Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 września 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Następnego dnia Kowalski obudził się na materacu na którym spał pan Janusz. Zaraz, co on tu właściwie robił? Ach tak, nie mógł spać w nocy i przyszedł. Pingwinek wygrzebał się z pościeli i podreptał do kuchni.
- Dlaczego zerwaliście się tak wcześnie? - spytał, przecierając oczy. - Jeszcze nie ma ósmej. - dodał i ziewnął.
- Niby tak, ale dziś wyjątkowy dzień. - odpowiedziałam,  znad deski do krojenia. - Siadaj i jedz, dzisiaj wszystko ma być na perfect. - postawiłam przed Kowalskim talerzyk z kanapką z twarożkiem i szczypiorkiem.
- Dlaczego? Co się dzieje? - wypytywał pingwinek.
- Dwudziesty czwarty. - podpowiedziała ciocia Jola.
- Ach tak, urodziny. - Kowalskiego olśniło. - Jasne. Zdążysz z tym tortem zanim Szef wstanie? - spytał.
- Pewnie, już kończę. - odpowiedziałam, wbijając w bitą śmietanę plasterki kiwi i akurat w momencie kiedy tort wjeżdżał do lodówki, do kuchni ziewając wszedł Skipper.
- Dzień dobry. - wymamrotał, ciągle śpiąc. - Co się dzieje?
- Nic, absolutnie nic. - odparłam, może aż nazbyt energicznie i posadziłam pingwinka przy stole. - Śniadanie. - dodałam. Skipper spojrzał na mnie nic nie rozumiejąc. - No jedz. - zaśmiałam się. - Po śniadaniu wybieracie się z wujkiem na tor saneczkowy. Ja i ciocia musimy mieć trochę czasu żeby tu ogarnąć i zrobić coś na obiad.
- Poważnie? - spytał pingwinek. - Tor saneczkowy?
- Tak. - potwierdził pan Janusz. - Przyda wam się trochę rozrywki. - Skipper uśmiechnął się wyraźnie zachwycony.
- Idziemy wszyscy, we czwórkę plus pan? - upewnił się Kowalski, a kiedy pan Janusz pokiwał głową, uśmiechnął się. Poprzedniego dnia dużo ze sobą rozmawiali i spędzili całe popołudnie na grze w szachy. Pingwinek był zachwycony perspektywą spędzenia kolejnego dnia razem, nawet jeżeli oznaczało to zabranie także przyjaciół. Skipper w tempie ekspresowym pochłonął śniadanie.
- Idziemy, idziemy? - spytał, podskakując niecierpliwie przy drzwiach wejściowych.
- Chodźmy. - odpowiedział pan Janusz, dopijając kawę.
- Tylko nie karm ich frytkami. - powiedziała ciocia. Trzasnęły drzwi wejściowe, miałyśmy pełne pole do popisu.

- Powoli, powoli, spokojnie. - powiedziałam, kiedy Skipper o mało nie potknął się o kamień. Pingwinek miał zamknięte oczy, a ja prowadziłam go przez ogródek.
- Dobra, stój! - zawołałam, bo Malo brakowało, a Skipper wrąbałby się w drzewo. - I otwórz oczy. Spójrz w górę.
- O, domek na drzewie! - ucieszył się pingwinek.
- Wszystkiego najlepszego! - powiedziałam. Skipper uśmiechnął się i przytulił mnie mocno. Nie mógł się doczekać urodzin.
- Pamiętaliście. - powiedział i zaraz wdrapał się po szczebelkach drabinki na górę, a chwilę potem pokazał się w oknie domku. - Dzięki, jest super. Naprawdę mi się podoba.
- A jak twój lęk wysokości? - zagadnęłam niepewnie.
- Tutaj się nie odzywa. - pingwinek uśmiechnął się.
- Zejdź za chwilę do nas, bo kiełbaski już kończą się piec. - dodałam jeszcze i poszłam pilnować grilla. Kiedy Skipper do na dołączył na stole ogrodowym piętrzyła się góra jedzenia. Była sałatka kolorowa, sałatka biała, nadziewane ziemniaki, pomidory i ogórki, talarki ziemniaczane z czarną fasolą, grzanki na słodko i na słono i oczywiście kiełbaski, a na deser księżycowe rogaliki, makaroniki ze śliwkami i pomarańcze z bitą śmietaną i galaretką. A to wszystko wyczarowane w jedno popołudnie przeze mnie i ciocię Jolę. Przy stole panowała miła rodzinna atmosfera.
- Skipper… - ciocia Jola podała pingwinkowi prezent. - to od nas, ode mnie i od wujka. - Skipper włożył sobie resztkę ziemniaka do dzioba i zdarł z pudełka papier.
- Dziękuję. - uśmiechnął się. - Będę miał co czytać. - dodał, patrząc na dwie książki - powieści fantastyczne i wyciągnął skrzydło po prezent od przyjaciół. w pudełku owiniętym kolorowym papierem leżała gra komputerowa.
- Kowalski, dla ciebie też coś mamy. - odezwałam się.
- Dla mnie? - zdziwił się pingwinek, ale wziął ode mnie to, co dla niego miałam. - ”Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów”? z dedykacją dla cudownego siostrzeńca i wspaniałego przyjaciela, a także zdolnego szachisty. Pan Frankowski vel wujek Janusz. - przeczytał dedykację i podniósł wzrok. -Dziękuję.
- A ty Skipper, jesteś gotowy, żeby zobaczyć swój ostatni prezent? - spytałam z uśmiechem.
  • awatar serpentard210: Jedziemy panie ciut za wolno trzeba wcisnąć gaz!!! XD Jestem ciekawa co za kolejny prezent dostanie Kowalski.
  • awatar SallyLou: Wszystkiego najlepszego Skipper :D Fajny rozdział, a szef musi być szczęśliwy, że o nim pamiętają.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›