Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 września 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Episode one
Poderwałam się z łóżka, słysząc niespokojne kwilenie, dochodzące z pokoju obok. A chciałam sobie dłużej pospać. Czy one raz nie mogą poczekać? Narzuciłam na siebie bluzę i poszłam uspokoić szlochającego pingwinka.
- Cześć. - powiedziałam, biorąc na ręce Kowalskiego. - No już, przecież jestem. Głodny pingwinek? Czy mokro w pieluszce? - zagadywałam po drodze do kuchni, choć wiedziałam, że maluszek mi nie odpowie. Pieluszka była sucha, więc posadziłam Kowalskiego na nocniczku. Byliśmy właśnie w fazie pożegnania z pieluchami i całkiem nieźle nam szło. Tylko Szeregowy miał z tym jeszcze problem.
- Mama! - zawołał pingwinek, wyciągając do mnie skrzydełka.
- Już? - spytałam. - Pięknie. - pochwaliłam, sadzając go na krześle przy stole. - No to trzymaj. - włożyłam mu w skrzydełka butelkę mleka, a on od razu przyssał się do smoczka. Butelki ze smoczkami też były coraz rzadziej w użyciu, ale dzisiaj nie było czasu, żeby szykować maluchom coś innego. Kowalski skończył picie mleka i przechylił się przez stół, wyciągając skrzydło do talerza z ciastkami. w tym czasie, kolejny maluszek zaczął płakać, a zaraz po nim następny i chwilę potem całą czwórka siedziała przy stole ze smoczkami butelek w dziobach. Zjadłam śniadanie przy okazji przyglądając się pingwinkom. Obiecałam im dzisiaj wycieczkę na plac zabaw. Na dworze było chłodno, ale to nie znaczyło, że mamy odłożyć naszą wyprawę na kiedy indziej i z domu wyszliśmy kiedy tylko zwierzaki skończyły jeść.
Pingwinki biegały po placu zabaw, huśtały się na huśtawkach, szalały na zjeżdżalni, a ja nareszcie miałam spokój. Siedziałam na ławce z książką, co jakiś czas spoglądając na bawiące się wesoło pingwinki. Rico z radosnym okrzykiem próbował sforsować ściankę wspinaczkową, czego stanowczo mu zabroniłam, ale nie chciało mi się ruszać z miejsca, żeby go ochrzanić. Kowalski zawołał coś po swojemu, a Szeregowy ruszył biegiem w jego stronę, potknął się i zarył dziobem w trawie. Momentalnie się rozpłakał. Musiałam wstać z ławki i ruszyć Szeregowemu na ratunek. Pingwinek otarł sobie policzek i skrzydło i właściwie nic takiego mu się nie stało, ale szeregowy darł się jakby obdzierali go ze skóry. Musiałam wygrzebać z kieszeni cukierki, żeby się uspokoił.
- Mamo… - odezwał się Kowalski, odchodząc do mnie.
- Co kochanie? - spytałam, ciągle zajmując się Szeregowym.
- Mm… - pingwinek spoglądał na mnie, nie wiedząc jak ma mi zakomunikować, że chce mu się do ubikacji ale ja byłam już na to wyczulona i wiedziałam o co chodzi.
- Chodź ze mną. - poprosiłam, biorąc go za skrzydło. - A wy macie tutaj zostać! - zawołałam do pozostałej trójki, a Kowalskiego odprowadziłam kawałek, w miejsce, gdzie pingwinek mógł spokojnie zrobić co musiał.
- Chodźcie, wracamy do domu, na obiad! - zawołałam pół godziny później. Zwierzaki jęknęły przeciągle. dobrze wiedziały co oznacza zwrot ”do domu”, a one nie chciały jeszcze wracać. Z drugiej jednak strony, wszystkie cztery zaczynały robić się głodne. W domu na pingwinki czekał krupnik, za który oczywiście zabrały się z apetytem i kotlety na drugie danie (mielone). Szeregowy zaczynał marudzić i musiałam go karmić.
- Daj smoczek! - wybełkotał Rico, próbując mi wleźć na kolana, ale stanowczo zsunęłam go z mojej nogi.
- Nie dam, jesteś już za duży na smoczek. - odpowiedziałam.
- Daj smoczek!! - powtórzył pingwinek, a kiedy pokręciłam głową, obraził się i wybiegł z kuchni. Poszłam go szukać, biorąc ze sobą ciastko czekoladowe, mając nadzieję, że może jakoś go przekupię i w korytarzu natknęłam się na Skippera. Maluszek stał w sporej kałuży, pochlipując cichutko. Za bardzo był zajęty zabawą i nie zdążył do łazienki.
- Skipper… - przyklęknęła obok, biorąc go za skrzydło. - Nie płacz, nic się nie stało. - powiedziałam łagodnie, wytarłam mu łzy i dałam ciastko. - Zaraz posprzątamy. - dodałam, idąc po ścierkę do podłogi. Pingwinek rozszlochał się jeszcze bardziej, kiedy ścierałam podłogę w korytarzu. Przytuliłam go mocno.
- Ale nie płacz. Jesteś jeszcze malutki, w końcu się nauczysz. No już, zjedz teraz ciastko i leć się bawić. - Skipper posłusznie włożył do dzioba kawałek ciastka czekoladowego.
Wieczorem po zjedzonej kolacji trzeba było położyć maluchy do łóżeczka. Kowalski przybiegł do mnie z książeczką w skrzydle.
- Przeczytać? - spytałam, a pingwinek kiwnął głową. - Najpierw to wam trzeba założyć pieluszki. - mimo, że pingwinkom coraz lepiej szła nauka korzystania z toalety, na noc ciągle trzeba było zakładać im pieluchy. Wreszcie zwierzaki wylądowały w łóżeczku, a ja mogłam przeczytać im bajkę na dobranoc.
  • awatar Zakira Luna: O rany, pingwinki jako dzieci!Całkiem fajne, nawet jeżeli charakterki postaci nie do końca kojarzą mi sie z ich ,,prawdziwymi" odpowiednikami... Mam tylko kilka zastrzeżeń co do ich Matki :P Nie wyobrazam sobie iść z czwórka tak malych dzieci na plac zabaw i czytać książkę...albo <o zgrozo! > zostawić trójkę i iść z jednym do toalety... Nawet jeżeli te dzieci to pingwiniątka w pieluchach :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›