Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 31 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski błąkał się po ulicach warszawy, próbując jakoś znaleźć drogę do domu. Zaczynało się ściemniać i pingwinek bał się, że zgubi się jeszcze bardziej. Chciał do domu, był głodny, w dodatku nie wiedział gdzie jest. Po policzkach Kowalskiego popłynęły łzy, a on na dobre się rozpłakał. Mijający go ludzie zerkali na niego z ciekawością i niepokojem, ale nikt nie zatrzymał się, żeby spytać czy pingwinek czegoś nie potrzebuje, albo czy nie trzeba mu w czymś pomóc. Nikt się nim nie interesował.
- Hej… Mogę ci jakoś pomóc? - Kowalski spojrzał na kobietę, która przykucnęła obok niego. miała krótkie blond włosy, ciepłe brązowe oczy i wyglądała naprawdę sympatycznie. Pachniała też kojąco, szamponem kokosowym.
- Ja jestem Aneta, a ty? - odezwała się znowu.
- Ko… Kowalski. - odpowiedział pingwinek.
- Coś się stało? - spytała kobieta. Kowalski pokiwał głową.
- Nie wiem jak wrócić do domu. Zgubiłem się i… i chcę do mamy. - rozżalił się. Pingwinkowi zaburczało w brzuszku.
- Jesteś głodny. - stwierdziła pani Aneta. - Na razie mam tylko tyle. - powiedziała, wyjmując z torebki batonik. - Ale możesz pójść ze mną. Ja jestem z policji. - na dowód pokazała odznakę. - Chodź, u mnie dostaniesz kolację, potem mi powiesz gdzie mieszkasz, a ja cię odwiozę do domu, dobrze? - Kowalski kiwnął głową, a potem odwinął batonik z papierka. Takie same dostawał czasem od pana Frankowskiego.
Dom pani Anety był ładny i przytulny, ale pingwinek czuł się w nim strasznie nieswojo. Chciał wracać do siebie. Żałował, że w ogóle przyszedł mu do głowy ten pomysł z ucieczką. Kowalski stanął w korytarzu, bojąc się wejść dalej.
- Chodź, chodź, nie bój się. - powiedziała łagodnie pani Aneta i ośmielony pingwinek wszedł do kuchni. - siadaj, zaraz dam ci coś do jedzenia. - chwilę potem przed Kowalskim wylądował talerz z rybą z frytkami i surówką. Pingwinek zapominając podziękować, złapał za widelec i wziął się do jedzenia.
- Byłeś bardzo głodny. - stwierdziła kobieta, siadając po drugiej stronie stołu z identyczną porcją. - Powiedz mi gdzie mieszkasz, to cię zaraz odwiozę.
- Na Jaworowej. - odpowiedział krótko Kowalski.
- To po drugiej stronie miasta. - powiedziała pani Aneta. - Już za późno, żeby jechać taki kawał. chyba będziesz musiał u mnie przenocować. - pingwinek spojrzał na nią. Miał spać u obcej osoby? Nie chciał… Ale wstydził się powiedzieć cokolwiek, więc tylko kiwnął głową.
- No to dokończ jedzenia, a ja przygotuję ci łóżko w pokoju gościnnym. Musisz być bardzo zmęczony.

Kowalski leżał w łóżku i szlochał w poduszkę. Miał przy sobie kocyk, ale dzisiaj mu nie pomógł. Pingwinek tęsknił za domem. Poza tym chciało mu się do ubikacji i to dosyć dosyć, bo ostatnim razem był w toalecie wtedy, na dworcu. Kowalski niespokojnie kręcił się pod kołdrą. Pełny pęcherz dawał o sobie znać. Skrzydło pingwinka mimowolnie powędrowało w stronę podbrzusza. W kuchni ciągle świeciło się światło, a pani Aneta była zajęta pracą, może powinien pójść i powiedzieć jej, co się dzieje? Albo poczeka aż kobieta się położy i wtedy pójdzie załatwić potrzebę. Ta druga opcja nie wchodziła w grę, bo Kowalski nie mógł już wytrzymać. Pingwinek próbował znaleźć inną pozycję, ale każda była tak samo niebezpieczna. Trzymał już tak długo, że bolało go w podbrzuszu. W końcu Kowalski zerwał się z łóżka i niepewnie zajrzał do kuchni.
- Pani Aneto… - odezwał się przez łzy. - Mógłbym do toalety? - poprosił rozpaczliwie i rozszlochał się na dobre.
- Tak, pewnie. - kobieta wstała od stołu. - Chodź, nie trzeba płakać. - powiedziała, otwierając mu drzwi łazienki i zaświeciła światło. - Nie wstydź się. Poradzisz sobie? - pingwinek kiwnął głową i zamknął za sobą drzwi. Wreszcie mógł załatwić naglącą potrzebę. Kowalski wytarł sobie łzy.
- Już? - spytała pani Aneta, kiedy pingwinek zrobił co musiał. - No to do łóżka. I gdyby coś się jeszcze działo to przyjdź powiedzieć. - troskliwie otuliła Kowalskiego kołdra i wyszła z pokoju. - Dobranoc. - powiedziała jeszcze. Pingwinek ułożył się wygodnie na poduszce i spróbował zasnąć. Wciąż tęsknił za domem, ale tutaj przynajmniej ktoś się o niego troszczył.