Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Będę ja się musiał ostro za ciebie wziąć. - powiedział Skipper, kiedy Kowalski wyszedł z łazienki ze śnieżnobiałym opatrunkiem na skrzydle. - Co ci strzeliło do głowy? Żeby targnąć się na swoje własne życie?
- Niech Szef mi da spokój. Przed chwilą Kasia ostro mnie zjechała.- opowiedział Kowalski z westchnieniem.
- I dobrze zrobiła. - odparował przywódca. - Ja też powinienem.
- Kowalski… - stanęłam w  drzwiach łazienki i wyciągnęłam dłoń. - Żyletki. I scyzoryk i nożyczki też. Mało tego, masz zakaz robienia eksperymentów do końca wakacji. A jak cię na tym przyłapię to szlaban będziesz miał na miesiąc. Rozumiemy się? - spytałam ostro, przyklękając przy nim.
- Aha. - pingwinek kiwnął głową, niemalże z płaczem i wybiegł z korytarza, nie zwracając uwagi na to, ze Skipper za nim woła. Kowalskiego znalazłam siedzącego na kanapie w salonie i oglądającego film w telewizji. Pingwinek przytulał się do poduszki i zupełnie nie zwracał uwagi na to, że po policzkach spływają mu łzy.
- Kowalski… - odezwałam się, siadając obok niego. Pingwinek drgnął i wcisnął się w róg kanapy, odwracając się plecami do mnie. Poprzedniego dnia tak samo zareagował na pana Janusza. Chciał, żeby zostawić go w spokoju.
- Przepraszam, ze tak na ciebie krzyczałam. - powiedziałam. - Ale tak nie wolno. Widzisz, o mały włos a doszłoby do katastrofy. Nie jesteś sam. Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać o problemach. Kowalski… - pingwinek zaszlochał rozpaczliwie i mocniej wtulił się w poduszkę. - Chodź do mnie. - poprosiłam, biorąc go na kolana.
- Przepraszam… - szepnął Kowalski. - Ja już po prostu nie mogę. Nie wytrzymuję tego wszystkiego psychicznie. Dlatego nie chciałem żeby ciocia Jola i pan Frankowski do na przyjeżdżali. Przepraszam.
- No już. Najważniejsze, że nic się nie stało. - powiedziałam. - Będziesz tu sobie siedzieć? Zawołam cię na obiad, dobrze? Zrobimy c ciocią leczo. - pingwinek kiwnął głową.
- Przepraszam, że się tak rozżaliłem. - powiedział, wycierając sobie łzy. - Będę tutaj siedzieć. Nie bój się, nie zrobię sobie krzywdy.

Skipper przewracał się w łóżku z boku na bok. Znowu śnił mu się ten sam koszmar. Zobaczył w tłumie ludzi Hansa.
- Hans! - wrzasnął pingwinek, podbiegając do niego. - Hans, zabiją cię. Moi ludzie, oni zaraz tu będą.
- Prędzej moi zabiją ciebie. Uciekaj Skipper, może chociaż tobie uda się uratować. - Hans położył pingwinkowi skrzydło na ramieniu. - Nie chcę żebyś przeze mnie zginął. Uciekaj.
- Nie ma mowy. - Skipper wziął przyjaciela za skrzydło. - Razem to zaczęliśmy… - Hans odwzajemnił uścisk.
- …i razem skończymy. - dopowiedział. Rozległ się huk wystrzału i dwie kule poszybowały w stronę przyjaciół. Ani Skipper, ani Hans nie ruszyli się  miejsca. Prawy bok pingwinka przeszył ból…
- Hans… - Skipper pochylił się nad przyjacielem, leżącym w szpitalnej sali. - Cieszę się, że mogliśmy się przyjaźnić… - ciszę zagłuszyło jednostajne wycie szpitalnej aparatury.
Skipper poderwał się z łóżka bez tchu. Roztrzęsiony pingwinek gorączkowo ściskał w skrzydełkach brzeg kołdry, próbując uspokoić nierówny oddech. Przejechał skrzydłem po prześcieradle. Było mokre. Z gardła Skippera wyrwał się jęk. Tylko nie to. Pingwinek zwinął się w kłębek na poduszce i nakrył kołdra po sam dziób, chociaż było gorąco.
- Skipper, wstawaj. - powiedziałam, rano. - Chodź na śniadanie, są kanapki z pastą rybną. Twoje ulubione.
- Mmm… - usłyszałam w odpowiedzi. Pingwinek odwrócił się plecami do mnie i nie zamienił ze  mną więcej ani słowa. Przyklęknęłam przy łóżku Skippera.
- Hej. - zagadnęłam wesoło. - Coś się stało? Skipper…
- Coś pomóc może? - spytała ciocia jola, zaglądając do pokoju.
- Nie, nie, dzięki. Idź zjeść śniadanie, dam sobie radę. - ciocia kiwnęła głową. - Skipper, co się stało? - spytałam znowu. - Ale czemu płaczesz? - pingwinkiem wstrząsnął szloch. - Skipper… - zerwałam ze zwierzaka kołdrę. - Miałeś w nocy wypadek? - przejechałam dłonią po mokrym prześcieradle. - chodź do łazienki. - poprosiłam. mokrą pościel włożyłam do pralki, a szlochającego Skippera posadziłam na krawędzi umywalki.
- Nie powiesz chłopakom? - spytał pingwinek przez łzy.
- Nie powiem. - obiecałam. - No już, nie płacz. Przecież nic się takiego nie stało. Pójdziemy na śniadanie, chodź ze mną.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›