Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 września 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Rozdział 2
Jak co rano obudził mnie szloch jednego z maluszków. Tym razem pierwszy obudził się Skipper.
- Jak się spało? - spytałam, biorąc go na ręce, a pingwinek momentalnie się uspokoił i przytulił się do mnie. - Sucha pieluszka? No to siadaj. - maluszek został posadzony na nocniczku, a ja w tym czasie zrobiłam mu kaszkę na śniadanie. Skipper zjadał z apetytem, kiedy pozostała trójka rozszlochała się w pokoju.
- A może wybierzemy się do supermarketu? - spytałam, jedząc swoje śniadanie.
- Ale pada. - zauważył inteligentnie Kowalski.
- A od czego macie pelerynki przeciwdeszczowe?- odpowiedziałam.
Chwilę później maluszki stały w korytarzu, wszystkie w wodoodpornych, foliowych pelerynkach. Założyłam bluzę z kapturem i przyklęknęłam przy pingwinkach.
- Nie zakładam wam pieluszek, bo jesteście dużymi pingwinkami. - powiedziałam. - Dlatego, jak tylko któremuś zachce się do ubikacji, ma mi powiedzieć, jasne? - maluchy pokiwały głowami. - No i macie się zachowywać. - dodałam, sadzając sobie Szeregowego w nosidełku na plecach.
- Batonika? - spytał Rico zwięźle i na temat.
- Może. Pod warunkiem, ze będziesz grzecznym pingwinkiem.
- Będę. - obiecał Rico. Chwilę potem maluszki rozglądały się z ciekawością po supermarkecie. Kowalski i Skipper siedzieli w wózku na zakupy, Rico dreptał grzecznie obok mnie, a szeregowy usnął  nosidełku. W wózku wylądował między innymi szczypiorek, paczka kabanosów, ser żółty w plastrach, serek do smarowania z ziołami, paczka ciastek z dżemem i słoiczek grzybków.
- Chcę batonika! - krzyknął Rico, wyciągając skrzydło do półeczki ze słodyczami. - Kup mi!
- Dawaj. - powiedziałam, wyciągając dłoń. Pingwinek włożył mi w dłoń snickersa. Kowalski spojrzał na to z zazdrością.
- Ja też chcę. - powiedział, robiąc oczka zbitego pieska.
- To chodź, wybierz sobie. - wzięłam go na ręce, a Kowalski wyciągnął skrzydło do półeczki ze słodyczami, wybierając batonika.
- Zadowoleni? - spytałam, sadzając go z powrotem w wózku.
- Mamo... - odezwał się Skipper. Sprawdzałam właśnie datę przydatności do spożycia pasztetu.
- Słucham, kochanie? - odwróciłam się od półki.
- Do łazienki. - usłyszałam i podniosłam wzrok na pingwinka.
- Już. - odpowiedziałam, wkładając pasztet do wózka i skierowałam się w stronę toalety. - Macie się stad nie ruszać. - przykazałam, zostawiając maluchy przed drzwiami łazienki i zostawiłam uchylone drzwi, żeby móc kontrolować sytuację. Posadziłam Skippera na sedesie i przytrzymałam, żeby nie spadł.
- Już? - spytałam, kiedy pingwinek zrobił co musiał. - Chodź, wracamy do chłopców. - Szeregowy westchnął niespokojnie przez sen. Wolałam go na razie nie budzić. Nie chciałam, żeby zaczął się awanturować, widząc coś co koniecznie musiałby mieć. Do wózka trafiła jeszcze paczka chipsów paprykowych (w końcu mi też należało się coś od życia) i  torebka żelków dla Szeregowego.
- Skipper, a ty chcesz coś słodkiego? - spytałam.
- Dżodżówkę. - odpowiedział z uśmiechem pingwinek.
- Co? - spojrzałam na Skippera. - A, tobie chodzi o drożdżówkę. To już w cukierni. - powiedziałam, kierując się do kasy. Po zapłaceniu, drugim kursie do ubikacji (z Szeregowym) i wstąpieniu do cukierni po drożdżówkę z morelami i serkiem dla Skippera, można było wreszcie wrócić do domu.
Był późny wieczór i powoli kładłam pingwiny do łóżeczka. Rico i Kowalski już spali, Szeregowy właśnie usypiał przy butelce mleka, a Skipper siedział jeszcze w salonie, czekając na swoją kolej. Pingwinka szczególnie interesował pilot od telewizora. Skipper ostrożnie nacisnął czerwony przycisk, a kiedy ekran rozbłysnął kolorami zaczął losowa wciskać guziki. Kładłam właśnie Szeregowego do łóżeczka, kiedy zaalarmował mnie przeraźliwy płacz.
- Mamo! - krzyknął Skipper. Z ekranu telewizora wyglądało dwoje wyłupiastych oczu osadzonych w ciele przerażającego kosmity.
- Nie powinieneś tego oglądać. - powiedziałam, wyłączając telewizor i wzięłam szlochające biedactwo na ręce. - Wystraszyłeś się, tak? No już, nic się nie stało. To nie było naprawdę, skarbie. To tylko film. Chodź, może mleczko coś pomoże. - pingwinek z apetytem przyssał się do smoczka, zapominając o tym co widział (a przynajmniej tak mi się zdawało) i szybko zrobił się śpiący, ale kiedy chciałam go położyć do łóżeczka, za nowo zaczął wyć.
- Cichutko, bo mi chłopców obudzisz. - powiedziałam. - Przecież jestem. - usiadłam obok łóżeczka. Z ciemności ciągle spoglądały na mnie dwa błyszczące punkciki. Śpiewanie kołysanek nic nie dawało, Skipper zaczynał płakać za każdym razem, kiedy podnosiłam się z krzesła.
- Skippuś...Napraw de nie ma się czego bać. - powiedziałam. - A jak ci zostawię lampkę nocną? - pingwinek pokręcił głową. - No... to chodź. - wzięłam Skippera na ręce i zaniosłam do swojego pokoju. Położyłam maluszka w swoim łóżku, a sama zwinęłam się w kłębek obok niego. Uspokojony maluszek, widząc, ze jestem obok i nigdzie się nie wybieram, wreszcie usnął.
  • awatar frytki z majonezem.: "- Batonika? - spytał Rico zwięźle i na temat." -nie wiem czemu,ale wybuchłam śmiechem :D Dziękuję,tego było mi właśnie trzeba! Dawno się już tak nie śmiałam. Szeregowy wie co dobre! Żelki życiem <3 Czekam na więcej.
  • awatar serpentard210: Superaśne!!! A zwłaszcza Rico i jego batonik!!! :D
  • awatar serpentard210: PS. Odpowiedziałam Ci na komentarz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›