Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 lipca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Mogę się przejść? - spytał Kowalski, zaglądając do kuchni. Postawiłam przed panem Frankowskim filiżankę z herbatą i odwróciłam się.
- Możesz, oczywiście. - odparłam. - Uważaj na siebie.
- Będę. - obiecał pingwinek i wybiegł z domu. Kowalski powoli szedł ulicą przed siebie, kierując się w stronę centrum. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Może pójdzie do Leny, do kwiaciarni? Nie, to był zły pomysł. Dziewczyna od razu wszystko by z niego wyciągnęła, a on nie chciał się zwierzać. Zostawała biblioteka. Będzie mógł zaszyć się w czytelni i nie będzie musiał nikomu się z niczego tłumaczyć. Kowalski rozejrzał się i zszedł z chodnika na ulicę. Nagle usłyszał klakson i spojrzał w stronę skąd dochodził dźwięk. Prosto na niego jechał samochód. Pingwinek nie mógł się ruszyć. Stał tylko w miejscu sparaliżowany strachem. Kierowca zaczął hamować, ale za późno. Kowalski poczuł uderzenie w bok i bezwładnie przeturlał się po jezdni. Stracił przytomność, ze skroni lała się krew.

- O czym chciał pan ze mną porozmawiać? - spytałam, siadając naprzeciwko pana Frankowskiego.
- O Kowalskim. - odpowiedział nauczyciel.
- Czyli jednak narozrabiał? - spytałam.
- Nie. - polonista upił łyk herbaty. - Kowalski nie może pogodzić się z tym, że żenię się z waszą ciocią. Odkąd go do siebie wziąłem chodził markotny, trochę płakał, nawet wycieczka do Instytutu go nie pocieszyła. Bardzo się u mnie męczył.
- A wczoraj w nocy była burza. Jak on to zniósł?
- Strasznie się spłakał. - pan Frankowski westchnął. - Nie wiedziałem, że on się boi. zorientowałem się kiedy mnie zawołał, wtedy dopiero zobaczyłem w jakim jest stanie. Uspokoił się dopiero, kiedy wziąłem go do siebie.
- Nie mógł pan wiedzieć. I dziękuję, że się pan nim zajął. - nauczyciel uśmiechnął się.
- Nie ma za co. Uwielbiam, kiedy Kowalski spędza u mnie czas. Niestety, to się niedługo zmieni.
- Bardzo się cieszę, że pan żeni się z ciocią.
- Kowalski nieco mniej. Może on ma rację, nic już nie będzie takie jak dawniej.
- Zmiany w życiu są konieczne.
- Wiele rzeczy się zmieni, ale to nie oznacza, że wszystko. Przecież do Instytutu będziemy jeździć tak jak teraz. W szachy też będziemy razem grać. A czy się wyprowadzę to też nie jest takie pewne. Mam tutaj przecież pracę.

Przez Warszawę jechała karetka na sygnale. Wreszcie samochód zatrzymał się na skrzyżowaniu ulic Stryjeńskich i Belgradzkiej. Z karetki wysiadło trzech sanitariuszy. Jeden z nich przyklęknął przy pingwinku leżącym na jezdni, sprawdził mu tętno i zrobił opatrunek na głowie, skąd zwierzak krwawił. Z kręgosłupem wszystko było w porządku. Dwóch pozostałych wyciągnęło z ambulansu nosze i ułożyli na nich pingwinka. Potem ruszyli z powrotem do szpitala. Przy pingwinku ciągle siedział jeden z sanitariuszy. Sprawdzał poziom płynu w kroplówce i czy zwierzak oddycha. Pingwinek poruszył się.
- Co się stało? - spytał niespokojnie.
- Spokojnie, nic ci nie będzie. - odpowiedział mężczyzna. - Wpadłeś pod samochód. Jedziemy do szpitala, leż.
- Boję się. - wykrztusił zwierzak. - Chcę do mamy.
- Nie ma czego się bać. A z mamą zobaczysz się już w szpitalu.

- Ja to spróbuję jakoś Kowalskiemu wytłumaczyć. - obiecałam. - Ja myślę, że zrozumie.
- Dziękuję. - odpowiedział pan Frankowski. - Może właśnie tego chłopak potrzebuje. Rozmowy z kimś bliskim.
- Pogadam z nim jak wróci. Jeszcze herbaty?
- Nie, ja już będę szedł, wiesz? - nauczyciel podniósł się z krzesła i ja też, bo w przedpokoju zadzwonił telefon.
- Słucham? - odezwałam się. - O Boże... Dobrze, zaraz będę... - pan Frankowski zamarł wpół ruchu.
- Coś się stało? - spytał.
- Kowalski miał wypadek. Ja muszę do szpitala.
- Idę z tobą. - zdecydował nauczyciel.
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: "Mamo, pójdziemy dzisiaj do kina? Proszę cię, mamusiu, proszę!" Od tego się zaczęło. Bo tak dawno nie byliśmy w kinie. Bo ostatnio Szeregowy był chory, bo ostatnie zakuwanie przed końcem roku. Ale w końcu wczoraj udało się Kowalskiemu namówić mnie na wspólne wyjście. Poszliśmy na "Wielką Szóstkę" (na potrzeby tego one-schota uznajmy, że dalej puszczają to w kinach). I to w 3D! Z początku byłam zdziwiona, że Kowalski - umysł ścisły chce iść na film o superbohaterach, ale czego się nie robi dla ulubieńca. Bo z reguły Kowi nie ogląda takich rzeczy. A tu niespodzianka! Wracając do kina, trochę się bałam, że Szeregowy będzie miał potem w nocy koszmary, bo ten zły charakter nie bardzo mu się spodobał i musiałam go wziąć na kolana, ale noc przespał spokojnie. Całej czwórce bardzo się podobało, wpatrywali się w ekran jak urzeczeni i nawet nie dokończyli popcornu co było dla mnie autentycznym szokiem. Wina efektów specjalnych. Fakt, że z Kowalskim musiałam w połowie seansu wyjść do toalety, bo chciało mu się już dosyć, dosyć i nie wytrzymałby do końca, ale na szczęście przez te dwie minutki nic z akcji nie straciliśmy. Na pewno niedługo do kina wybierzemy się znowu.
30000a00abb8e2e73483305f28a8358cae1a0ebaced39eeeb32477e29bb1ab15c963_large.jpg

maxresdefault.jpg

Bezcenna mina Skippera, podczas gdy się toczy walka finałowa. Ciekawe skąd wziął chrupki, byłam pewna, że wszyscy chrupaliśmy popcorn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›