. Delikatnie wzięłam go na ręce.
- Hej, już jestem. - szepnęłam. - Co się stało?
- Mama... p zakwilił maluszek, czepiając się mnie.
- Nie płacz, bo obudzisz chłopców. Wystraszyłeś się? - usiadłam z nim na krześle obok łóżeczka. - Miałeś zły sen? No już, przestań. - Skipper westchnął przez sen, przekręcając się na drugi bok. Przebierał łapkami pod kołdrą, więc najpewniej coś mu się śniło. Kowalski powoli się uspokajał i już tylko cichutko popłakiwał. Sprawdziłam stan pieluszki - sucho. Może by go posadzić na nocniczku?
- Kowalski, nie chcesz na nocniczek? - spytałam, wstając. - Chodź, pójdziemy do łazienki, może faktycznie coś zrobisz. - wzięłam pingwinka ze sobą i chwilę potem posadziłam na nocniczku. Musiało mu się jednak chcieć, bo zrobił swoje i wyciągnął do mnie skrzydełka.
- Ślicznie. - pochwaliłam. - No to teraz z powrotem do łóżeczka i grzecznie spać, bo jeszcze wcześnie. - maluszek przytulił się do ukochanego kocyka, a ja usiadłam na podłodze, nucąc mu kołysankę. Oczka pingwinka szybko się zamknęły i mogłam przespać jeszcze parę godzin. Kiedy rano się obudziłam pingwinki jeszcze spały. Tylko Skipper właśnie się budził. Widząc mnie wstał i wyciągnął do mnie skrzydełka. Wzięłam malucha na ręce.
- Cześć. - przywitałam się, na co Skipper radośnie zamachał skrzydełkami. - Jak pieluszka? - spytałam. - Oj, maluchu. Nie mogłeś chwilkę zaczekać? - zganiłam go, orientując się, że pingwinek zdążył zrobić swoje w pieluszkę. - Przewiniemy cię i damy jeść. - kwadrans później maluszek siedział w wysokim krzesełku ssąc smoczek butelki z mlekiem, a pozostałe właśnie się budziły.
- Pójdziemy dzisiaj do miasta, dobrze? - odezwałam się przy śniadaniu. - Potrzebuję kilku rzeczy, a nie mam was z kim zostawić.
- Zabawki? - odezwał się z nadzieją Szeregowy.
- O nie! Sklep z zabawkami omijamy szerokim łukiem.
Pingwinki były już poowijane w szaliczki i tylko czekały aż ja się ubiorę. Wreszcie wyszliśmy z domu. Maluszki trzymały się za skrzydła, żeby się nie zgubić, ale kiedy już znalazły się w centrum handlowym emocje wzięły górę. Pingwinki śmiały się, pokrzykiwały i rozglądały na wszystkie strony, a mijający nas ludzie uśmiechali się życzliwie. Wszędzie było tyle interesujących rzeczy, że Kowalski nawet nie poczuł, że Skipper go puścił, a ja nie zorientowałam się, że maluch się do nas odłączył. Skipper przykleił się do wystawy sklepu z zabawkami. Bardzo chciałby mieć takie autko. Pingwinek odwrócił się, spodziewając się, że będę na niego czekać, ale z zaskoczeniem stwierdził, że za jego plecami nikogo nie ma.
- Mamo? - odezwał się niepewnie. Może to była zabawa w chowanego? Wszyscy się schowali, a on miał szukać. Tak, na pewno! Skipper pobiegł przed siebie, nawołując nas i zaglądając we wszystkie po kolei zakamarki, ale w końcu stanął. Wystraszył się, nie potrafił nas znaleźć. Po policzkach pingwinka popłynęły łzy.
- No, chyba możemy wracać do domu. - stwierdziłam, przeglądając listę zakupów i przyklęknęłam przy pingwinkach, ale jednego brakowało. - Chwileczkę, gdzie Skipper? Kowalski, szliście na końcu. Puściłeś Skippera?! - podniosłam głos. Maluszek pokręcił przecząco głową, bliski płaczu. - No to gdzie on jest?! - Kowalski zakwilił niespokojnie i rozszlochał się. - Nie, nie, nie płacz. Nie chciałam krzyczeć, naprawdę. - wzięłam rozżalonego pingwinka na ręce i przytuliłam mocno. - Ćśś... Nie zrobiłeś nic złego, nic się nie dzieje, hej. Chodźcie, poszukamy Skippera.
- Mama! Mama! - krzyczał przez łzy Skipper. mijający go ludzie spoglądali na niego ze współczuciem i tylko starszy pan przyklęknął przy nim, chcąc pomóc, ale pingwinek wystraszył się jeszcze bardziej i odbiegł kawałek. Przy maluszku przyklęknęła młoda dziewczyna w czerwonej koszulce. Pracowała w sklepie obok i właśnie miała przerwę obiadową. Gdyby nie piegi i włosy skręcone w sprężynki byłaby łudząco do mnie podobna.
- Hej... - zagadnęła. - Zgubiłeś się mały? - Skipper wyciągnął do niej skrzydełka. - No chodź. - dziewczyna wzięła go na ręce. - Czemu płaczesz? Gdzie twoja mama? - maluszek zakrztusił się i dziewczyna poklepała go po plecach. - No już... Spokojnie.
- Skipper! - nawoływałam, idąc holem.
- Kipper! - wtórował mi Kowalski. W pełni rozumiał powagę sytuacji. Pozostała dwójka uważała to za świetną zabawę.
- Skipper! - zawołałam znowu. Skipper momentalnie przestał płakać i uniósł głowę, uważnie nasłuchując.
- Mama! - zawołał. Odwróciłam wzrok, słysząc wołanie i odetchnęłam z ulgą. Podbiegłam do dziewczyny i wzięłam od niej maluszka.
- Dzięki Bogu. - westchnęłam, tuląc go do siebie. - Dziękuję.
- Nie ma za co. - odpowiedziała dziewczyna. - Płakał i pomyślałam, że coś się stało, że może się zgubił.
- Oj, kochanie, nie możesz się tak oddalać. Chodźmy do domu. Coś mi się zdaje, że macie na dzisiaj dosyć wrażeń.