Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 stycznia 2016

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
W nocy Kowalski spał jak zabity. Może przez inne, świeższe powietrze, przez puchową, mięciutką pościel, albo po prostu przez to, że był wykończony. Pingwinek obudził się późno, bo o ósmej. Szefa już dawno nie było w łóżku i Kowalski też zszedł na dół. Na stole stała miska  sałatką i dwa talerze z  kanapkami. w kominku płonął ogień.
- Dzień dobry. - przywitał się pingwinek, dosiadając się do rodziny i nałożył sobie na talerz sałatki.
- Jak się spało? - zagadnęłam. - Ani razu nie przyszedłeś do mnie w nocy, więc wnioskuję, że wszystko w porządku. - Kowalski kiwnął głową i właśnie miał sobie włożyć do dzioba widelec, kiedy poderwał się z krzesła.
- Ciociu, kto jest na tym zdjęciu? - spytał, zdejmując z półeczki nad komikiem fotografię w złotej ramce.
- Ja i Janusz. - odpowiedziała ciocia Krysia. - To było jakoś po mojej maturze. - pingwinek wrócił do stołu. chciał wiedzieć jaki był pan Frankowski w wieku szesnastu lat. Tylko od czego by tu zacząć? Chciał wiedzieć co mówił, co myślał. Czy miał plany na przyszłość, czy w ogóle wiedział, ze będzie nauczycielem.
- Chciałbym wiedzieć... - zaczął Kowalski. Ciocia Krysia patrzyła na niego cierpliwie, a pingwinek wpatrywał się bezradnym wzrokiem w talerz z sałatką.
- Chciałbym wiedzieć, co pan Janusz lubił, kiedy był w wieku Kasi. - powiedział wreszcie. Pan Frankowski roześmiał się.
- Nie znasz innych tematów do rozmowy? - spytał z uśmiechem, biorąc sobie kanapkę.
- Wiesz dobrze, że jesteś autorytetem Kowalskiego. - odpowiedziała ciocia Jola. - Nie dziw się, ze chce o tobie rozmawiać.
- Co lubił? - spytała ciocia Krysia. - W jakim sensie?
- No, w ogóle.
- Nie wiem. - wzruszyła ramionami. - Nie pamiętam. - pingwinek spojrzał na nią z zawodem. - Mniej więcej to co teraz. - dodała, widząc minę Kowalskiego. - Książki, szachy...
- Ciociu, a nie mas jakichś fotografii? - ciocia Krysia pokręciła głową i zamyśliła się na moment.
- Wiesz co? Pamiętam, że zostały jakieś książki i kurtka. Jeśli Janusz nie zabrał ich ze sobą, pewnie SA na strychu. Mama wszystko chowała, na strychu są nawet nasze zeszyty ze szkoły, widziałam je niedawno.

Zaraz po obiedzie ciocia Krysia z Kowalskim wyprawili się na strych. Strych był olbrzymi, zakurzony, pełen starych mebli, jakichś kartonów, koszy i walizek. słońce sączyło się przez zamglone szyby małych okienek, w promieniach słońca tańczyły miliony wirujących drobinek kurzu. Pingwinek oglądał ubrania, które nosił ciocia Krysia, gdy była mała. Kowalski nie potrafił sobie wyobrazić cioci w tak małych sukienkach, a już spodnie, które mu pokazała, wprawiły go w osłupienie. Podobno sama je uszyła - nogawki były rozszerzone na dole i miały wyhaftowane kolorowe kwiatki, oraz coś, co wyglądało jak emblemat mercedesa. Ciocia wytłumaczyła mu, ze to pacyfka - symbol hipisów. ciocia Krysia była hipiską? Potem ciocia pokazała mu stare lalki, którymi bawiła się kiedyś. Lalki miały włosy rosnące w kępkach i były sztywne. Ich kolana i łokcie zginały się. Dwie po przechylaniu zamykały oczy. Szczerze mówiąc, robiły na pingwinku trochę upiorne wrażenie - jak można bawić się czymś takim/ Udało im się znaleźć książki cioci Krysi - same romanse. Ale rzeczy pana Frankowskiego nie ma.
- To dziwne. - powiedziała ciocia Krysia. - Jestem pewna, ze bym ich nie wyrzuciła. Może Janusz zabrał wszystko ze sobą? - jeśli tak, to Kowalski nic o tym nie wiedział. Ciocia wstała, otrzepała spodnie i zamyśliła się.
- Chyba że... Poczekaj. - podeszła do drabiny ustawionej obok komina, przeniosła ją na środek i oparła o belkę sufitu. Pingwinek przyglądał się jej, bo nie bardzo rozumiał... Ach, tak! Mówiła mu, że strych ma dwa poziomy! ciocia Krysia wspięła się po drabinie, podparła klapę z desek i w suficie otworzył się prostokątny otwór prowadzący na wyższy poziom. Ciocia zniknęła na górze, słychać było jej kroki na deskach, belki trzeszczały, a spomiędzy nich osypywały się w dół strużki kurzu.
