Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 15 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Cóż, nie wyszło to dokładnie tak jak miało wyjść, ale coś jednak udało mi się sklecić. No i przepraszam za błędy. Miłego czytania.

- Wychodzę! - krzyknął Skipper, naciskając klamkę.
- Zaraz, zaraz, gdzie ty się wybierasz? - spytałam, wychodząc do przedpokoju. - Przeziębiony jesteś.
- Richardson zrobi mi piekło, jeśli nie pojawię się na treningu. - powiedział pingwinek. - Wiesz przecież, że za parę dni mamy zawody. - westchnęłam.
- Tylko po treningu prosto do domu. - zastrzegłam.
- Słowo honoru. - rzucił przez ramię Skipper, wybiegając z domu. Od paru tygodni ćwiczył z drużyną na zawody w piłce ręcznej. Był najlepszym napastnikiem, nie tylko według trenera, pana Richardsona, ale też według kolegów. Wcale nie miał ochoty akurat tego dnia ganiać za piłką, był zmęczony, a na dodatek odrobinkę podziębiony, ale wiedział czym kończy się nieobecność na treningach. Richardson nie tolerował nieobecności, ani choćby najmniejszych spóźnień, nawet jeśli jakikolwiek zawodnik był umierający miał się stawić w sali gimnastycznej. Skipper biegiem wpadł do szatni, rzucił szalik na ławkę i popędził na salę.
- Spóźniłeś się. - warknął Richardson, widząc pingwinka.
- Przepraszam. - szepnął Skipper, zajmując swoje miejsce w szeregu. Trener może i był ostry, ale znał się na swojej robocie, nie bez powodu pingwinek od paru miesięcy trenował u niego karate i kilka sportów między innymi właśnie piłkę ręczną.
- Dobrze, skoro wszystkim udało się dotrzeć... - pingwinek nerwowo przełknął ślinę kiedy Richardson spojrzał znacząco na Skippera. - ...to możemy zaczynać. Dziesięć okrążeń sali, tempo, tempo! - po bieganiu przyszedł czas na właściwą rozgrzewkę. Skipper posłusznie dostosowywał się do poleceń trenera, ale czuł się coraz gorzej. Coraz częściej pociągał nosem, a ból w nadwyrężonej kostce dawał o sobie znać. Poza tym pingwinek zdążył sporo wypić przed wyjściem z domu i teraz czuł, że musi wyjść do łazienki.
- Trenerze... - odezwał się niepewnie. - Puści mnie pan do toalety? - spytał.
- Nie ma mowy, za godzinę przerwa, wytrzymasz. Wracaj na boisko. - Skipper zapatrzył się w podłogę, ale wiedział, ze  Richardsonem nie ma co dyskutować. Pod żadnym pozorem nie pozwalał przerwać treningu, nawet jeśli (tak jak w przypadku nieobecności) zawodnik był umierający. Trener rzucił piłkę na boisko, zawodnicy migiem podzielili się na dwie drużyny i zaczęła się właściwa część treningu. Skipper usiłował się skupić na grze, ale zwyczajnie nie dawał sobie rady. Akurat tego dnia gra zdawała się być za ciężka, koledzy z drużyny i przeciwnicy zbyt brutalnie, poza tym pingwinka strasznie rozpraszało przeziębienie, no i pełny pęcherz. A do przerwy dalej było tak daleko. Wreszcie, czując, że albo nie wytrzyma, albo będzie miał przechlapane do końca życia wybrał to drugie i nawet nie pytając Richardsona o pozwolenie śmignął do ubikacji.
- Co ty sobie myślisz, co? - Skipper zaszklonym wzrokiem wpatrywał się w trenera. Stał na środku sali gimnastycznej, gnębiony przez Richardsona, a fakt, ze wszyscy koledzy się temu przyglądają wcale mu nie pomagał.
