Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 stycznia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Obudziłam się około szóstej trzydzieści. Przeturlałam się pod kołdrą, usiłując nie przygnieść Skippera i zerknęłam przez okno. Na zewnątrz robiło się jasno. W pokoju hotelowym było ciepło. W końcu stoczyłam się z lóżka i poszłam do łazienki. Umyłam zęby. Odkręciłam wodę pod prysznicem i zaciągnęłam zasłonkę. To była, niestety, jedna z tych zwykłych plastikowych zasłonek, które falują, wybrzuszają się i przyklejają do nóg. To dosyć irytujące. W końcu ją odsunęłam. Trudno, skoro nie mogli powiesić czegoś przyzwoitego, niech teraz ścierają podłogę. Pozwoliłam, żeby gorąca woda zmoczyła mi włosy. Otworzyłam stojąca na półeczce butelkuje z szamponem i wylałam odrobinkę płynu na dłoń. Pachniał kokosami. Spłukałam włosy i sięgnęłam po mydło. Wtedy coś usłyszałam. Stąpanie po drewnianej podłodze. Odgłos desek uginających się pod ciężarem czyjegoś ciała. Pingwiny? Nie, one przecież jeszcze śpią. A przysięgłabym, że zamykałam drzwi na klucz. Wychyliłam głowie w stronę drzwi. Ktoś tam stał, ale ktokolwiek to był, nie chciał by go dostrzeżono. Serce biło mi mocno. Czas stanął w miejscu. W naszym pokoju przebywał ktoś obcy. Patrzył na mnie. Jak długo? Gotowa do ataku gwałtownie otworzyłam drzwi łazienki. Ale pokój był pusty. Drzwi zamknięte od środka na zamek. Okno zatrzaśnięte. Nikogo w szafie. Nikogo pod łóżkiem. Powoli się uspokajałam. Może po prostu zobaczyłam cień przelatującego za oknem ptaka. Może ktoś przechodził korytarzem i zaskrzypiała podłoga. To czysty przypadek, ze te rzeczy wydarzyły się w tym samym czasie. Podeszłam do drzwi łazienki i postawiłam piętę na jednej z desek drewnianej podłogi. Przesunęłam stopę. Miałam nadzieję, ze deska nie zaskrzypi. Ale zaskrzypiała. Tak jak wcześniej. E, to także przypadek. To stary hotel, ładne drewniane podłogi muszą skrzypieć. Miałam ochotę sprawdzić każdą klepkę, ale się powstrzymałam. Wróciłam do łazienki. Skończyłam się ubierać. Nie przestawałam obserwować drzwi.
- Chłopcy, wstajemy powoli. - powiedziałam, siadając na łóżku. - Idziemy na śniadanie. - Skipper przekręcił się na plecy. - Jak się spało? - spytałam.
- No nawet, nawet. - odparł pingwinek i rzucił poduszką w Kowalskiego. Pingwinek poderwał się, rozglądając się wokół.
- Co się dzieje? - spytał niespokojnie. Roześmiałam się.
- Nic się nie dzieje, zaraz idziemy na śniadanie. - odparłam. - Wstawajcie. - Szeregowy ziewając zwlókł się z łóżka. Rico tylko wsunął się głębiej pod kołdrę. Przekręciłam klucz w drzwiach pokoju i właśnie miałam nacisnąć klamkę, kiedy Skipper zapał mnie za rękę.
- Poczekaj. - odezwał się i pchnął drzwi. Na podłodze z głośnym hukiem wylądowały stare pudła. - Wiedziałem, że tak będzie. - powiedział Skipper. - Wystarczy to tylko posprzątać i możemy iść jeść. - kartony wyładowały w koszu na śmieci, a my (odrobinkę tylko spóźnieni) zeszliśmy do stołówki na śniadanie. Dziewczyny posłały nam zniesmaczone spojrzenia.
- Proponuję nauczyć się punktualności. - rzuciła Agnieszka.
- Hmm... Ciekawe kto chciał nam zrzucić na głowy stertę tektury? - odparł Skipper. - Bardzo chętnie rzuciłbym w niego czymś ciężkim. Elegancką cegiełką na przykład. - uśmiechnęłam się, smarując kromkę chleba serkiem topionym.
