Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 lipca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pingwiny w milczeniu chrupały świeżutkie croissanty z dżemem. Żaden się nie odzywał. Kowalski ciągle jeszcze przezywał minioną noc, Skipperowi było głupio, Szeregowy nie wiedział o co chodzi, a Rico przeważnie się nie odzywał.
- Jak samopoczucie Kowalski? - odważył się zadać pytanie Skipper. Jego przyjaciel zamarł wpół ruchu ze skrzydłem wyciągniętym w stronę koszyczka z rogalikami i zaczerwienił się zawstydzony.
- Tak tylko pytam. - sprostował przywódca.
- To co, idziemy? - spytałam. - Dzisiaj w planie Katedra Notre Dame. - pingwiny zsunęły się z krzeseł, a Kowalski obrzucił przeciągłym spojrzeniem ostatnie dwa croissanty leżące w koszyczku.
Pod katedrą przewijało się mnóstwo ludzi i ledwo daliśmy radę przepchnąć się przez tłum, żeby zobaczyć gotycką świątynię (jeśli coś pokręciłam to sorry). Pingwiny z zachwytem przyglądały się rzeźbom na ścianach i innym ozdobom.
- Do środka raczej nie wejdziemy. - stwierdziłam. - Co jest Kowalski? - spytałam, kiedy pingwinek pociągnął mnie za sukienkę. W oczach stanęły mu łzy.
- Mi się chce do ubikacji. - odpowiedział. Przykucnęłam przy nim. Na policzki Kowalskiego wypłynął rumieniec.
- Bardzo? - spytałam, na co pingwinek pokiwał głową, próbując powstrzymać łzy. - Oj, Kowalski... - westchnęłam. - Chodź, coś poradzimy. - wzięłam pingwinka za skrzydło i poprowadziłam do toalety publicznej. Za nami podążyli chłopcy, obserwujący z cicha całą scenę. Kowalski zamknął się w kabinie.
- Kowalski, czemu nie mówiłeś od razu? - spytałam, kiedy pingwinek zrobił co musiał.
- Nie chciałam robić kłopotu. - usłyszałam w odpowiedzi.
- Ale to żaden kłopot. Przecież nie będę na ciebie z tego powodu krzyczeć. - tłumaczyłam łagodnie. - Coś dzisiaj jesteś nieswój. Co się dzieje? - pingwinek rozpłakał się zwracając na siebie uwagę przechodniów.
- Ja po prostu nie potrafię. - zaszlochał. - Wstydzę się. - przytuliłam Kowalskiego do siebie. Policzki pingwinka płonęły. Tak naprawdę wstydził się tego, że w nocy zrobił z siebie idiotę przed chłopakami.
- Boli mnie głowa. - poskarżył się.
- Nic dziwnego, pół nocy przepłakałeś. - odparłam. - Chcesz wrócić do hotelu? - pingwinek kiwnął głową. Nie miał ochoty na zwiedzanie, chciał się położyć. Odprowadziłam (właściwie to odniosłam) kowalskiego do pokoju, a on od razu skulił się na łóżku.
- Do Luwru pójdziemy sami. - zdecydowałam. - Mogę cię tu zostawić samego? - spytałam jeszcze.
- Tak, spokojnie. - odparł Kowalski. - Mam książkę.
- No, to idziemy. Zamykam drzwi. - przekręciłam klucz w zamku i z trójką pingwinów skierowaliśmy się w stronę muzeum. Skipper szedł obok mnie zamyślony.
- Myślisz, ze mógłbym coś dla Kowalskiego zrobić? - spytał w końcu. Zastanowiłam się chwilę.
- Nie wiem. - odparłam w końcu, zresztą zgodnie z prawdą. - Nie martw się, ma gorszy dzień. Tobie też się to czasem zdarza. - pingwinek zmarkotniał, ale zaraz znowu się uśmiechnął.
- Chcę zobaczyć "Mona Lisę". - powiedział z uśmiechem.
- Zaraz zobaczysz. uśmiechnęłam się. Pingwiny wbiegły do Luwru przepychając się nawzajem i stanęły w kolejce do kasy biletowej niecierpliwie podskakując. Wreszcie kiedy bilety zostały zakupione, a darmowy katalog podebrany z lady, mogliśmy ruszyć na ukulturalniający spacerek po galerii sztuki.
- Kowalski? - odezwałam się, wchodząc do pokoju i zaraz uciszyłam Szeregowego opowiadającego coś głośno i z ożywieniem. Kowalski spał oparty o poduszkę. Przeczytana do połowy książka wysunęła mu się ze skrzydła. Wzięłam ją i położyłam na stoliku. Pingwinek westchnął przez sen i przekręcił się na bok.
- Dajcie mu odpocząć. - poprosiłam szeptem chłopców.
- Już nie śpię. - usłyszałam i odwróciłam się. Kowalski siedział na kołdrze i przecierał oczka. - Jak tam Luwr? - spytał z nieśmiałym uśmiechem.
- Fantastycznie. - odparłam. - Mamy katalog, będziesz mógł sobie chociaż miniaturki obejrzeć. obiad dla ciebie, też mam, siadaj i zjadaj.
  • awatar SallyLou: Biedny Kowalski, ta burza go wykończyła. Chyba musi trochę żałować, że nie zobaczył Luwru :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›