Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kowalski popłakiwał cichutko siedząc w kącie fotela. Chciało mu się do ubikacji. Nie chciał o tym mówić, głupio byłoby powiedzieć wprost co się dzieje, zwłaszcza, że ledwo dwadzieścia minut temu był przystanek. Pingwinek cały czas czuł potrzebę skorzystania z toalety, ale nie pokazywał po sobie jak bardzo mu się chce. A przynajmniej się starał. Wcale nie było mu do śmiechu, do ubikacji chciało mu się coraz bardziej. Zaczynało go kłuć w podbrzuszu. Przez chwilę chciał poprosić żebyśmy się zatrzymali i polecieć w krzaki, ale na razie nie było takiej możliwości. Kowalski nerwowo przebierał nogami, ale to niewiele pomagało. Zaczynał zdawać sobie sprawę, że jeśli zaraz nie skorzysta z toalety, to może nie wytrzymać. A nie chciał zrobić w fotel. Gorączkowo usiłował nie zmoczyć się przy kolegach.
- Kowalski, w porządku wszystko? - spytał Skipper, który jako jedyny coś zauważył. - Matko święta, Kowalski! - zawołał widząc spłakanego pingwinka, który ledwo łapał oddech. Obejrzałam się na ulubieńca, a z przedniego fotela wyjrzała ciocia
Jola.
- Kowalski, co się dzieje? - spytałam, przyciągając do siebie wyrywającego mi się pingwinka. - Hej... Powiedz, czemu płaczesz?
- Musz... do ubi... kacji... - wykrztusił Kowalski spazmatycznie łapiąc oddech i wybuchnął tłumionym szlochem.
- Już, spokojnie. - powiedziałam. - Wujku, zatrzymasz się? - pan Frankowski zjechał na pobocze jezdni, a pingwinek natychmiast wypadł z auta i rozejrzał się nerwowo. Wokół były same drzewa i ani jednego krzaka, a Kowalski nie chciał załatwiać potrzeb na widoku. Mógł wprawdzie kucnąć za którymś drzewem, ale i tak bał się, że ktoś go zobaczy. Przepełniony pęcherz pingwinka boleśnie dał o sobie znać, ale on nie ruszył się z miejsca. Właśnie zobaczył starszą panią sprzedająca borówki przy szosie, wstydził się.
- Kowalski... - odezwałam się. Pingwinek odwrócił się.
- Ja tutaj nie chcę. - zaszlochał rozpaczliwie. Odpięłam pas.
- Chodź. - powiedziałam, biorąc go za skrzydło. - Nie bój się, nikt nie będzie patrzył. - poprowadziłam Kowalskiego do lasku. - Nie trzeba się wstydzić. - pingwinek obejrzał się. Drzewa skutecznie zasłaniały widok, a on nie mógł już wytrzymać i do go do reszty przekonało. Kowalski puścił moją dłoń i przykucnął. Chciało mu się tak strasznie. Pingwinek wytarł sobie łzy, ale zaraz znowu się rozpłakał. Wzięłam Kowalskiego na ręce (wcześniej dając mu chusteczkę, żeby mógł się doprowadzić do porządku) i przytuliłam go mocno. Pingwinek wtulił się w mój sweter - ten ulubiony, porozciągany.
- Hej, no już. - starałam się go uspokoić. - Przecież nic się nie stało, Kowalski. - pingwinek odetchnął głęboko i wytarł oczy. Postawiłam go na trawie. - Już? W porządku? - pingwinek kiwnął głową. - Tylko... Kowalski, następny razem powiedz wcześniej, dobrze? Bo to nie jest pierwszy raz. Skipper też o tym z tobą rozmawiał, prawda? - Kowalski kiwnął głową. - Posłuchaj, ty się boisz, że będą się z ciebie śmiali, ale nikt nie będzie się śmiał, jeśli nie będziesz płakać i robić przedstawienia. To jest zwykły, prosty komunikat.
- Przepraszam. - odezwał się pingwinek. - Po prostu puszczają mi nerwy, ja już nie wiem, co mam robić. - głos Kowalskiego znowu zadrżał. - Nie potrafię tak.
- Później się tym będziemy zajmować, teraz chodźmy, bo się będą o nas martwić. - pan Janusz stał obok samochodu, wyraźnie nas wypatrując. Widząc zapłakanego Kowalskiego otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale Skipper pokręcił głową przecząco. "Nie krzycz na niego." Nauczyciel znacząco spojrzał na pingwinka "Nie zamierzałem krzyczeć." na co Skipper zrobił nieokreślony ruch skrzydłem "Więc nic nie mów. Wystarczająco się już przejmuje." Kowalski wdrapał się na fotel i mocno do mnie przytulił, kiedy tylko usiadłam obok. Nie miał odwagi spojrzeć w oczy swojemu przywódcy, anie Lenie.