- Och... - westchnęła Ewka. - Ciekawe kto mógł zrobić coś tak okropnego. Zwłaszcza takim lizusom jak wy! - Skipper poderwał się z krzesła, ale w porę położyłam mu dłoń na ramieniu. Pingwinek spojrzał na mnie wymownie.
- Spokojnie. Nie dawaj im tej satysfakcji. - szepnęłam mu na ucho. Pozostałe zwierzaki siedziały cicho, z godnością przyjmując rzucane przez dziewczyny obelgi. Reszta śniadania upłynęła w milczeniu. Na przedpołudniowe zwiedzanie zaplanowaliśmy Zamek Królewski, Katedrę Wawelską oraz zabytki skupione na Rynku Głównym, między innymi Sukiennice, Ratusz, Kościół Mariacki i to co można było zobaczyć w okolicy rynku, na przykład Barbakan i Collegium Maius. Pingwiny chyba najbardziej cieszyły się na obiecany czas wolny. zwiedzanie zaczęliśmy od smoczej jamy. Na zewnątrz stał wielki pomnik smoka, który ział prawdziwym ogniem. Fotograf zrobił nam zdjęcie na pamiątkę...
  • awatar Spider i coś tam: Pinger już przegina ;) To stary hotel więc może to był jakiś duch byłego mieszkańca ? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Ledwo co wróciłem ze szkoły zostałem poinformowany, że idziemy wszyscy do miasta i że zaraz mamy autobus, więc mam się sprężać. Zanim zrobię cokolwiek innego, miałem zamiar pójść do łazienki, ale Szef stwierdził, że wytrzymam i pociągnął mnie za sobą na dwór. Na przystanku autobusowym musieliśmy odczekać cały długi kwadrans. Spokojnie zdążyłbym skorzystać z łazienki, a tak musiałem się męczyć. W autobusie siedziałem sztywno na swoim miejscu, na każdym wyboju czując, że pęcherz mam pełny, a samopoczucie coraz gorsze. Zaraz po przekroczeniu progu galerii chciałem pójść do toalety, ale zostało mi to brutalnie wybite z głowy. Powlokłem się smutno za nimi. To była już naprawdę pilna sprawa. Wszystko przez to, że nie załatwiłem tego przed wyjściem z domu. Przez kogo? Oczywiście przez Szefa. Nic by się nie stało, gdybyśmy wyszli dwie minutki później. Rozmyślając o swoim nieszczęściu nie zauważyłem gdzie idę i zderzyłem się ze ścianą, kawałek od wejścia do sklepu. Potarłem bolący dziób. ”W drzwi nie umiesz trafić?” Szef rzucił zjadliwym tekstem. Potem okazało się, że wszystkie numery czasopisma dla młodych naukowców zostały wykupione, na podręcznik z zadaniami studenckimi z chemii nie było mnie stać, powieści obyczajowej na którą miałem ochotę nie było w księgarni, no i dodatkowo zgubiłem się w drogerii. Poza tym czułem, że nagląca potrzeba do ubikacji robi się coraz bardziej nagląca. Pociągnąłem Kasię za nogawkę. ”Ja muszę do toalety.” powiedziałem nieśmiało. ”Chwilkę.” odpowiedziała mi. Zrobiło się małe zamieszanie, chłopaki rozbiegli się po sklepie, a sytuacja była o tyle skomplikowana, że Kasia stała właśnie w kolejce do kasy. Udało jej się jakoś opanować sytuację, ale musiała podnieść głos. Szarpałem ją nerwowo za nogawkę. ”Rico, uspokój mi się w tej chwili! Szeregowy, odłóż to! Skipper, poczekaj!” pokrzykiwała. ”Kowalski!” w końcu zdenerwowało ją też to, że niemalże wieszałem się na jej dżinsach. ”Ja naprawdę nie mogę już wytrzymać.” przyznałem. W oczach stanęły mi łzy. ”A ja o tobie zupełnie zapomniałam. Poczekaj chwileczkę. Chwilkę, dosłownie.” zapłaciła, wzięła mnie za skrzydło i odprowadziła do toalety. Potem mogłem się wygłupiać ze wszystkimi.
  • awatar Spider i coś tam: Jakby Kowalski nie wytrzymał to mógłby zwalić wszystko na szefa, a co tam :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›