Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 19 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Po śniadaniu (były parówki drobiowe na gorąco, twarożek ze śmietaną, pomidor ze szczypiorkiem) znowu siedzieliśmy w pokoju. Na dworze wiał zimny wiatr i nie dało się pójśc na spacer, a tym bardziej na plażę. Po obejrzeniu "Sailor Moon: Czarodziejki z księżyca" znowu się nudziliśmy. Nie mieliśmy co robić i właściwie tylko plątaliśmy się pod nogami. Znowu dostałem od wujka batonik. "Czy ty go czasem za bardzo nie rozpieszczasz?" zagadnęła ciocia Jola, kiedy zjadałem słodką przekąskę. Wujek tylko się roześmiał. Potem siadłem na fotelu, przy stoliku z drugim tomem "Władcy Pierścieni" w skrzydle, ale w telewizji leciała akurat "Godzilla", więc tak z braku lepszych pomysłów... Oglądaliśmy film dopóki nie trzeba było iść na obiad. Jakie to dziwne, że w domu bez przerwy mamy coś do roboty, a tutaj wręcz przeciwnie, nudzi nam się kiedy tylko zaczyna padać i Kasi musi nam wynajdywać najróżniejsze zajęcia, żebyśmy byli w miarę grzeczni. Po obiedzie (rosół z kury z makaronem, udko z kurczaka pieczone, ziemniaki z koperkiem, surówka z kapusty z marchewką)poszliśmy na spacer do miasta. Kasia kupiła sobie u takiej pani sprzedającej wyroby ręczne wisiorek z czarnym kotem i kolczyk z czarownicą na miotle, do kompletu. A my skakaliśmy na takiej dużej trampolinie. Szef szalał najbardziej z nas wszystkich i to on był potem najbardziej zmęczony. Nawet na ciasto nie miał ochoty. Za to po kolacji (sałatka jarzynowa) poszliśmy na spacer nad morze. W pobliskiej knajpce był akurat konkurs karaoke i zanim zdążyłem pomyśleć dwa razy już ciągnąłem Szefa na scenę i łapałem za mikrofon. Potem odśpiewaliśmy piosenkę "Środa, Czwartek" grupy Video. Bawiłem się świetnie, dopóki nie zorientowałem się co właśnie zrobiłem. W jednej chwili umilkłem i schowałem się za Kasię. Ale warto było, wygraliśmy darmowe frytki.
  • awatar RainbowxD: Czego to się nie robi dla frytek za free? :D
  • awatar frytki z majonezem.: Dla frytek warto zrobić wszystko! :D Btw. życzenia będą,już zapisane coby nie zapomnieć ;) chyba że bardziej odpowiada Ci forma kartki urodzinowej to muszę pomyśleć i wysłać,więc warto zaznaczyć wcześniej bo poczta nie bardzo mnie kocha ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Załóżmy, że trafiliście do innego świata. W przybliżeniu epoka renesansu, kultura na pierwszy rzut oka zbliżona do europejskiej, jest magia. Rząd wysyła was z misją przekonania mieszkańców do swojej słusznej sprawy, a zrobić to macie poprzez rozpropagowanie kultury swego narodu. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by w międzyczasie zyskać wpływy na dworze królewskim, może przehandlować trochę wiedzy na temat rolnictwa, handlu i tym podobnych. Może dałoby się uwieść co potężniejszych władyków świecidełkami z plastiku bądź innymi, dla nich niesamowitymi rzeczami. Od czego więc zaczął Shinichi Kanou, gdy tylko znalazł się w tej dającej rozliczne możliwości sytuacji? Od, proszę państwa, rozprowadzania pornoli…
132147.jpeg

Shinichi, jako zaciekły otaku, rozwiązuje bez najmniejszych problemów test na wiedzę z dziedziny japońskiej popkultury, dzięki czemu zostaje ambasadorem Japonii w typowej krainie fantasy (do której prowadzi nowo odkryta dziura między wymiarami) i popularyzuje tam hobby, które sam pokochał. Brzmi niekonwencjonalnie i intrygująco, prawda? Coś jednak zdecydowanie nie wyszło.
132151.jpeg

