Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 września 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Następnego dnia rano Kowalskiego obudziła pani Aneta.
- Chodź zjeść śniadanie. - powiedziała, kiedy pingwinek spojrzał na nią nieprzytomnie. - Potem cię odwiozę. - Kowalski rozejrzał się po pomieszczeniu, przypominając sobie gdzie jest. No tak, był w domu pani policjantki. Wygrzebał się z pościeli i podreptał za nią do kuchni. Na stole czekały już na niego smakowicie wyglądające placuszki z rodzynkami, za które pingwinek z apetytem się zabrał. Pani Aneta postawiła przed nim kubek herbaty i sama też wzięła się za jedzenie.
- To co, jedziemy? - spytała, kiedy Kowalski dopijał herbatę, a pingwinek kiwnął głową. Chwile potem oboje siedzieli w samochodzie. Kowalski wyjrzał przez okno. Niedługo znowu miał zobaczyć przyjaciół. Nie był pewien jak to zniesie. Zwłaszcza, że w domu prócz przyjaciół czekał na niego pan Janusz i ciocia Jola… i mama.
- Powiedz mi… ty uciekłeś z domu, mam rację? - spytała kobieta.
- Tak. - przyznał pingwinek, nie patrząc na panią Anetę.
- Dlaczego? - Kowalski podniósł głowę. Nie spodziewał się takiego pytania. - Co roku w wakacje policja ma do czynienia z takimi zdarzeniami. Mnóstwo nastolatków ucieka wtedy z domu z najróżniejszych powodów. Ich rodzice są alkoholikami, są bite, albo wcale nie mają rodziców. Ty nie masz takiej sytuacji, prawda? Więc dlaczego?
- Ja… - zaczął pingwinek. - Ja sam nie wiem. To był impuls, ale po prostu nie mogłem tam zostać i udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest.
- Co jest nie w porządku? - spytała pani Aneta. Kowalski odwrócił wzrok i kobieta pożałowała, że zadała to pytanie. Chciała pingwinkowi tylko pomóc, ale chyba za bardzo się pospieszyła. Z czasem Kowalski mógł się na nią otworzyć i opowiedzieć o problemie, a ona, proszę… wszystko spaprała. Nie nadawała się na policyjnego psychologa, może powinna poprosić o przeniesienie? I co? Do końca życia przybijać na dokumentach pieczątki? To stanowczo nie było dla niej. Pingwinek nie odezwał się więcej, mimo, że próbowała go zagadywać.
- Może mnie pani tutaj wysadzić? - poprosił Kowalski, kiedy mijali gimnazjum, do którego chodziłam. - Dalej sobie poradzę. Proszę się nie bać, już nie ucieknę. - zapewnił, widząc, że pani Aneta patrzy na niego z troską.
- No dobrze. - kobieta zjechała na chodnik.
- Do widzenia. - powiedział jeszcze pingwinek, wysiadł z samochodu i pobiegł przed siebie chodnikiem. Wracał do domu. Zatrzymał się dopiero przed znajomym ogrodzeniem. minął jeden dzień, odkąd wyszedł z domu, ale jemu wydawało się, że minęły wieki. Stanął pod drzwiami, zastanawiając się czy zapukać. Był u siebie, więc podskoczył i nacisnął klamkę. stałam akurat w korytarzu, krzycząc na ciocię Jolę, ale spojrzałam na Kowalskiego stojącego w progu. Pingwinek cofnął się o krok.
- Kowalski… - odezwałam się. - Dzięki Bogu. Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy. - powiedziałam, przyklękając przy nim. - Gdzie byłeś? Kowalski, co się stało? Wszystko w porządku? - oczy pingwinka zaszły łzami, a on rozpłakał się. Delikatnie położyłam mu dłoń na ramieniu. Obok przyklęknął pan Frankowski.
- Tęsknię za tym co było. - powiedział Kowalski przez łzy. - Brakowało mi tamtego czasu. potrzebuję was. Ja nie mogę bez was być szczęśliwy. Ale chcę tamtego pana Frankowskiego. Chcę cofnąć czas. I żeby tego  ślubu w ogóle nie było. Proszę, nie złośćcie się. - spojrzałam na nauczyciela.
- Kochanie… - odezwałam się. - Nie jesteśmy na ciebie źli.
- Wisz co? - powiedział pan Janusz. - Mi też brakuje tamtych dni. - Kowalski podniósł wzrok. - Brakuje mi wycieczek do Instytutu i naszej gry w szachy. Chodź tutaj. - nauczyciel objął szlochającego pingwinka i przytulił. - Brakuje mi tego wszystkiego, ale kocham waszą ciocią i nie żałuję, że się z nią ożeniłem. - Kowalski odetchnął głęboko, mocno wtulając się w pana Janusza. I nawet udało mu się uśmiechnąć. Nauczyciel mocniej przytulił pingwinka, który powoli się uspokajał.
- Powoli się przyzwyczaisz, ze już nie jestem dla ciebie ”panem”. - powiedział. - Jak widać potrzebujesz na to więcej czasu niż twoi przyjaciele. To co, doprowadzisz się do porządku i zagramy w szachy?
 

abc.atlant
 
Dzisiaj było rozpoczęcie roku. Jak tam u was? Plecaki spakowane? Pełna gotowość do dalszej nauki? Bo u mnie jak najbardziej. Troszeczkę pogląd na świat psuje mi wizja jutrzejszej chemii i fizyki. i jeszcze matmy, Boże, poratuj. Ale nie jest źle, zawsze może być gorzej. U mnie strasznie gorąco, a u was? Na sali gimnastycznej (na apelu) było tak gorąco, że widziałam, ludzie wychodzili na powietrze, bo im się słabo robiło. Ja na szczęście wytrwałam, ale (tu się zaczyna fikcja) Kowalski nie bardzo.