- Powinienem w ogóle nie brać cię na te zawody, skoro nawet najprostszej piłki nie umiesz złapać! Co się z tobą dzieje?! Już dawno powinieneś wylecieć z drużyny!
- Więc co pana powstrzymuje przed wyrzuceniem mnie?! - pingwinek nie mógł wytrzymać napięcia. - Chyba tylko fakt, że Kasia tak dobrze panu płaci za moje treningi! - Skipper poczuł uderzenie w policzek, potem dopiero zapiekło i dotarło do niego co Richardson właśnie zrobił. Pingwinek dotknął uderzonego miejsca.
- Nie masz prawa  odnosić się do mnie w ten sposób! - wrzasnął trener.
- Ale ma prawo do elementarnych potrzeb! - odpowiedział pingwinek. Tym razem pod wpływem kolejnego uderzenia wylądował na podłodze. Po dziobie płynęła mu krew. Skipper przejechał skrzydłem po piórkach pod lewym okiem, a widząc na skrzydle czerwoną, lepka substancję, zerwał się z podłogi i wybiegł do szatni.
- Wracaj tu w tej chwili! - wrzasną za nim Richardson. - Jesteś mężczyzną, a zachowujesz się jak rozpieszczona dziewczynka! - tego Skipper już nie słyszał, bo z niewyobrażalną dla pingwin a prędkością gnał do domu.
Skipper najciszej jak mógł, wszedł do domu, równie cicho zamknął za sobą drzwi wejściowe i nawet nie zaglądając do kuchni, gdzie przygotowywałam obiad, skierował się do łazienki, a potem z wacikiem namoczonym w chłodnej wodzie, przyciśniętym do krwawiącego miejsca pod okiem, do swojego pokoju. Pingwinek zwinął się w kłębek na łóżku.
- Skipper, wszystko dobrze? - spytałam, zaglądając do niego. - Coś się stało na treningu? Pokaż mi się. - powoli odsunęłam jego skrzydło, w którym ściskał wacik, od rany. - Richardson ci to zrobił? - w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Na progu stał trener.
- Gdzie jest Skipper? - spytał. - Chcę się z nim widzieć.
- Jest u siebie, ale... - nie dokończyłam, bo Richardson bezczelnie i bez zaproszenia wszedł do korytarza.
- Nie wyjdę stąd dopóki nie rozmówię się ze Skipperem.
- Czyś pan oszalał?! - krzyknęłam. Siedzieliśmy przy stole w kuchni, Skipper stał obok, opierając się o szafkę. - Dobrze pan wie, że Skipper jest po krwotoku wewnętrznym i dwóch operacjach! Mógł mu pan zrobić krzywdę!
- Już od jakiegoś czasu nie ma dla mnie szacunku!
- Nie będziemy w ten sposób rozmawiać! - Skipper ze wstydem podniósł głowę, patrząc na pozostałą trójkę stojącą w drzwiach kuchni. Wiedział, że to przez niego to całe zamieszanie.
- Znajdziemy Skipperowi innego trenera. - powiedziałam. - Niech się pan więcej do niego nie zbliża. a teraz proszę wyjść z mojego domu.
- Nie wyjdę, dopóki nie dostanę tego po co przyszedłem!
- Proszę wyjść, bo zadzwonię po policję i wtedy dopiero będzie miał pan kłopoty! - Richardson zerwał się z krzesła.
- Dobrze, nigdy więcej nie chcę wiedzieć tego mięczaka na moich treningach.
- Spokojnie, nigdy więcej się na nich nie pojawi. I proszę nie nazywać mojego Skippera mięczakiem.
  • awatar serpentard210: Nie masz pojęcia jak ci zazdroszczę talentu w pisaniu!!!
  • awatar SallyLou: Richardson, ja cię nienawidzę *szczerzy kły do kompa jak oszalały wilk*. Każdy kto tak traktuje jednego z pingwinów będzie miał ze mną do pogadania...
  • awatar Stajenne Świry: Czekamy na książkę :) #Aramisowa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›