Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 września 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

Koń Legolasa mknął galopem przez pola i wzgórza. Elf mocno przytrzymywał w siodle Katrin, znajdującą się na granicy życia i śmierci. Zmierzali z powrotem w stronę Rivendell, do domu Elronda. On jako jedyny mógł wyleczyć dziewczynę. Katrin przyciskała dłoń do rany nad lewą piersią. Wciąż pulsowała bólem, ale tępym, mniej dokuczliwym niż wcześniej. Krwawiła, mimo, że Legolas próbował zatamować krwotok. Dziewczyna jęknęła.
- Jeszcze troszkę, Katrin. - powiedział elf, popędzając konia.
- Legolas... - odezwała się dziewczyna. - Czy ja umrę? - elf nie odezwał się ani słowem. - Powiedz mi prawdę, chcę wiedzieć.
- Nie umrzesz, nie pozwolę na to. - odpowiedział Legolas. Na nocleg zatrzymali się niedaleko rzeki Gladden. Nie sposób było podróżować po ciemku, nawet gdyby bardzo chcieli. Ból w ranie wzmógł się, ale to nie była zwykła rana. W ciele Katrin krążyła trucizna. Znów zapiekło, jakby dziewczyna była przypalana żelazem. Z gardła Ka6trin wyrwał się krzyk. Dziewczyna ścisnęła w dłoni brzeg płaszcza. W końcu zasnęła, chociaż ból w ranie stale się potęgował, a śmiertelny ziąb promieniował na całe ramię i bok. Legolas czułą nad ranną i okrywał ją ciepło. Oddał jej  nawet swój płaszcz. Noc wlokła się w nieskończoność. Wschodziło słońce, kiedy elf obudził Katrin i ruszyli w dalsza drogę. W końcu dotarli do domu Elronda i zastali jego drzwi otwarte na oścież. Pan domu miał szlachetne rysy twarzy, piękne jak władca elfów, był silny jak wojownik, mądry jak czarodziej, dostojny jak król krasnoludów, a łagodny jak pogoda latem.
- Elrondzie! - krzyknął Legolas, wpadając do komnaty elfa. Katrin ledwo trzymała się na nogach, a zaraz po wejściu do komnaty osunęła się na potężne łoże. Elrond pochylił się nad nią. Z sakwy zawieszonej u pasa wyciągnął podłużne liście. Ziele królewskie.
- Tą ranę zostawiło nie byle jakie ostrze. - powiedział. - To morgul. - rzucił liście do wrzątku i przemył ranę Katrin. Rozszedł się orzeźwiający zapach, ból w ranie złagodniał i uczucie lodowatego odrętwienia stało się mniej dotkliwe. Dziewczyna była jednak tak słaba, że nie mogła utrzymać się na nogach.
- Przygotujcie komnatę.- rozkazał sługom Elrond.

Katrin obudziła się w jednej z obszernych komnat w domu Elronda. Leżała w dużym miękkim łożu, przebrana w coś w rodzaju białej koszuli nocnej. Dziewczyna wsunęła dłoń pod ubranie i dotknęła miejsca, gdzie raniło ją ostrze morgulu. teraz rana była owinięta lnianymi bandażami. do komnaty dziewiętnastolatki bezgłośnie zajrzał złocistowłosy elf.
- Legolas! - ucieszyła się Katrin.
- Cieszę się, że  tobą wszystko w porządku. - elf usiadł na krawędzi łóżka dziewczyny i uśmiechnął się.
- Nie ty mnie opatrywałeś, prawda? - spytała dziewczyna.
- Żałuję, ale nie ja. - zaśmiał się Legolas. - Arwena, córka Elronda. Nie bój się, nic nie widziałem. - zapewnił trochę zbyt energicznie.
- Nie o to i chodziło. - odpowiedziała Katrin. - Zatańczymy? - wyjęła ze swojego plecaka iPhona. Legolas cofnął się.
- Co to jest? - spytał.
- Powiedzmy... Że to takie magiczne pudełko. - powiedziała dziewczyna, włączając nastrojową dziewczynę. Zatańczyli.
- Legolas... - odezwała się Katrin, kiedy oboje siedzieli na parapecie okiennym. - Ile ty właściwie masz lat?
- Około dwieście. - odpowiedział zgodnie  prawdą elf.
- Naprawdę? - zdziwiła się dziewczyna.
- Tak, dlaczego? Mój ojciec, Thranduil nosi koronę już prawie sześćset lat. Na tronie zasiadł w około moim wieku i kiedyś był czas, że dał się poznać jako mądry i potężny władca. Wcale nie był taki zgorzkniały.
- Myślisz, że byłbyś lepszym królem? - wypaliła Katrin. - Bo kiedyś przecież zostaniesz królem, prawda?
- Tak, kiedyś zostanę królem, ale to jeszcze potrwa. Wcale mi do tego niespieszno. - Legolas pochylił się w stronę dziewczyny i zaplótł jej z kilku kosmyków włosów cieniutki warkoczyk. Katrin podniosła głowę, spoglądając  piękne oczy elfa. Jakby w zwolnionym tempie jego twarz zbliżyła się do jej twarzy. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. A potem Legolas przycisnął wargi do jej ust. Na bardzo krótko. ale w brzuchu dziewczyny rozszalały się motyle, przez głowę przeleciało tornado i miała wrażenie, ze jej usta płoną.
- Mel lye. - wyszeptał elf i pocałował ja jeszcze raz. I tym razem nie odsunął ust od jej warg tak szybko.

Mel lye - Kocham cię
pdvd274.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›