- Możemy zrobić kolację? - spytał Szeregowy. - Jestem głodny.
- Możemy, tyle że lodówka świeci pustkami. - odpowiedziałam. - Skipper, masz ochotę przebiec się do sklepu? - spytałam.
- Pewnie, tylko mi powiedz co trzeba kupić.
- Masz jakąś kartkę? - spytała ciocia. - Zrobię mu listę, a ty w tym czasie się rozpakuj. Na kolację będzie lazania, co wy na to? - pingwiny wydały z siebie okrzyki zachwytu.
- Będziesz gotować? - spytałam. - Jesteś na urlopie.
- A ty na wakacjach. Wystarczy, ze przez cały rok musisz radzić sobie sama. Przez te dwa tygodnie ja tu rządzę.
- Dobrze. - uległam. - Tylko gdzie będziecie z wujkiem spać? Mogę wam odstąpić łóżko, przeniosę się do salonu.
- Nie ma mowy. Nie będę cię wyganiać z łóżka. Będę spać na kanapie. - zdecydowała ciocia Jola.
- a mi wystarczy materac i kawałek podłogi. - dodał pan Janusz. Uśmiechnęłam się.
Godzinę później kolacja była gotowa.
- Kowalski, przyjdziesz coś zjeść? - spytałam, zaglądając do pokoju pingwinka. - Kowalski? - pingwinek leżał na łóżku, pogrążony we śnie, na jego policzkach widać było ślady łez.
- Oj, Kowalski. - westchnęłam, otulając go kołdra.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Pierwsze minuty filmu w niczym nie przypominają literackiego Małego Księcia. Widz jest świadkiem sceny, kiedy to matka przyjeżdża z córką na przesłuchanie do jednej z renomowanych francuskich akademii dla uzdolnionych dzieci. Wszystko idzie zgodnie z planem rodzicielki do momentu, aż dziewczynka musi odpowiedzieć na pytanie, kim chce być, kiedy dorośnie. Żaden scenariusz rodzicielki nie przewidział tego typu trudności, jednakże matka nie poddaje się i organizuje ścisły plan wakacyjnych dni, podczas których jej córka ma się uczyć i zdobywać nowe umiejętności godne przyszłego uczestnika poważnej akademii.
5592d13b90c3d_g.jpg

Mały Książę to nie tylko opowieść o przyjaźni, poświęceniu, oddaniu i miłości, ale także satyra na współczesnych korpo-ludzi, nie mający czasu na hobby, a tym bardziej na rodzinę. Świadczy o tym chociażby sytuacja głównej bohaterki, która jest wychowywana przez samotną matkę, ponieważ tata tak długo poświęcał czas swojej firmie, że nie mógł się zając własnym dzieckiem i małżeństwem. Mieszkają oni na szeregowym osiedlu, gdzie każdy dom i samochód wygląda tak samo, dorośli noszą identyczne ubrania i pracują od rana do wieczora. Przerażająca wizja ze świetnym, antykorporacyjnym morałem skierowanym do rodziców.
the-little-prince.jpg

Pierwsza część filmu zachwyca i chwyta za serce. Stopniowo ukazywana historia Małego Księcia wzrusza pod wieloma względami i mimo znajomości fabuły, nie ma najmniejszych problemów, by się w nią całkowicie wciągnąć. Jeśli dodamy do tego niezwykle pracochłonną, poklatkową animację (wyłącznie sceny z książki zostały w ten sposób wyróżnione) oraz wspaniałą muzykę Hansa Zimmera, to nic dziwnego, że podczas pożegnania Małego Księcia z Lisem i następnie z Pilotem ów sceny wywołują łzy wzruszenia. Nieco gorzej wypadła druga część filmu, ale z racji mniejszej bajkowości i niesamowitości. Została pozbawiona swej barwnej, ciepłej kolorystyki na rzecz mrocznych, cięższych klimatów świata dorosłych ludzi. Nieco kontrowersji może wzbudzić także przemiana głównego bohatera, który… dorósł.
film.org.pl_b31.jpg

Warto zwrócić uwagę także na narrację filmu. Jest to historia opowiadana małej dziewczynce, która pełni rolę sceptycznego słuchacza. Pilot, nieco szalona, ale niezwykle ciepła i barwna postać, to taki dobry dziadek, z ogromnym pokładem cierpliwości i radości. Wyjaśnia bohaterce wiele faktów i wykłada jej niezwykłą naukę, którą sam odebrał dawniej od Małego Księcia: najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, dobrze widzi się tylko sercem.
5488489bcd5f1_o.jpg

Reżyser podjął się niełatwego zadania – zamiast prostego przeniesienia na ekrany kin dziecięcej lektury, postanowił znacznie zrewolucjonizować fabułę, jednocześnie zachowując ducha oryginału. Niełatwa sztuka, jednak Osbornowi się udało. I chociaż Mały Książę nie produkcja Disneya ani Pixara, to francuscy animatorzy nie mają powodów do wstydu, bowiem ich praca, pod względem wizualnym, bez problemu dorównuje produktom wspomnianych wielkich marek. Wielkie brawa należą się także Hansowi Zimmerowi oraz Richardowi Harveyowi za ścieżkę dźwiękową. Tego pierwszego nie trzeba przedstawiać, to kompozytor tworzący perfekcyjną, niezwykle harmonijną muzykę. Z kolei Harvey znakomicie dobrał świetne piosenki, odzwierciedlając uczuciowe przeżycia bohaterów: od wielkiej radości, poprzez smutek i melancholię, aż do spokoju i wszechogarniającego ukojenia.
maly-ksiaze-3.jpg

PS Płakałam. Najpierw jak Pilota zabrała karetka, a potem jak Dziewczynka zegnała się z Małym Księciem.
  • awatar Zdrowa Wariatka: super :) pojde napewno ! :) pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
  • awatar Adventure Time! - Pora na przygodę!: Ja nie lubię Małego Księcia, ta samo jak mój brat. Uważam, że książka jest psychiczna i powalona. Jednak bardzo ładna recenzję zrobiłaś. :) Gdyby nie to, że uważam, że jest to dziwne i chore, na pewno bym poszła :)
  • awatar frytki z majonezem.: Uhuhu,w takim razie na pewno się wybiorę! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›