Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 września 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

świt ledwie wstał, kiedy Katrin poderwało z łóżka końskie rżenie i ostre okrzyki królewskich posłańców. Zebrała nieliczne należące do niej drobiazgi; suknię na zmianę, bluzę, dżinsy i buty, w których jeszcze nie tak dawno stała na stacji metra, miecz i książkę, którą miała ze sobą. Włożyła to wszystko do plecaka, jedynie miecz w pochwie przytwierdzając do pasa i wybiegła na dziedziniec. Legolas, który właśnie siodłał konia, odwrócił się, słysząc kroki Katrin.
- Ale ja nie umiem jeździć konno. - jęknęła dziewczyna.
- Będziesz jechać ze mną. - odpowiedział elf wsiadając na konia i poklepał siodło za sobą. Katrin umieściła plecak w jukach, Legolas podał jej rękę, a dziewczyna wskoczyła na konia. Elf podał jej gruby płaszcz dla ochrony przed zimnem.
- Do Bree mamy dwa dni drogi. - powiedział, wyjmując mapę i zmusił wierzchowca do kłusu. Katrin zachwiała się, kiedy koń ruszył i mocno objęła Legolasa w pasie. Wiele elfów stojących w cieniu żegnało ich szeptem i życzyło im szczęścia. Nie było śmiechu ani pieśni, ani muzyki.
Przebyli most i zaczęli się wspinać długą, stromą ścieżką, aż stanęli w końcu na wyżynie stepowej, gdzie wiatr szeleścił wśród wrzosów. Na szczycie wzgórza Katrin obejrzała się n pałac elfów. Wydawał się teraz niewielki. Brama płonęła ognistą czerwienią w blasku poranka. Potem zniknęła, przesłonięta krzywizną wzgórza. Bree znajdowało się około sześćdziesięciu mil od pałacu. Mieli jechać cały dzień, odpocząć, potem skierować się do Rivendell. Stamtąd powinni podążyć na wschód wyjechać na Gościniec Wschodni. Katrin całkiem nieźle radziła sobie w siodle, ale to nie mogło zmienić tego, że nie miała żadnego doświadczenia. Kiedy późnym popołudniem zatrzymali się na posiłek i zsiadła z konia, była cała obolała. Nie uszło to uwadze Legolasa.
- Naprawdę nigdy nie jeździłaś konno? - spytał.
- Naprawdę. - odpowiedziała dziewczyna i odeszła kawałek, żeby rozprostować nogi. Legolas wyjął suchy prowiant, podzielił na porcje i jedna z nich podzielił się z Katrin.
- Co to jest? - spytała dziewczyna, biorąc od niego coś, co przypominało kwadratową bułkę.
- My to nazywamy lembasy. Chleb elfów. - wyjaśnił Legolas. Katrin ułamała kawałek i włożyła do ust. Chleb okazał się zaskakująco dobry i dziewczyna zjadła wszystko co dostała. Legolas dał jej się napić wody i ruszyli w dalszą drogę.

Zmierzchało już, kiedy Legolas zsiadł z konia i rozejrzał się po lesie. Minęli Rivendell i znajdowali się teraz o rzut kamieniem od siedzib trolli.
- Rozbijemy tu obóz. - zdecydował elf, pomagając Katrin zsiąść z niewygodnego siodła. - Pójdę po drewno na ognisko. Ty pilnuj konia. I bądź ostrożna, nie chcesz chyba wpaść w łapy trolli.
- Legolas - odezwała się Katrin kiedy ogień już płonął. - Kim jest Aragon? I dlaczego twój ojciec nie życzy sobie rozmów na jego temat? - spytała.
- Aragon jest... Był przyjacielem. - odpowiedział Legolas.
- Co się z nim stało? - Katrin ciaśniej owinęła się w płaszcz.
- On nie żyje. - elf zapatrzył się w płomienie ogniska. - Był władcą Gondoru, krainy na południe stąd. Zabili go orkowie. Wdarli się do pałacu i zabili go. Dlaczego nikogo nie dziwiło, że słudzy ciemności tak sobie chodzą po ulicach miasta? Dlaczego?
- Więc kto teraz włada Gondorem?
- Ktoś, kto już od dawna próbował pozbawić Aragorna korony. Ten sam, który wysłał orków. Orkowie z Morii i on zawarli przymierze. Ten człowiek nienawidzi innych ras; elfów, krasnoludów. Tylko orkowie... Tak, oni zrobią wszystko, czego zażąda. Z początku lud ślepo wpatrywał się w niego, ale teraz zaczyna się bunt. Dochodzi do zamieszek. Jesteśmy o krok od wojny. Krasnoludy z Żelaznych Wzgórz szykują swoje armie, tak jak i nasi sojusznicy z Rohanu i mój ojciec. Ale to nic w porównaniu z orkami z Morii, z Mordoru. Są zbyt liczni, nasze wojska nie dadzą im rady. - Katrin słuchała z uwagą, przypatrując się twarzy Legolasa. - Być może i ty będziesz musiała walczyć po naszej stronie. - usłyszała jeszcze. Zapatrzyła się w płomienie ogniska. To nie był odpowiedni moment, żeby poruszać temat Thranduila chorobliwie martwiącego się o jedynego syna.
  • awatar gość: Co!? Aragorn... on nie mógł zginąć w taki sposób! Nie wierze, że jest martwy! :( Coś czuję, że ktoś chcę żeby tak myślano. Cóż, zachowamresztę domysłów dla siebie :)
  • awatar Effugere: Musiałam nadrobić twoje opowiadanie ;p przyznam, że jest świetne! Bardzo dobrze się czyta. Mam tylko jedno ale: Aragorn żyje koniec i kropka xD
  • awatar SallyLou: Kurcze, cały dzień w siodle to musiała być męka zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie jeździł konno ( ja po godzinie miałam dosyć :D ). Dziwna sprawa z tym Aragornem. Wietrzę jakąś sensację...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›