”- Kowalski, w porządku? - spytałam, spoglądając na pingwinka siedzącego na krześle obok mnie. - Denerwujesz się?
- A jakiej odpowiedzi się spodziewasz? - spytał pingwinek. - Coś w stylu: skąd, czuję się świetnie, tylko wiesz, jeśli zawalę, to będą się ze mnie śmiać?
- To tylko przemówienie. - odpowiedziałam.
- Ale ty nie musisz go wygłaszać. - odparował Kowalski. do mikrofonu podszedł pan dyrektor i gestem poprosił do siebie pingwinka. Kowalski nerwowo przełknął ślinę i na wpół przytomny zwlókł się z krzesła. Z każdym krokiem rzedła mu mina, a kiedy podszedł do mikrofonu, był bliski płaczu.
- Pan dyrektor poprosił mnie o przywitanie was wszystkich w nowym roku szkolnym. - zaczął sztywno pingwinek. Publiczne wystąpienia sprawiały mu niemałą trudność. - Ja… Ja do końca nie rozumiem dlaczego to właśnie mnie o to poproszono, a… ale… - zająknął się pingwinek. - Chodzi o to, że… - Kowalski odetchnął kilka razy. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, pingwinek nerwowo przełknął ślinę. Język mu się plątał, było mu strasznie niedobrze i w dodatku zaczynało mu być słabo.
- Przepraszam, nie dam rady. - powiedział jeszcze i stracił przytomność. ”

Widzicie, że niemiłe zdarzenie. Zaraz po powrocie do domu zamknął się w swoim pokoju i nie chce ze mną rozmawiać. Biedactwo moje. Jedyną pociechą dla Kowalskiego było to, że pan Frankowski nigdzie się nie wyprowadza i dalej będzie nas uczyć. Tak się przejmował tym, że straci ulubionego nauczyciela. Stanęło na tym, że wujek będzie mieszkał u siebie w domu, a do cioci Joli będzie jeździł na weekendy, ferie i tak dalej. W końcu są teraz małżeństwem, nie? Dopiero za rok, wujek na stałe przeprowadzi się do Wrocławia.

(koniec fikcji). Jesteśmy, to znaczy ja i moja klasa, teraz najstarsi w szkole. Z jednej strony to trochę szkoda, ale z drugiej… to nie jest takie złe, to bycie najstarszym. No i jeszcze ostrzę sobie zęby na statuetkę gimnazjalisty, którą pod koniec każdego roku dostaje absolwent gimnazjum z najwyższą średnią. Nad koleżanka z którą konkuruję mam 3,99 nie wiem jak to nazwać, punktów? przewagi. Będę się musiała ostro wziąć do roboty, ale wcale mnie to nie przeraża, wprost przeciwnie.

Dobra, teraz coś o fanfiction, bo czuję, ze nie możecie się tego doczekać. Termin bez zmian, jak na razie, prolog będzie w okolicach piątego-szóstego września. A jak tak w ogóle posuwają się prace? Zobaczcie sobie:
Thranduil - chyba po raz pierwszy martwi się o syna
Tauriel - czyżby byłą zazdrosna i to o… zwykłą śmiertelniczkę?
Aragon - rzekomo nie żyje
Gimli - wciąż rywalizuje z księciem elfów
Gandalf - cóż, tak jakby na razie zniknął
Frodo - na pewno pojawi się na weselu
Sam - jest taką samą pierdołą jak kiedyś
a Legolas - jest tak samo słodki jak zwykle

To tyle w kwestii wszystkiego i niczego. Patrzcie jeszcze co znalazłam - młody Thranduil - i sobie idę.
young thranduil.jpg
  • awatar ◀Pućka ▶: OJ u mnie okropny upał.. 35stopni ;/ ie zbyt gotowa ale mus to mus.. super piszesz ;) *Zapraszam na NOWY WPIS*
  • awatar frytki z majonezem.: "jest taką samą pierdołą jak kiedyś"-najlepsze stwierdzenie ever! <3 Powodzenia,dasz radę z tą statuetką!;) A na fanfiction oczywiście czekam bardzo :D
  • awatar SallyLou: Duszne sale przepełnione uczniami to koszmar. ja dostaję klaustrofobii, więc olewam takie uroczystości :D Czekam niecierpliwie na ten fanfiction. Czyżby miał pojawić się w nim Aragon? :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›