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: "Ból fizyczny jest o tyle dobry, że kiedy przekroczy pewną granicę, zabija. Ból psychiczny, kiedy boli nas serce, zabija nas codziennie od nowa, ale ciągle żyjemy." Nie chcę wracać do szkoły. Tam są oni. Ludzie, którzy nie kochają nikogo i niczego poza sobą. Nienawidzą mnie, a ja nie wiem nawet dlaczego, ani za co. Codziennie idąc do szkoły zastanawiam się, co wymyślą tym razem, żeby doprowadzić mnie do łez. Umiem się bronić, ale oni zawsze trafią w to delikatne miejsce. Tak, żeby najbardziej bolało. Przez nich znienawidziłam wychowanie fizyczne. Zawsze, kiedy coś mi nie wyjdzie, zaczynają szydzić i wyśmiewać, a ja nie potrafię już potem nic zrobić dobrze, tak trzęsą mi się ręce.  Mówią; nie przejmuj się tym co mówią inni. Ale w głębi duszy każdego by bolało. Przez nich skrzywdziłam jedyną i najlepszą przyjaciółkę, a ona nawet po przeprosinach, po tym, jak jej wytłumaczyłam, że nie chciałam, że wiem, ze zrobiłam źle, że więcej tego nie zrobię, nie chciała mnie znać. Nauczyciele są głusi i ślepi, na moje krzywdy. Nie zareagowali nawet wtedy, kiedy jedna z nich chciała uderzyć mnie w twarz. Bo przecież to takie miłe i ładne dziewczynki. Pod tą słodyczą są jednak wiedźmy, a ja nie potrafię już sobie sama poradzić. Rozpaczliwie proszę o pomoc, a jednak nikt mi pomóc nie chce. A proszenie o pomoc jest sztuką. Nawet koleżanka, która mnie trochę tam lubi, tak naprawdę nie zwraca na mnie uwagi i kiedy tylko jest okazja przesiada się do innych. Jestem sama i muszę sobie radzić. Całe życie. Kto wie, może za rok będzie lepiej. Nowa szkoła, nowi ludzie i może wreszcie uda się zapomnieć o przeszłości. Zastanawiam się czasem co by było gdybym uciekła i już nigdy nie wróciła. Na pewno wszyscy odetchnęliby z ulgą. Jutro dodam następny rozdział i wszyscy zapomną, ze ten wpis w ogóle się pojawił.
  • awatar *Mordka*: Ja też nie chcę w poniedziałek iść do szkoły...
  • awatar frytki z majonezem.: Też nienawidzę wychowania fizycznego, na szczęście udało mi się z niego wykręcić chorobą. Już trzy lata tak się wykręcam. :D Oj, u mnie jest tak samo, Może jakoś bardzo mi nie utrudniają życia, ale jednak nikt nie lubi być oczerniany za plecami. A jak się już komuś pożalisz to "a...bo Ty w ogóle to jesteś dziwna i sama sobie zasłużyłaś na to, żeby o Tobie plotkowali" . Czyli jak nie interesujesz się modą, kosmetykami i robieniem loda nieznajomemu facetowi na suto zakrapianej imprezie w jakiejś obrzydliwej spelunie (przepraszam, że tak dosadnie, ale nie wiem jak to delikatniej ująć) to jesteś poza kręgiem towarzyskich zainteresowań. Smutne toto, lecz niestety prawdziwe. I też nie znoszę tej szkoły i nie chcę do niej wracać, ale pomaga mi świadomość że jeszcze niecałe dwa lata i w końcu gdzieś się przeprowadzę (oby) i nigdy więcej nie będę musiała oglądać tych bezczelnych i wyniosłych ludzi. Dacie radę, będziemy się nawzajem motywować. Tak @*Mordka*, Ty też jesteś silna. ;)
  • awatar SugarFirefly: Ludzie atakują innych, zazwyczaj lepszych od siebie. Atakują też tych, których się boją. Atakują mądrzejszych i spokojniejszych. Zwykła zazdrość i chęć znalezienia sobie kozła ofiarnego tkwi w istocie ludzkiej od zarania. Jak z tym walczyć? Nie jest to łatwe, ale najgorszym co można zrobić, jest opuścić głowę. Gdy zobaczą, że się boisz lub poddajesz to ich jeszcze bardziej nakręci. Zjedzą cię żywcem. Śmiej im się prosto w twarz, zniszcz spokojem i chłodną, wyniosła ironią. Obserwuj i uderzaj w ich słabe punkty. Na pewno je mają. Każdy ma. A ci, którzy atakują grupowo, ukrywają w ten sposób swoje słabostki. Jeżeli jesteś słaba z wf, dla przekory zapisz się na karate, lub inną sztukę walki. Niech wtedy spróbują ci podskoczyć ;) Znajdziesz w sobie siłę, wierzę w to.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›