Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pan Janusz obejrzał się i wstał.
- Kowalski… - odezwał się przyklękając przy pingwinku. - Kowalski, to nie jest tak jak myślisz. Chodź, porozmawiamy, wytłumaczę ci to. - Kowalski pokręcił głową.
- Coś się stało? - spytałam. - Kowalski, płaczesz? - przykucnęłam obok, a pingwinek mocno wtulił się we mnie. Kiedy pan Janusz chciał go dotknąć, zadrżał i odwrócił się do niego plecami. Wzięłam Kowalskiego na ręce.
- Kowalski, nie ma w tym nic złego, że mąż i żona się całują. Kochamy się, a ty tak samo kochasz Lenę, prawda? Wy też się przecież całujecie. - próbował tłumaczyć nauczyciel.
- Ja i Lena to co innego. - wykrztusił pingwinek.
- Janusz, zostaw. - ciocia Jola położyła dłoń na ramieniu mężczyzny. - Musi się z tym oswoić.
- W porządku już, Kowalski? - spytałam, a pingwinek zaprzeczył. - Chcesz porozmawiać ze mną, albo z wujkiem?
- Nie. Mogę zostać sam? - poprosił Kowalski.
- Możesz, tylko… Obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego.
- Dobrze, obiecuję. - postawiłam pingwinka na podłodze, a on pobiegł do siebie i zamknął za sobą drzwi. Skoro nawet we własnym domu nie mógł się czuć bezpiecznie, to ucieknie. Gdzieś daleko. Może do jakieś małej nadmorskiej miejscowości? Kowalski włączył laptopa, wpisał do wyszukiwarki odpowiednie hasło i jęknął. Bilety autobusowe były drogie. Pingwinek westchnął. Nie miał tyle oszczędności. Chwilę jeszcze poszperał w Internecie, ale potem zdecydowanie zamknął klapkę komputera. Wiedział, gdzie chowam pieniądze. Zerwał się z krzesła i wepchnął do małego plecaka kocyk i pamiętnik. Teraz musiał poczekać na odpowiedni moment, żeby…
- Kowalski, przyjdziesz na kolację? - spytałam, zaglądając do pingwinka wieczorem. - Są placki dyniowe.
- Nie jestem głodny, ale dzięki. - odparł Kowalski.
- Nie możesz przecież pójść spać głodny. zaprotestowałam.
- Naprawdę nie chcę. - dodał pingwinek, nie patrząc na mnie. Obejrzał się dopiero, kiedy wyszłam z pokoju. Poczekał chwilę, aż wszyscy usiądą do stołu i cichutko przemknął się do salonu, gdzie z szuflady kredensu wyjął czterysta złotych. Łatwo poszło.
Następnego dnia, po nieprzespanej nocy, Kowalski miał już gotowy plan ucieczki. Na śniadanie też nie miał ochoty, na siłę wmusił w siebie talerz jajecznicy z kiełbaską i jak gdyby nigdy nic wymknął się z domu. Nikt nie zwrócił na pingwinka uwagi. Kowalski maszerował przed siebie chodnikiem, nie zatrzymując się chociaż na chwilę, ale w końcu, kiedy dochodził do dworca autobusowego, zaczęły go boleć nogi. Był głodny, fizjologia też domagała się swoich praw. Pingwinek spojrzał na dworcowy zegar. Dochodziła dwunasta.
- Przepraszam… - odezwał się Kowalski, podchodząc do kasy biletowej. - Kiedy odjeżdża autobus do Koszalina?
- Za dwie godziny. - poinformowała go miła kobieta.
- To ja bym bilet poprosił. - odpowiedział pingwinek. Drżącym skrzydłem podał kobiecie pieniądze, odebrał bilet, podziękował i odbiegł od okienka, zanim sprzedawczyni zaczęła go wypytywać po co jedzie do Koszalina i skąd ma tyle pieniędzy. Dwie godziny. Miał mnóstwo czasu, żeby skorzystać z ubikacji i coś zjeść. Najpierw skierował się oczywiście do dworcowej toalety, a potem kupił w pobliskim barze hot doga. Dwie godziny minęły zaskakująco szybko i w końcu pod dworzec podjechał autobus do Koszalina. Kowalski wstał z ławki, ale przed wejściem do autokaru zawahał się. Szukają go, czy może wcale nie zauważyli jego zniknięcia? Poczucie beznadziei wzięło górę, pingwinek wsiadł do autokaru i usiadł na pierwszym lepszym fotelu. Autobus ruszył. Kowalski wyjrzał przez okno na mijane budynki. I po co był cały ten ślub? Było tak fajnie, kiedy wychowawca był kawalerem. Były noclegi u niego, gra w szachy i wspólne wycieczki do Instytutu, a teraz? Przez całe wakacje nie byli sami nawet przez chwilę. Pingwinek miał rację, pan Frankowski nie miał już dla niego ani chwili czasu. a niedługo zacznie się rok szkolny, wychowawca przestanie go uczyć, wyprowadzi się do cioci Joli, na przedmieścia Wrocławia. Tego Kowalski nie mógł być do końca pewien. wychowawca ani słowem nie zająknął się o przeprowadzce. Może była jeszcze odrobinka nadziei? Pingwinek zerwał się z fotela.
- Niech pan się zatrzyma, ja chce wysiąść! - krzyknął do kierowcy, wypadł na ulice i odbiegł chodnikiem.
  • awatar Madaleine: hehe szczerze coraz bardziej przypadają mi do gustu te twoje opowiadania ;) Czekam na więcej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›