Fabularnie Outbreak Company jest mieszanką fenomenalnego potencjału gwarantowanego przez założenia historii i mocno średniego wykonania. 80% czasu ekranowego dane nam będzie obserwować, jak Shinichi zaznajamia się z tubylcami, flirtuje a to ze swoją pokojówką, a to z cesarzową, i stara się szerzyć swą pasję pośród pospólstwa i szlachty. Innymi słowy, anime serwuje nam typowe sceny z gatunku okruchy życia, z których jednaj większość okazuje się ciekawa czy zabawna. Jak więc na tym tle prezentują się postaci?
132159.jpeg

Król otaku, Shinichi Kanou, sprawdza się jako główny bohater jedynie częściowo. Wyraźnie widać że jest inteligentny i nie brakuje mu zdecydowania, gdy wymaga tego sytuacja, jednak za każdym razem, gdy scenariusz potrzebuje typowych dla anime idiotyzmów (patrz odcinek plażowy) nagle znika mu połowa punktów IQ i zdolność do logicznego myślenia. Ostatecznie jednak odzyskałam dla niego sporo szacunku po zakończeniu. Widać, że chłopina powoli się wyrabia i w przyszłości zostanie sympatycznym jegomościem (chyba że scenariusz postanowi inaczej), więc jeśli kiedykolwiek dostaniemy drugi sezon, z ciekawością będę obserwowała rozwój zarówno jego, jak i reszty bohaterów, a także bohaterek, które cały czas kręcą się dookoła niego.
132163.jpeg

Myusel, czyli pół­‑elfka i pokojówka, nie sprawia dobrego wrażenia – zachowuje się jak typowa słodka panienka pozbawiona większości szarych komórek i istniejąca tylko po to, by służyć swemu panu i nabijać kasę pieniędzmi za produkty kupowane przez śliniących się otaku. Można by się kłócić, że rasizm, którego doświadczała, wykształcił właśnie takie, a nie inne cechy jej charakteru, jednak obawiam się, że nadinterpretowałbym w ten sposób zamiary twórcy postaci – dużo prościej jest ją zakwalifikować jako zwykłą kluchę z odrobiną (czytaj: porównywalnie do większej bomby) zdolności magicznych.
132175.jpeg

Reszta obsady to w większym lub mniejszym stopniu statyści, choć kilka osób wyróżnia się na tle legionu bezimiennych – krewniak cesarzowej, Galius (bardzo mi się spodobał, jest na pierwszym obrazku, to ten po prawej), pełniący rolę jej doradcy i od czasu do czasu wysyłający Shinichiemu dość niepokojące sygnały, co za absolutnie każdym razem prowadzi do komicznych sytuacji. Poza tym zdecydowanie można go zaliczyć do tej bardziej kompetentnej części obsady, przez co też zaskarbił sobie moją sympatię. Wreszcie na sam koniec pozostały nam Minori i Elbia, czyli obowiązkowe w każdej serii nośniki cycków.
132187.jpeg

Pod względem grafiki Outbreak Company również nie ma (niestety) czym imponować. Projekty postaci, mimo iż ładne, nie należą do zbyt oryginalnych czy zróżnicowanych. Każda z postaci ma jeden strój, w którym oglądamy ją przez cały czas. Opening, Yuniba Page, śpiewany przez seiyuu Myusel brzmi dobrze (nie tyle pod względem wokalnym, co melodycznym) i muszę szczerze przyznać, że śpiewalam razem z piosenkarką, bo już po kilku odcinkach znałam go na pamięć. Niestety ending, Watashi no Housekibako, to już typowo słodziutka pioseneczka, która potrafi doprowadzić do ciężkiej cukrzycy, nie wspominając o tym, że po prostu jest kiepsko zaśpiewana przez Mai Fuchigami, czyli seiyuu Petrarki.
132203.jpeg

Spodobał mi się jeszcze jeden bohater, a mianowicie Loic. To elf, jeden z uczniów Shinichiego. Z wyglądu całkiem podobny do Legolasa, tylko włoski miał krótsze. Tak parzę w ekran i ni z tego ni z owego taki zaskok: Legolas, co ty tam robisz?! To moja druga ulubiona postać z tego serialu zaraz po Galiusie.
  • awatar Emiko Senju: A ja chyba się skuszę na to anime zaraz po przeczytaniu mangi Fairy Tail ^^ (ile to będzie trwało -,-')
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›